TECHNO zadyma w Czechach

    W sobotę czeska policja rozpędziła 5 tys. uczestników wielkiej imprezy techno - CzechTek zorganizowanej w miejscowości Mlynec w zachodnich Czechach. Organizatorzy wynajęli łąkę od jednego z mieszkańców i mieli pozwolenie na imprezę, jednak po skargach sąsiadów interweniowała uzbrojona w pałki i tarcze policja. Użyto armatek wodnych i gazu łzawiącego, kilkudziesiąt osób zostało rannych. Na kilka godzin zamknięto autostradę z Pragi do Niemcami i największe czesko-niemieckie przejście graniczne w Rozvadovie.

    Łukasz Adamski 03-08-2005 Gazeta


    Kilka tysięcy ludzi, głównie młodych, protestowało w niedzielę w Pradze przeciwko akcji policji, która w sobotę rozpędziła imprezę muzyki techno pod nazwą CzechTek zorganizowaną na zachodzie Czech z udziałem paru tysięcy osób z całej Europy. Podobna demonstracja odbyła się w Brnie.

    0-->Wznosząc hasła: "Państwo policyjne", "Gestapo" około 5 tysięcy demonstrantów obrzuciło jajkami gmach ministerstwa spraw wewnętrznych, a następnie przeszło przez miasto pod gmach urzędu rady ministrów. Uczestnicy wiecu twierdzili, że policja na łące wynajętej przez organizatorów interweniowała bezprawnie i brutalnie.

    W czasie akcji około 1000 funkcjonariuszy specjalnych jednostek policji porządkowej wyposażonych w tarcze, kaski i pałki oraz wspieranych przez wyrzutnie gazów łzawiących i armatki wodne, rannych zostało około 100 osób, w tym 47 policjantów. Starcia były bardzo gwałtowne.

    Czeski prezydent Vaclav Klaus uznał interwencję policji "za trudną do uzasadnienia". Zaznaczył, że podobne akcje policji przeciwko młodym ludziom źle się w Czechach kojarzą, nawiązując do brutalnego rozpędzenia demonstracji praskich studentów jesienią 1989 roku, co rozpoczęło tzw. aksamitną rewolucję.

    Przeciwko interwencji policji wystąpił także pełnomocnik rządu ds. praw człowieka Svatopluk Karasek, przewodniczący Senatu Przemysl Sobotka i minister sprawiedliwości Pavel Niemec oraz większość polityków opozycji. Podkreślają oni zarazem, że akcja została przeprowadzona na wyraźne zlecenie premiera Jirzego Paroubka, który wzywał policję do zdecydowanej interwencji.

    Zarówno szef rządu, jak i minister spraw wewnętrznych Frantiszek Bublan tłumaczą, że interwencja odbyła się zgodnie z prawem, ponieważ właściciele gruntów sąsiadujących z łąką, jaką wynajęli organizatorzy CzechTeku, złożyli skargę na niszczenie trawy

    CzechTek, organizowany od kilku lat, rozpędzony został przez policję również przez rokiem, wtedy jednak odbył się na łące w zachodnich Czechach, bez zgody jej właściciela.

    W poniedziałek w Pradze i w kilku innych miastach Czech mają się odbyć kolejne demonstracje przeciwko brutalności interweniującej w Mlyncu policji. Przebieg akcji zbadać chce rządowa rada ds. praw człowieka.


    PAP 31-07-2005

    Byli jak zwierzęta. Kopali nas, rzucali petardy i wszystko niszczyli - tak fani muzyki techno opisują akcję policji, która w sobotę rozpędziła ich zlot w czeskim Mlyncu. Przeciw brutalności policji demonstrują tysiące Czechów

    1-->Imprezę Czechtek po raz pierwszy przeprowadzono w 1994 r. i powtarzano co roku. Co roku wzbudzała też wiele kontrowersji. Wstęp był wolny, ograniczeń co do liczby uczestników nie było, była za to głośna muzyka, alkohol i narkotyki. Imprezę przeprowadzano na świeżym powietrzu, nierzadko bez zezwolenia właściciela działki. Na zlot przyjeżdżali fani techno z całej Europy.

