Reklama

    Jak to się robi na zachodzie?

    Miniaturka

    Przez wszystkie te lata muzykowania, a będzie tego już koło dwunastu, poznałem wiele osób, które z muzyką miały mniej lub więcej wspólnego. Muzycy, producenci, piosenkarze, trubadurzy i czort wie, kto jeszcze . Poza wieloma cechami wspólnymi, które to środowisko łączą jest jedna… - moja ulubiona (!) - wszyscy bez wyjątku prowadzą rozmowy o rozmaitych, enigmatycznych maszynach i technikach wykorzystywanych przez „zachodnich” producentów.



    A więc JAK TO SIE ROBI NA ZACHODZIE? Ano, tak i siak, ale na pewno nie tak samo jak w Polsce, no bo przecież wystarczy posłuchać i od razu ręce opadają, bo MY w życiu tak nie będziemy potrafić.

    I jest tak zresztą nie tylko z muzyką. Wszystko, co zachodnie to „extraklasa”, a rodzime powinno zostać zdyskwalifikowane od razu na starcie. To malkontenctwo jest w nas od zawsze. Wystarczy ze Małysz przestaje latać na złamanie karku a od razu jest sprowadzany do parteru i stawiany na równi z reszta polskich byle jakich sportowców. Codziennie wmawiamy sobie, że polska muzyka jest byle jaka, zacofana, źle produkowana, bez przyszłości, masowo okradana i sama kradziona (kto nie kradnie od innych ten ćwok i niech się uczy od mądrzejszych!). A jeśli się już pojawi jakiś rodzynek (czyli kawałek z potencjałem) z właściwym artystą i brzmi jako tako, to jest to tylko wyjątek od reguły czyli niewiele w tym wszystkim pomaga, bo nie przełamuje ogólnej tendencji sam w niej tonąc. Niestety, to co sami o sobie myślimy w tej kwestii to w większości prawda, ale prawie nikt nie ma w sobie siły , żeby to przezwyciężyć, co doprowadzi za jakiś czas do wymarcia wszystkich polskich muzykantów z głodu, niespełnienia i wrodzonego malkontenctwa.

    Czy kiedykolwiek próbowaliście odpowiedzieć sobie na pytanie dlaczego tak się sprawy mają ? Dlaczego „jesteśmy tak daleko za murzynami”? No właśnie...

    W moim przekonaniu o polskim przemyśle muzycznym można mówić tak na prawdę od niedawna, skoro przed 1989 nie było nic poza radiem luxemburg i winylowymi pocztówkami. Jak miał wytworzyć się przemysł rozrywkowy skoro przez 45 lat byliśmy odcięci od świata, a i same początki „wolności” to jeden wielki chaos i kruche fundamenty tego, co buduje się dziś.

    Nie można lekceważyć całkowitego politycznego, gospodarczego i kulturalnego odosobnienia kraju od rynków zachodnich. Kultura zachodnia niosła ze sobą wolność, a to w uciśnionym i zależnym kraju było wysoce niepożądane. Ludzie łapali radio luxemburg po cichu gdzieś na strychu, żeby czasem sąsiad nie usłyszał i nie zakapował. Łapali je kiedy się dało, łapczywie jak ryby wyciągane z wody głodne regularnego oddechu. 45 lat izolacji i zamknięcia nie może pozostać niezauważone. Człowiek może zupełnie skołowacieć w takich warunkach gdzie nie ma z kim pogadać, czego posłuchać i gdzie się zabawić. Jak ludzie mają być muzykalni, cieszyć się i tworzyć coś wartościowego skoro nie mają tego we krwi?

