ZAiKS'owe mega zamêty...

    Drogi Gościu! Oto Lista zarówno przestępstw, jak i zwykłych kretynizmów, obciążających sumienia pracowników biura i przedstawicieli władz Stowarzyszenia Autorów ZAiKS. Jeśli temat cię wciągnie - zostań z nami, nawet na zawsze. Razem można więcej! Kurdel Polski - Redaktor Naczelny: Tomasz Bielski

    Osoby czyli Lista Umoczonych
    1. Józef Kąkolewski, kierownik Wydziału Kontroli ZAiKS, b. milicjant obywatelski.
    2. Grzegorz Burakiewicz, kierownik Wydziału Nagrań Mechanicznych ZAiKS, ponoć pozyskany wprost z Ambasady PRL w Sofii (?!), gdzie coś robił,
    3. Hanna Kuberska, zastępczyni G.Burakiewicza.
    4. Barbara Borkowska, radca prawny z kancelarii adwokackiej Jana Błeszyńskiego, (prof. prawa, współautor wszystkich ustaw o prawie autorskim), posiadającej wyłączność na obsługę prawną ZAiKS-u, kłamczuszek.
    5. Krzysztof Szuster, z-ca dyrektora generalnego biura ZAiKS, pozyskany z harcerstwa. Nie ustalono - w nagrodę czy za karę. Czekamy na info.
    6. Witold Kołodziejski - Dyrektor Generalny (biura) ZAiKS. Nie udało się znaleźć niezbitych dowodów, prosimy więc o pomoc w ustaleniu przed-ZAiKS-owych zasług. Nawias w przypadku (biura) powyżej nieprzypadkowy: w Statucie ZAiKS-u istnieje dramatyczna sprzeczność, dająca do myślenia - w jednym miejscu napisano, że pracownicy biura nie mogą być członkami Władz, w drugim natomiast, że Dyrektor Generalny ma prawo głosu w posiedzeniach Rady, Zarządu i Prezydium Zarządu Stowarzyszenia ZAiKS. Wynika z tego, że jedynym wiecznym, nieusuwalnym i gwarantującym ciągłość tego i owego członkiem tych ważnych Ciał ZAiKS-u jest nie kto inny, tylko Dyrektor Generalny W.K., wyrastający w ten sposób ponad Prezesów i innych, przypadkowych funkcjonariuszy z wyboru.
    7. Ryszard Poznakowski, Skarbnik ZAiKS, kompozytor, b.Trubadur. Jego podpis prawdopodobnie powinien figurować na każdym "wypływie" pieniędzy z ZAiKS. Więc... Chyba, że istnieją inne sposoby wyprowadzania tzw. kasy, leżące poza świadomością Skarbnika Rysia...
    8. Janusz Kondratowicz, Przewodniczący Komisji Rewizyjnej ZAiKS, tekściarz. Funkcja zobowiązuje do kontroli m.in. gospodarki finansowej ZAiKS. Autor proroczego w tej sytuacji "Powiedz stary, gdzieś ty był?" Hm...
    9. Jacek Skubikowski, członek (to cieszy, od niedawna) Zarządu, kompozytor, tekściarz, piosenkarz, prawnik. Do chwili wejścia do Zarządu zawzięty bojownik o sprawiedliwy podział tego, co jest dzielone w ZAiKS-ie na lewo. Obecnie zajmuje się wszystkimi innymi sprawami.
    10. Antoni Marianowicz, były prezes Zarządu ZAiKS, humorysta, ziemskiej sprawiedliwości wymknął się był, niestety...
    11. Edward Pałłasz, nowy prezes Zarządu ZAiKS, kompozytor, na listy nie odpowiada. Wciąż są dwie możliwości...

    Lista przestępstw (i kretynizmów) popełnionych w imieniu Stowarzyszenia Autorów ZAiKS.

