Reklama

    Festiwal w Opolu, czyli kit przebrany za hit

    Czy ta impreza jest jeszcze potrzebna komukolwiek poza jej organizatorami? Opole w tym roku głównie straszy. Najpierw przepychankami między organizatorami - TVP oraz władzami miasta - przez które tu i ówdzie, mniej lub bardziej oficjalnie przebąkiwało się o ewentualnym odwołaniu tegorocznej edycji festiwalu. 

    Potem - śmiesznymi inaczej telewizyjnymi zwiastunami. W końcu samym programem imprezy i stylem, w jaki dział PR Telewizji Polskiej próbuje zamienić go w wydarzenie sezonu. "Nigdy jeszcze Superjedynki nie wzbudzały takich emocji, a wykonawcy nie reprezentowali tak różnych stylów polskiej muzyki rozrywkowej". "Czy Patrycja Markowska pokona kolegów swojego taty - Lady Pank?". "Potwierdziły się internetowe plotki! W Opolu usłyszymy gorące hity Kasi Wilk, a także superrockandrollowej żeńskiej grupy SheMoans!". "Na deser, wystąpi rewelacyjny Julek Nyk z zespołem, którego znawcy tematu okrzyknęli polskim Chrisem Cornellem". To tylko kilka najciekawszych cytatów z wiadomości, jakie regularnie lądowały w mojej skrzynce mailowej. Faktycznie, napięcie sięga zenitu. Aż strach pomyśleć, jakim cudem wytrwamy do dzisiejszego wieczora, gdy wszystko w końcu się zacznie.

    TVP od lat pod szyldem opolskiego festiwalu wciska nam kit przebrany za hit. Może to dobra mina do złej gry, bo w końcu mamy taką rozrywkę, jaką mamy. A może cyniczna strategia marketingowa oparta na przekonaniu, że miliony inżynierów Mamoniów i tak bez względu na wszystko usiądą przed telewizorami. 

    Popatrzmy na program tegorocznego Opola. Dziś na początek koncert z okazji 25-lecia "Teleexpressu", w którym polskie gwiazdy zaśpiewają m.in. - jak to przystało na festiwal polskiej piosenki - zagraniczne hity. Potem konkurs Superjedynek z takimi kwiatkami, jak nominowana w kategorii superzespół formacja Manchester czy Ania Wyszkoni z piosenką "Wiem, że jesteś tam" ubiegająca się o nagrodę superprzebój. A w sobotę kolejna impreza jubileuszowa - tym razem związana z 40-leciem "Lata z radiem". Czy naprawdę ktokolwiek może na serio ekscytować się takim zestawem?

    Święto polskiej piosenki? Hasło sprzed paru dekad dziś brzmi ironicznie. A nawet prześmiewczo. O opolskim festiwalu od wielu lat wypada pisać już głównie ze względu na jego legendę. Ale właściwie, gdzie jest ta legenda? Złote czasy tej imprezy to lata 60. i 70. Ja pamiętam, jak przez mgłę Opole z końca epoki gierkowskiej, w tym Marka Grechutę śpiewającego "Hop - szklankę piwa". Ale byłem wtedy dzieckiem i siadałem przed telewizorem raczej dla wygłupów zespołu Tropicale Thaiti Granda Banda. Od tego czasu wyrosło kilka następnych pokoleń. Tak naprawdę dzisiejszym 20-, 30-latkom Opole kojarzy się już tylko źle. Z kiepskim poziomem lat 80., beznadziejną szamotaniną koncepcyjną następnej dekady, wreszcie z obciachem i tandetą lat ostatnich. Nawet jeśli mogli niekiedy obejrzeć takie koncerty jak poświęcone pamięci Agnieszki Osieckiej "Zielono mi" z 1997 r. Wspaniałe, ale jednak tylko incydenty.

    W tegorocznym programie też można znaleźć jeden jasny punkt - sobotni koncert poświęcony Ewie Demarczyk. Wielka diwa polskiej piosenki obchodziła w tym roku 70. urodziny. Jednak umówmy się - Demarczyk to artystka największego kalibru i jej benefis obroniłby się wszędzie. Za to całej reszty festiwalu mogłoby w tym roku nie być. Idę o zakład, że mało kto by ten brak zauważył. Miliony telewidzów, którymi po kolejnych edycjach Opola lubi chwalić się TVP, po prostu zmieniłyby kanał.

    Robert Sankowski Źródło: Gazeta Wyborcza

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3781310
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.