Reklama

    Nowość: Roland FR-1x V-Accordion

    MiniaturkaRoland FR-1x to nic innego, jak nowsza wersja znanego już na rynku modelu FR-1. I choć wprawdzie w nowym modelu nie można już zmienić grafiki galeryjki, to wszystko wskazuje na to, że dzięki swym innowacjom kroi nam się nowy hit rynkowy. Szkoda tylko, że nie dla wszystkich.

    Roland FR1xCo nowego?

    96-basowy FR-1x można kupić w wersji z klawiszami lub guzikami dla prawej ręki, w kolorze czarnym lub czerwonym. Jego obecny design nawiązuje do starszych i bardziej zaawansowanych braci z serii "x". Zabieg ten spowodował, iż jakby "wydoroślał" wizualnie. Jeśli zaś chodzi o wyposażenie, możliwości i jakość dźwięku to w stosunku do modelu FR-1 za wiele się nie zmieniło, prócz jednego - FR-1x został wyposażony w głośniki! I choć przez to przytyło mu się o ponad 1 kg, to niemniej fakt ten ciężko przecenić. Jeśli chodzi o możliwości instrument ten praktycznie niczym nie odbiega od modelu FR-3x (test w EiS 10/2010). To, co go głównie różni od wspomnianego, to sposób obsługi mniejszej liczby registrów wynikającej wprost ze znacznie mniejszych rozmiarów samego instrumentu.

    Zdjęcie

    Jak to gra?

    Instrument został wyposażony w dwa 7-watowe głośniki (9 cm), po jednym dla testury basowej i klawiatury/guzików dla prawej ręki. I choć nie usłyszymy w nich ani głębokiego dołu, ani tym bardziej przejrzystej góry, to jedno trzeba im jednak przyznać - grają zastanawiająco dynamicznie i skutecznie. Przy maksymalnej głośności spokojnie zapełniły dźwiękiem mój pokój o powierzchni 16 m2. Producent podaje, że na bateriach/akumulatorach  z wykorzystaniem głośników pogramy maksymalnie 5 godzin, a na samych słuchawkach o 3 godziny dłużej.

    W środku - co pozostało z wyższych modeli?

    Otóż pozostało wręcz wszystko to, czym może poszczycić się seria V-Accordion, czyli pełną registraturą (w tym i w absolutnie niemożliwym zakresie dla akordeonu klasycznego), basową testurą barytonową, dodatkowymi brzmieniami (w tym nie koniecznie akordeonowymi) oraz brzmieniami perkusyjnymi wyzwalanymi na różne sposoby testurą basową.

    Mało? To wyliczajmy dalej. Akordeon wzorem swych poprzedników w tej serii ma port USB, do którego oprócz komputera można podłączyć praktycznie dowolną pamięć Flash zaopatrzoną w pliki audio (np. celem odgrywania podkładu dla naszego koncertu). Dodajmy do tego dwie dynamiczne klawiatury wysyłające komunikaty MIDI (zarówno po stronie lewej, jak i prawej ręki) a obraz tego instrumentu zacznie nam się klarować w kierunku bardzo zaawansowanego, a przy tym mocno kompaktowego i specjalizowanego syntezatora, którym nie pogardzi ani świadomy wykonawca, ani też absolutnie żadne studio.

    Zdjęcie

    Na zewnątrz - czy mniej nie znaczy aby gorzej?

    Dobre pytanie - otóż wcale nie! Tu Roland popisał się wręcz maksymalnie. Osobiście nie znoszę wyświetlaczy alfanumerycznych, gdyż zwykle w tym trybie wyświetlania moja pamięć obejmuje zwykle wszystko to, co zapisane najwyżej do 10 pozycji. Niemniej w tym modelu, dzięki wyraźnemu rozdzieleniu na galeryjce sekcji (LEFT/RIGHT HAND), "magicznemu" klawiszowi SET, czterem registrom oraz dedykowanym klawiszom transportu dla plików audio, jesteśmy w stanie okiełznać system w 100 % góra już po godzinie.

    Problemem będzie jedynie to, co chcemy do standardu dorzucić od siebie. Bo wszystkie swoje ponadstandardowe ustawienia można/należy wpisać w pamięć instrumentu (8 komórek pamięci w trybie SET – a co moim zdaniem spokojnie wystarczy).

    Jak tego dokonać? Otóż nadzwyczaj łatwo - można zrobić to ręcznie z poziomu instrumentu, jak też i znacznie prościej. W drugim przypadku wystarczy wejść na serwis producenta (www.roland.com) i zaopatrzyć się na nim w uniwersalny edytor programowy dla całej serii "x". Dalej wystarczy tylko podpiąć komputer z zainstalowanym programem do portu USB akordeonu i… "chulaj dusza, piekła nie ma"!

    Zdjęcie

    W sumie - dla kogo to "maleństwo"?

    Hmm… Tu ciężko mi znów nie wspomnieć, że akordeoniści klawiszowcy zawsze mieli, mają i będą mieć pod górkę. Gdy opisywałem model FR-3x ubolewałem nad jego skróconą do raptem trzech oktaw klawiaturą. W przypadku FR-1x jest jeszcze gorzej, śmiało można by rzec, że wręcz masakrycznie. Bo co niby poważnego można zagrać na dwóch oktawach klawiszy - raptem "100 lat" z "przydatkami" dla babci w różnych tonacjach, tudzież o "głębokiej studzience"? I to jest, niestety fakt niezaprzeczalny.

    I tu właśnie "guzikowcy" mają znów przewagę, bo praktycznie w mniejszych wymiarach producent udostępnia im ten model z 62 guzikami (dla prawej reki), czyli o prawie oktawę więcej niż w akordeonie w wersji klawiszowej. To, że ten akordeon ma 96 basów (pamiętajmy - w tym barytonowych!) można śmiało w przeważającej liczbie sytuacji sobie darować, ale raptem dwie klawiszowe oktawy do dyspozycji dla prawej ręki już nie bardzo.

    Dlatego też uważam, że instrumentem tym zainteresują się głównie akordeoniści guzikowi i stąd też me słowa we wstępie, iż nie wszystkim model ten przypadnie do gustu. Przy tym śmiem twierdzić, że w wersji guzikowej to wręcz wymarzony, stosunkowo już niedrogi jak na tę technologię instrument właśnie dla nich, zarówno do nauki jak i na estradę. A gdyby tak miał jeszcze 120 basów (moim zdaniem spokojnie by się tam zmieściły) do celów powyższych byłby wręcz genialnym. Przy tym w wersji guzikowej akordeon jest węższy i lżejszy!

    Gdybym umiał grać na guzikach i dostał do testów model FR-1xb wnioskowałbym na bank dla niego o redakcyjny znaczek "Nasz Typ". Niestety nie potrafię grać na owych.

    Model klawiszowy nie przekonał mnie tylko i wyłącznie rozpiętością swej klawiatury, bo cała reszta wbija wręcz w siedzisko. "Guzikowców" proszę zaś, aby wszystko to, co napisałem mieli sobie mocno na względzie. Bo mocno warto!

    Autor: Wojciech Chabinka
    Źródło: http://www.eis.com.pl

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4132125
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.