    1. 25 listopada 2000 r. Józef Kąkolewski próbuje wymusić od Tomasza Bielskiego i firmy Selles Records sp. z o.o. łapówkę w wysokości 500.000 zł. ("...panie Tomaszu, wpłacenie jakiejś poważnej sumy mogłoby "sprawę" załatwić...") w zamian za przełożenie kontroli magazynów firmy o półtora miesiąca, czyli art. 191 par. 1 Kodeksu Karnego. Wcześniej,w innym, prowadzonym przez Prokuraturę Piaseczno śledztwie Grzegorz Burakiewicz, bezpośredni zwierzchnik Kąkolewskiego zeznał, że Kąkolewski nie miał żadnych upoważnień ani uprawnień do jakichkolwiek pertraktacji na tematy finansowe ze mną. Natomiast Krzysztof Szuster, po tym jak już podjęto śledztwo w sprawie łapówki, zeznał dokładnie przeciwnie. Powiedział, że przed wysłaniem na kontrolę upoważnił Kąkolewskiego do podjęcia rozmów, ponieważ spodziewał się, że T.Bielski będzie chciał wpłacić 500.000 zł. do kasy ZAiKS. Antoni Marianowicz natomiast zeznał, że osobiście upoważnił Szustera do szczególnego zajmowania się tą właśnie sprawą, nie mówiąc, dlaczego. Żaden z nich nie powiedział też, jak to się stało, że bezpośredni zwierzchnik Kąkolewskiego, Grzegorz Burakiewicz, który osobiście skierował Kąkolewskiego na kontrolę, nic o tych ważnych ustaleniach nie wiedział. Uważam, że zeznania Kąkolewskiego, Szustera i Marianowicza zostały "dorobione" po wszczęciu śledztwa i były kłamstwem, potrzebnym aby uniknąć odpowiedzialności, a próba wymuszenia łapówki była wspólną działalnością wszystkich wyżej wymienionych.

    2. 27 listopada 2000 r. Fałszywe oskarżenie Tomasza Bielskiego o tzw. piractwo, czyli art. 238 Kodeksu Karnego. Podejrzany: Józef Kąkolewski i inni. Po odmowie zapłacenia łapówki Kąkolewski i stojąca za nim grupa - jak to określił - "Kierownictwo", zorientowali się, że znaleźli się w niebezpieczeństwie zdemaskowania. Postanowili uprzedzić moje nieuniknione zawiadomienie o przestępstwie i tym samym - osłabić jego wiarygodność. W tym celu, wykorzystując pozycję ZAiKS-u jako monopolisty oraz brak dostatecznego rozeznania w dziedzinie prawa autorskiego, nagminnie występujący u pracowników Prokuratur, Kąkolewski złożył w dniu 27 listopada 2000 r. w Prokuraturze Piaseczno zawiadomienie, jakoby moja firma produkowała płyty "bez wymaganych uprawnień lub wbrew jego warunkom", czyli mówiąc potocznie - "piraty". Następnego dnia prezes Marianowicz, wiedząc że zawiadomienie już złożono, oszukał mnie twierdząc w osobistej rozmowie, że zgadza się z przedstawionymi argumentami i sprawę przełożenia kontroli na styczeń 2001 r. przedstawi na Prezydium Zarządu ZAiKS. Dzień później do firmy przyjechała policja, aby z polecenia Prokuratury przeprowadzić rewizję magazynów w poszukiwaniu "piratów". Jako rzeczoznawcę, wbrew Kodeksowi Postępowania Karnego, zatrudniono tego samego Kąkolewskiego, który polecił policji zająć wszystkie legalnie wydane płyty, znajdujące się w magazynie firmy. Ręczne liczenie płyt zajęło policji i "rzeczoznawcom" z ZAiKS-u czas dokładnie do godz. 18,00 w Wigilię Bożego Narodzenia. Płyty te, w ilości ponad 2,5 miliona sztuk zostały uznane za "dowody" w sprawie, i do jej zakończenia (5 lat?) znajdują się w depozycie sądowym. W wyniku tego obie moje firmy musiały złożyć wnioski o ogłoszenie upadłości. Obie (!), wykluczające się sprawy nr 1 i 2 prowadził asesor Prokuratury Rejonowej w Piasecznie, Jarosław Szklarczyk. W trakcie został awansowany na prokuratora. Z dylematem poradził sobie w ten sposób, że nie dopuścił do złożenia dokumentów (umowy z ZAiKS-em, zgłoszenia płyt do ZAiKS-u, dowody wpłat na konto ZAiKS, pisma ZAiKS do ZPAV o wydanie hologramów itp.) ani nie przesłuchał świadków, którzy obalili by fałszywe oskarżenia o piractwo. Ponadto - nie przyjął do wiadomości, że Szuster osobiście, publicznie przyznał, że ZAiKS stosuje fałszywe oskarżenia jako dobry "sposób na szybsze ściąganie należności". A także - nie dał sobie wytłumaczyć, że zajmuje płyty należące do innej firmy niż ta, która zawierała umowy z ZAiKS-em, a więc "wprowadzone do obrotu" i z mocy ustawy nie podlegające prawu autorskiemu, a więc i ZAiKS-owi. Natomiast w sprawie przeciwko Kąkolewskiemu i innym o fałszywe oskarżenie, najpierw sprawę umorzył, ale po moim zażaleniu Prokuratura Okręgowa kazała mu się nią zająć. Tym razem znalazł inny sposób: zawiadomienie o ponownym umorzeniu wysłał pod adres, pod którym wiedział, że nie zostanie odebrane. Kiedy zawiadomienie wróciło - uznał je za doręczone i sprawę umorzył ponownie. W tym czasie niemal co drugi dzień spotykałem się z asesorem Szklarczykiem, bądź rozmawiałem z nim telefonicznie. Wszystkie inne zawiadomienia, pisma i telefony trafiały do mnie niezawodnie i pod właściwy adres. Tylko to jedno - nie... Na szczęście w sprawie tej pojawiły się nowe okoliczności, i w dniu 27 lutego 2003 r. wróciła do Piaseczna, przekazana z Prokuratury Warszawa-Śródmieście. Czekamy.

