Precedensowy wyrok sądu na niekorzyść ZAiKS-u

MiniaturkaKielecka firma wygrała proces o nielegalne rozpowszechnianie muzyki po tym, jak ZAiKS zarzucił jej czerpanie korzyści majątkowych z puszczania w zakładzie radia. Właściciel firmy udowodnił jednak, że to bzdura.

Stowarzyszenie Autorów ZAiKS zażądało od właściciela jednej z kieleckich firm kilkaset złotych za puszczanie muzyki z radia, bez umowy licencyjnej. Gdy przedsiębiorca się nie zgodził, ZAiKS zarzucił mu osiąganie korzyści majątkowych dzięki nielegalnemu rozpowszechnieniu utworów objętych ochroną praw autorskich, a w konsekwencji „działanie na szkodę stowarzyszenia”. Właściciel firmy uznał to za wyssaną z palca bzdurę i postanowił walczyć w sądzie.

Zdjęcie

Przedsiębiorca tłumaczył, że z radia korzystają tylko pracownicy firmy, pomiędzy zleceniami, w oczekiwaniu na klientów. Zaznaczył również, że klienci wchodzą do zakładu na 2-4 minuty i nie mają nawet szansy wysłuchać żadnego z utworów do końca. Zwrócił się również do sądu z pytaniem, czy według ZAiKS-u zamawiając taksówkę wybiera się taką, w której włączona jest odpowiednia stacja radiowa, czy raczej klientom chodzi o dotarcie do celu. Właściciel podkreślał, że w przypadku jego firmy nie ma mowy o tym, by muzyka przygrywająca w radiu miała wpływ na napływ klientów.

„Sporządziliśmy raport, w którym księgowa szczegółowo zanotowała, że w jednym miesiącu, kiedy radio działało mieliśmy np. stu klientów, w następnym miesiącu, kiedy radio zostało wyłączone, ich liczba była taka sama. Pogląd ZAIKS-u, że dzięki radiu firmy mają większe zyski, jest bezpodstawny.” – tłumaczy przedsiębiorca z Kielc

„Sąd pierwszej i drugiej instancji podzielił nasze stanowisko. Udowodniłem, że włączone radio nie miało żadnego wpływu na przychody firmy. Poza tym organizacje zbiorowego zarządzania, w tym przypadku prawami autorskimi nie mogą żądać od właściciela zawarcia umowy licencyjnej na publiczne odtwarzanie radia wewnątrz sklepu, lokalu, a przedsiębiorcy nie muszą jej podpisywać.” – dodaje Mecenas Wojciech Czech – „Podczas rozprawy panie kontrolujące, nie były w stanie wykazać, jaka muzyka i jakiego artysty była słuchana.

Sędzia zauważył, że nawet nie wiadomo było, czy utwory odtwarzane były w ogóle chronione przez ZAiKS, być może chroniła je inna organizacja, chroniąca prawa twórców, których chyba mamy obecnie z osiem. ZAiKS z góry zakłada, że kto słucha muzyki, to kupi więcej, np. chipsów, cukierków czy napojów. W wyroku sąd ustalił, że nie każdy klient lubi dany rodzaj muzyki, która jest nadawana z radia. Dlatego twierdzenia, że miała ona wpływ na zwiększenie obrotów oskarżonych jest bezpodstawne. Orzeczenie w tej sprawie może być przydatne innym, którzy znajdują się w podobnej bądź nawet identycznej sytuacji.” – dodaje obrońca kieleckiego przedsiębiorcy.

„Klienci przychodząc do lokalu chcieli skorzystać z usługi a nie słuchać muzyki. ZAiKS też nie przedstawił żadnego dowodu, jakie zyski uzyskiwali oskarżeni. I jaki wpływ na zwiększenie dochodów miała muzyka słyszana z radia” - czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Cała sprawa jest więc precedensem, który może być wykorzystywany przez kolejne firmy nękane przez ZAiKS. Oczywiście lokale gastronomiczne rządzą się innymi prawami i w ich przypadku faktycznie przygrywająca w tle muzyka stanowi element usługi.

Źródło: www.pej.cz