    Mimo to powstawały w tym czasie piosenki, które co prawda były bardzo podobne do tych zasłyszanych z Anglii czy Ameryki, ale miały dużo swojskiego, polskiego charakteru. Jestem pewien, że gdyby Niemen żył w innych czasach byłby wielką światową gwiazdą. Mówię tak mimo iż nigdy nie byłem jego fanem ale wiem, ze charyzmy i głosu nie znajduje się na ulicy a on to miał. Wielki dar, który na cale szczęście znalazł „posłuch”. Niemniej jednak Alibabki, Czerwone Gitary czy kilku innych podobnych to zdecydowanie za mało, żeby wytworzyć coś więcej niż tylko chwilowa euforia na punkcie jakiegoś zespołu czy piosenki. „Coś więcej” czyli wytwarzanie mentalności pchającej ludzi ku show biznesowi. Władze za wszelka cenę tłumiły takie „wywrotowe” zachcianki, które wtedy prowadziły do zdemoralizowania młodzieży. Kto nie wierzy niech poczyta literaturę. Muzycy byli traktowani jako „polityczni” prowadzący działalność wysoce szkodliwa dla partyjnego morale. No cóż debilizm często idzie w parze ze skurwysyństwem wynikiem czego nie tylko drogi mamy dziś dziurawe jak sito ale także ludzi z przydepniętymi uszami ze większość mogłaby wyglądać jak słoń Dumbo. Jak się zastanowić to na takich podeptanych uszach moglibyśmy latać na małych dystansach i przynajmniej byłby z tego jakiś pożytek...a tak, klops. Głusi jesteśmy jak pień i latać nie umiemy.



    Dlaczego murzyni śpiewają w ciemnych uliczkach przy palących się beczkach? Odpowiedź jest prosta – bo im się chce i na dodatek potrafią to robić. A u nas, jak mamę kocham, nie chodzę do kościoła, bo ludzie tak wyją, że można sobie przestrzelić oba kolana, a jeszcze ich organista wspomaga jak może i kwasi, ile wlezie, z czego tworzy się jeden żałosny ryk gawiedzi, której oczy z orbit wychodzą, żeby w refrenie wyciągnąć właściwe dźwięki. Tymczasem kościoły w czarnych dzielnicach amerykańskich miast, co niedziele wibrują w podstawach, co najmniej tak jak kluby techno w europie... Oni mają to po prostu we krwi... Śpiewali od zawsze i nikt w nich tego nie zabijał. A Polskę rozebrali do naga ruscy do spółki z Niemcami na 120 lat i zakazali otwierać paszcze, bo w ryj, potem przyszła wojna w 1939 to tez nikt się nie rwał do śpiewu, a potem był komunizm gdzieśmy nawet hymnu nie śpiewali, bo nie wiadomo było czy wolno. To prawie 200 lat mentalnego kacetu.

    Musimy zrobić to sami. Stworzyć rynek i pisać najlepsze piosenki na jakie nas stać. Musimy sami obudzić w sobie muzykalność. Musimy, żeby nasze dzieci chciały się do tego brać, żeby miały ochotę śpiewać i robić kariery. To nie nasza wina, że nie potrafimy, ale nasza w tym sprawa, żeby znaleźć w sobie siły na przezwyciężenie kompleksów i walkę o lepsze czasy dla muzykowania w Polsce.

    Dziś muzyka jest tania, bo nie trzeba kupować gitary skoro wystarczy komputer. Dziś każdy może i ma taki sam start jak wszyscy inni na świecie. Dziś kariery zaczynają się w domu, przy domowym komputerze. Nie ma już wymówki, że kolega z Anglii kupił sobie perkusję, a ja nie mam za co. Komputery dziś nie kosztują wiele i każdy sobie cos złoży.

    Przez wiele lat pracowałem w Polsce, sam, w małym studiu. Teraz pracuję w dużym studiu w Niemczech w grupie kilku współpracujących producentów, od których uczę się każdego dnia więcej niż w Polsce nauczyłem się przez te kilkanaście lat. Teraz, kiedy wspominam te rozmowy na niekończący się temat jak robią to najlepsi, widzę jak to się ma do moich wcześniejszych wyobrażeń. Większość twierdzi, że to oczywiście kwestia sprzętu, no bo co innego. Mają lepsze graty to i lepszą muzykę robią. Jest jeszcze doświadczenie, no i oczywiście pieniądze, które mobilizują do lepszych wyników. Wszystko to jednak okazuje się bzdurą w konfrontacji z rzeczywistością.

    Według mnie istnieje tylko jedna różnica pomiędzy Polską a Zachodem, która decyduje o osiąganych wynikach. Jest nią mentalność w podejściu do pracy.

