Reklama

    Chorzy na popularność, czyli uzależnienie od sławy

    MiniaturkaAby istnieć, posuwają się coraz dalej. Przekraczają kolejne granice. Opowiadają o swoich chorobach, nałogach, pokazują się w kompromitujących sytuacjach, obrażają innych. Upokarzają się, bo za wszelką cenę chcą istnieć w mediach.Odnoszą rezultat, zatracając się przy tym coraz bardziej.

    Na początku lat 90 w ślepą uliczkę zabrnęła Madonna. Sprzedała już miliony płyt, jej trasy koncertowe cieszyły się zawrotną popularnością, zaś na jej filmy przychodziły tłumy. Zebrała całkiem sporą kolekcję nagród, wywołała szereg skandali obalając kolejne tabu. Nie mając pomysłu na siebie i nie wiedząc w jakim kierunku pokierować swoją karierę, wpadła na prościutki, banalny pomysł. Wydała album ze zdjęciami pokazującymi jak przechadza się po ulicach nago i jak uprawia seks w różnych konfiguracjach. Pamiętam jeden z ówczesnych zgryźliwych komentarzy – „pokazała już wszystko oprócz zdjęć rentgenowskich”.

    Zdjęcie

    Dzisiaj gwiazdy pokazują więcej niż zdjęcia rentgenowskie. Epatują swoimi chorobami. Michał Wiśniewski od lat wystawia swoje życie prywatne na pokaz. Uwielbia dzielić się z innymi tym, co u niego się dzieje. Ma do tego doskonały instrument jakim jest Internet, a konkretnie Facebook. Właśnie tam kilka tygodni przed ślubem z Dominiką Tajner ogłosił, że jest chory na raka. A kiedy Magda Femme w moim wywiadzie, poddała w wątpliwość jego chorobę, najpierw zbeształ ją i autora tego tekstu (usuwając mnie przy okazji spośród znajomych z „Fejsa”). A zaraz potem opublikował kopię diagnozy, która miała potwierdzać, że w istocie jest chory. Jednak w tym momencie wpadł we własną pułapkę. Na podstawie opisu w diagnozie, pojawiły się głosy, że być może rak został wywołany u niego ukrytą chorobą weneryczną.  Piosenkarzowi z pewnością wszyscy życzymy zdrowia,  jednak niesmak spowodowany przesadną otwartością pozostał.

    Moi znani rozmówcy często przyznają, że zaczynają dzień od prześledzenia Internetu i gazet w poszukiwaniu informacji o sobie. Niżej wymienione dziewczyny podkreślają, że cierpią czytając krytykę i jednocześnie upajają się tym, że o nich piszą. To typowy masochizm  – lubią, kiedy inni zadają im ból. Oczywiście nie fizyczny, ale cierpienie duszy może być bardziej dotkliwe i jednocześnie… przyjemne.

    Zdjęcie

    Iwona Węgrowska cierpi czytając komentarze o sobie. Wyzywana jest od najgorszych, ktoś porównał ją nawet do świni. Mimo to nadal chętnie pozuje w kostiumach kąpielowych. Twierdzi, że teraz jej ciało jest o wiele lepsze niż to, które kilka lat temu eksponowała na zdjęciach w „CKM-ie”. Wystawia się na pośmiewisko ciągle opowiadając o swoich powiększonych piersiach i ustach. Opowiada dziwne historie ze swojego życia o tym, że ktoś dosypał jej dziwny środek do drinka na imprezie. Albo, że jadąc samochodem została zaatakowana przez dziki. Jednak najbardziej zabolało ją zdjęcie z jej imprezy urodzinowej. Twierdzi, że specjalnie powiększono jej rękę w Photoshopie, żeby zrobić jej na złość. A ona i tak lubi serwisy plotkarskie, które publikują jej zdjęcia. Zagląda tam codziennie – bo jest od nich uzależniona.

    Zdjęcie

    Ilona Felicjańska silnie odczuwa medialne przyciąganie. Odczuwa potrzebę ciągłego mówienia o swoim alkoholizmie. Odczuwa potrzebę pokazywania się z synami. Ostatnio zaś odczuwa potrzebę występowania w odważnych sesjach. W niedwuznacznych pozach można było zobaczyć ją na zdjęciach z równie gołym jak ona paparazzo. Ilona twierdzi, że napisano o niej już wszystko co najgorsze.  Może dlatego, że nie przejmuje się już krytyką, popełnia coraz większe błędy. Kiedy nie czyta informacji, jak to beznadziejnie wyglądała na kolejnej imprezie, oddaje się marzeniom. Marzy o roli w filmie Małgośki Szumowskiej. Na razie zagrała zniszczoną psychicznie i fizycznie kobietę w teledysku Yossariana „Kołysanka”. Jak łatwo się domyślić, w tej roli wypadła wyjątkowo przekonywująco.

    Najbardziej kuriozalnym i żałosnym przypadkiem parcia na szkło jest JKM. Specjalnie nie wymieniam jego nazwiska, żeby nie robić mu dodatkowej promocji. Zawsze był oszołomem z pomysłami całkowicie oderwanymi od rzeczywistości. Pamiętam, jak kilka lat temu przekonywał mnie, że jeżdżenie samochodem bez zapiętych pasów bezpieczeństwa jest bezpieczniejsze niż z zapiętymi. A potem zapierał się, że gospodarka za czasów Hitlera była cacy, a za czasów Tuska jest be.

    Od tamtej pory jego poglądy jeszcze bardziej skręciły w stronę krzykliwego pana z wąsikiem. Teraz za wszelką cenę chce zwrócić uwagę na siebie obrażając innych. Ostatnio porównał paraolimpijskich, niepełnosprawnych sportowców do debili grających w szachy. „(…) w telewizji powinnismy ogladac ludzi zdrowych, pieknych, silnych, uczciwych, madrych - a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów - i inwalidów, niestety”. – uważa pewny siebie pseudopolityk. Zostawiam to bez komentarza. Co dobrego można napisać o człowieku, który powiedział kalekiej dziewczynce, że nie chciałby, aby jego dzieci chodziły z nią do klasy, bo zaraziłyby się jej niepełnosprawnością? Najlepiej przestać w ogóle o nim pisać i mówić. To będzie dla niego największa kara.

    Jestem całkowicie pewien, że celebryci w swoim ślepym zaparciu będą przekraczać kolejne granice. Choroba, brylowanie po pijaku, upokarzanie niepełnosprawnych czy ukraińskich sprzątaczek to dopiero początek. Co pokażą dalej – zakazany seks, samookaleczenie, śmierć? Pamiętajmy o tym, że celebryci nie są lepsi od innych. Czytając o ich wybrykach, bądźmy świadomi tego, że są to często ludzie zagubieni w życiu. I zdecydowanie nie nadają się na wzór do naśladowania.

    Autor: Robert Patoleta
    Źródło: http://robertpatoleta.bloog.pl

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4045705
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.