Relacja: 21.05.2012 - Parov Stelar - Eskulap

    MiniaturkaTen koncert to dla mnie szok na wielu płaszczyznach. Po pierwsze, nie spodziewałem się, że Parov Stelar jest w naszym kraju tak popularny. Liczba uczestników tego koncertu (na oko około tysiąca osób) pozytywnie mnie zaskoczyła, szczególnie że to nie tak, że na poznański koncert zjechała się cała Polska, bo przecież Austriak ma zaplanowane cztery koncerty w naszym kraju.

    Zdjęcie

    Po drugie, co łączy się z pierwszym, tak szczelnie wypełniona sala to zła wiadomość dla wszystkich wrażliwych organizmów. Poznań niestety nie ma klubów na naprawdę duże koncerty, więc jedynym miejscem, w którym może się odbyć gig na 1000 osób jest pozbawiony klimatyzacji Eskulap. Stan bliski omdlenia był zapewne znajomy większości osób, które się tam znalazły (a i członkowie zespołu narzekali na duszny klimat), ale takie są już niestety uroki Eskulapu.

    Po trzecie wreszcie, niezwykle pozytywnie zaskoczył sam zespół. Czwórka instrumentalistów oraz wokalistka, którzy towarzyszyli Marcusowi Fürederowi na scenie dała niesamowity show. W swojej recenzji najnowszego albumu („The Princess”) w naszym magazynie wyraziłem nadzieję, że podczas koncertów Parov Stelar ograniczy się do bardziej żywiołowych utworów z drugiej płyty tego wydawnictwa. Jakiekolwiek moje wątpliwości były bezzasadne, bowiem koncepcja tego koncertu wykluczała choćby krótkie momenty nudy. Półtoragodzinna electroswingowa impreza nie pozostawiła nikogo obojętnym i mimo wspomnianych niesprzyjających warunków cała sala bawiła się znakomicie. Na szczęście nagłośnienie nie było najgorsze i to, co charakterystyczne dla muzyki Austriaka, czyli jazzowe motywy saksofonowe i trąbkowe nie zostały przytłoczone przez soczysty bas. A dodając do tego klimatyczny wokal Cleo Panther byliśmy świadkami naprawdę wyśmienitego show. Wielu artystów krótko po wydaniu tak długiego wydawnictwa (28 utworów!) postanowiłoby na koncertach promować je grając większą jego część. Austriak zaprezentował nam jednak przekrój całej swojej twórczości, najwięcej utworów było z „The Princess” i przedostatniej płyty „Coco”, ale nie zabrakło również starszych kompozycji. A wisienką na torcie było kapitalne „The mojo radio gang”, które jak sądzę z reakcji publiczności jest jednym z ulubionych utworów nie tylko dla mnie.

    Po jednym wyjściu na bis koncert się zakończył, co z jednej strony oczywiście było rozczarowaniem, bo tak niesamowicie energiczna muzyka mogłaby brzmieć bez końca. Z drugiej jednak, jeszcze trochę i ludzie padaliby ze zmęczenia jak muchy. Przed nami kolejne koncerty Parova w Polsce, a pamiętając częstotliwość z jaką wraca do naszego kraju, pewnie w przyszłym roku znowu będzie okazja do usłyszenia jego zespołu na żywo. A do tego jak najbardziej zachęcam.

    Autor: Maciej Gorczyca
    Źródło: popmag.pl

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3784580
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.