    Sposób w jaki producent w Anglii czy Ameryce podchodzi do projektu rożni się diametralnie od naszego, rodzimego. W Polsce kładzie się nacisk (lub w ogóle się go nie kładzie) na elementy, które są przeważnie kompletnie nieistotne. Tymczasem, zawsze, od samego początku i narodzin pierwszej piosenki najważniejsza była ona sama. To piosenka jest dla ludzi ważna, a wszystko inne to tylko drugi plan. Dopiero wtedy, kiedy mamy w ręku perłę można się zastanawiać nad doborem odpowiedniego artysty, producenta, nad brzmieniem i wszystkim tym, co wiąże się ze sposobami produkcji. W dzisiejszych czasach potrzeba również wiele szczęścia, żeby cały projekt wypalił, ale zanim zacznę cokolwiek produkować musze być pewien ze mam do tego odpowiedni materiał.

    Jak wiec pisze się takie piosenki? Przede wszystkim piosenka musi mieć charakter. O tym może stanowić wyjątkowa oryginalność, bądź struktura budowana wedle starych, ogólnie przyjętych reguł z melodią, która każdego ruszy lub po prostu - kompozycja musi płynąć głęboko z serca (jeśli autor takowe posiada).

    Dlaczego Neptunes mają tak gigantyczny sukces na całym świecie? Dlatego, że są oryginalni jak mało kto. Dlaczego Sarah Connor jest najlepszym exportowym towarem niemieckim? Bo ma piosenki pisane wedle starych standardów, a ludzie wciąż chcą tego słuchać i to się chyba nigdy nie zmieni. Dlaczego Bryan Adams jest znany na całym świecie? Bo piosenki pisze sobie sam i każda wyraża, co leży mu na sercu i to zawsze będzie się sprzedawać.



    Wystarczy zauważyć, że ze wszystkich gatunków muzycznych to Rock jest ciągle żywy i nie chce sobie pójść do diabla - dlaczego? Ano dlatego, że jest pisany według standardowych szablonów (nawet jeśli jest to Linkin Park czy Korn) i jest muzyką prawdziwą. Żaden sztuczny chłopaczek nie poradzi sobie z tym gatunkiem, bo ludzie mu nie uwierzą i da mu życie po pysku, żeby nie pajacował.

    Żaden poważny producent nie siądzie z zespołem do pracy nad płytą, jeśli nie ma w ręku materiału na przynajmniej jeden singiel do płyty, który pociągnie całość. W dzisiejszych czasach piosenka jest uważana za niewypał, jeśli nie wchodzi do pierwszej 30-tki sprzedaży w danym kraju. Wytwornie biorą tylko te, które maja potencjał na pierwsza dziesiątkę.

    Właściwe podejście daje odpowiedni start i stanowi o osiąganych wynikach. Mentalność w pracy i dystans do osiąganych wyników składają się w głównej mierze na sukces lub porażkę projektu.

    Kolejna sprawa to pieniądze. Tu gdzie pracuje nikt nie rozmawia o pieniądzach dopóki piosenka nie jest skończona. Mało tego, nikt o tym nie myśli, bo to największy błąd, jaki można popełnić. Najważniejszy jest wynik, a później zastanowimy co dalej z tym zrobić.

    I na koniec jeszcze jedna ważna rzecz, która w Polsce rzuca się w oczy. Kompletny brak zaufania w stosunku do wszystkich wokoło. Nikt nikomu nie ufa. Nikt nie dzieli się doświadczeniami. Ludzie nie chcą wysyłać piosenek, bo boja się, że ktoś ich okradnie. Tu gdzie pracuje ludzie dzielą się swoja wiedzą i twórczością miedzy sobą. Wszyscy wysyłają sobie piosenki nawzajem i poddają je wspólnej ocenie. W ten sposób wytwarza się wzajemna konkurencja (w jak najbardziej pozytywnym sensie), która napędza rynek i sprawia, że ludziom się chce, a to z kolei pozwala przetrwać. Przetrwać to właściwe słowo w tych czasach. Jeśli komuś się wydaje ze tylko w Polsce jest ciężko myli się. Kryzys dotknął cały świat i odczuwa się to wszędzie. Na własne oczy widzę bankructwa dużych studiów nagraniowych i firm producenckich, które nie przetrzymują tego okresu. Nie piszę tego po to by was zniechęcać, ale nastawić na anielską cierpliwość, jaką trzeba mięć do tego biznesu. Jeśli dziś nie jest dobrze to na pewno jutro będzie lepiej.

    by Grzegorz Kowalski

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4134905
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.