    W tym roku miało być inaczej. Lepsza organizacja oraz zezwolenie od właściciela łąki. Jednak już w piątek nad ranem, gdy do Mlynca zaczęli się zjeżdżać pierwsi uczestnicy Czechtek, okazało się, że policja zablokowała lokalny zjazd z autostrady.

    Później było tylko gorzej. W piątek w południe, gdy trwały przygotowania do rozpoczęcia zlotu, policja ogłosiła, że właściciel łąki odwołał zgodę na przeprowadzenie imprezy. Kilkuset fanów miało się w ciągu godziny rozejść. Na początku fani posłuchali polecenia, ale pod wieczór wrócili. Rozpoczęła się huczna zabawa, grała muzyka. W sobotę w Mlyncu było już kilka tysięcy technofanów, którzy zajęli ziemie należące do kilku osób. I to było dla policji kolejnym powodem do rozpędzenia zlotu.

    Tym razem policjanci mieli armatki wodne, petardy, świece dymne i inne akcesoria do rozpędzania demonstracji. Szturm rozpoczął się o w pół do piątej po południu. - Byli jak zwierzęta. Kopali namioty, wrzucali do środka petardy, nie patrząc, kto tam jest. Niszczyli samochody - opowiadają fani.

    Oni sami rzucali w stróżów porządku kamieniami, butelkami i czym się tylko dało. Po godzinie bitwa się zakończyła. Jej bilans to kilkudziesięciu rannych po każdej stronie oraz kilkudziesięciu aresztowanych.

    "Bitwa pod Mlyncem" rozpętała także burzę polityczną. Skrytykował ją minister sprawiedliwości oraz pełnomocnik rządu ds. praw człowieka. Opozycyjna prawicowa Obywatelska Partia Demokratyczna domaga się nadzwyczajnej sesji parlamentu. Jej wieloletni przywódca obecny prezydent Vaclav Klaus nazywa akcję policji "poważną pomyłką".

    - Interwencja ciężko uzbrojonych policjantów przeciwko młodym ludziom automatycznie wywołuje niedobre reminiscencje przeszłości - mówił w niedzielę Klaus. Wielu Czechów pamięta, jak komunistyczna milicja rozpędzała demonstracje studentów jesienią 1989 r. W poniedziałek Klaus wydał oświadczenie, w którym czytamy, że "ci, którzy zaakceptowali interwencję, ponoszą pełną odpowiedzialność za podważenie zaufania do policji oraz doprowadzenie do podziału kraju".

    Oświadczenie Klausa jest politycznym gestem skierowanym przeciw socjaldemokratycznemu rządowi, a zwłaszcza przeciw premierowi Jirzemu Paroubkowi. Premier się broni. We wtorek w artykule dla dziennika "Lidove Noviny" napisał o technofanach: "To nie są żadne tańczące dzieciaki. Ich jądro to niebezpiecznie opętani ludzie ze skłonnościami anarchistycznymi. Prowokują wspierani przez alkohol i narkotyki, demonstracje siły przeciwko spokojnym obywatelom. Do tego dodajmy terroryzowanie mieszkańców hałasem, śmieciami i innymi utrapieniami w sąsiedztwie wsi, przez które przejeżdżają".

    Zdaniem premiera tolerowanie takich imprez oznacza także zniszczenia środowiska naturalnego, łamanie zasad elementarnej higieny, szerzenia AIDS, żółtaczki i salmonelli.

    Premierowi obrona przychodzi trudno, bo przeciwko niemu wystąpiła także czeska prasa. Tytuły gazet brzmią jednoznacznie: "Technomasakra Paroubka", "Rekord temperatury w głowach polityków", "Policja Paroubka kontra tańczące dzieci". Społeczeństwo te opinie chyba podziela - aż 70 proc. Czechów uważa, że akcja policji była zbyt brutalna.

    Czesi protestują także na ulicy. W niedzielę kilka tysięcy demonstrantów przemaszerowało przez ulicę Pragi i Brna. Krzycząc "Państwo policyjne" i "Gestapo", obrzucili jajami gmach MSW. Wielotysięczne wiece mają się także odbyć w najbliższych dniach. 







    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3974205
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.