    3. Bolesław Gryczyński, kompozytor z Poznania, autor m.in. hitu "Ani be, ani me, ani kukuryku" po sukcesie tej i innych piosenek przerwał kontrakt jako pianista w Japonii i wrócił do Polski z uzasadnioną nadzieją na duże pieniądze z ZAiKS-u. Kiedy po 3 latach okazało się, że za kilkanaście utworów, wydanych na 53 różnych płytach CD i kasetach, otrzymał od ZAiKS-u 1600 zł. (jeden tysiąc sześćset złotych) zaniepokoił się. Niestety, wszystkie interwencje w ZAiKS kończyły się informacjami, że wszystko jest w porządku i właśnie tyle mu się należy. Tymczasem każdy, kto ma cokolwiek do czynienia z fonografią wie, że Gryczyński powinien otrzymać, lekko licząc, 150.000 zł. Kiedy zdesperowany, bez pieniędzy na utrzymanie i z perspektywą odcięcia nie zapłaconego prądu po raz kolejny zadzwonił do ZAiKS-u - najpierw odsyłano go z pokoju do pokoju, aż wreszcie w ostatnim usłyszał: "Proszę się rozłączyć, ustalimy co i jak i zatelefonujemy do Pana...". Rzeczywiście, po godzinie telefon zadzwonił. P. Gryczyński podniósł słuchawkę i usłyszał: "Ty, k.... twoja mać, jak nie przestaniesz się dopytywać o te twoje piosenki w ZAiKS-ie, to przyjadziem z kijami i cię zaje....". P. Gryczyński tak wziął sobie pogróżkę do serca, że przez 3 lata bał się komukolwiek poskarżyć, i - sprawa się przedawniła...! Jedną (choć nie jedyną) z osób, które z p. Gryczyńskim rozmawiały przed cytowanym telefonem od bandytów był p. Józef Kąkolewski. Rozmawiał też z p. Kuberską...

    4. Piosenki p. Gryczyńskiego wydawały firmy OMEGA Music i Tic Tac, obie należące do p. Zbigniewa Retkowskiego. W trakcie kampanii przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi, SLD zamówił w firmie OMEGA Music hymn wyborczy. Hymn wykonano raz - okazało się, że jest plagiatem z utworu grupy "Man At Work". Wybuchł skandal. Prasa, która zainteresowała się sprawą szybko ustaliła i poinformowała (m.in. Gazeta Wyborcza), że za wspomnianymi firmami stoi ... mafia pruszkowska! SLD wybory wygrało i sprawa ucichła... OMEGA i Tic Tac, a wkrótce kolejna firma tego samego właściciela - Property&Music, zasypywały tymczasem bazary, supermarkety i stacje benzynowe setkami tysięcy, a może - milionami płyt i kaset z utworami nie tylko p. Gryczyńskiego, ale i np. Krzysztofa Krawczyka. Za 6 tytułów płyt z repertuarem Krawczyka wydanych przez w.w. firmy i sprzedawanych przez rok - rozliczono się z - o ile dobrze pamiętam - 100 sztuk (słownie: sto). Licencjodawca (Andrzej Kosmala, też członek ZAiKS-u) pobiegł do ZAiKS, konkretnie do p. Kuberskiej, z interwencją: "Zmuście Retkowskiego, żeby używał oficjalnie obowiązujące hologramy ZAiKS/ZPAV, a nie swoje własne, bo nas i was oszukuje, nie zgłaszając rzeczywistych ilości...". Usłyszał: "Nie ma takiego prawa, żeby kogokolwiek można było zmuszać do używania naszych hologramów!". Każdy, kto miał do czynienia z ZAiKS-em wie, że wprawdzie nie prawo w postaci ustawy, ale coś znacznie mocniejszego jest w stanie zmusić każdego producenta do wykupywania i naklejania oficjalnych hologramów. Tym czymś jest ZAiKS. Nie ma, poza Omegą&Spółka ani jednej firmy w Polsce, która nie zostałaby przez ZAiKS zmuszona do respektowania tej regulacji. Firmy, które tego spróbowały, już nie istnieją. Zostały własnoręcznie przez Kąkolewskiego i "kierownictwo" zlikwidowane rękami państwowych organów, za pomocą wypróbowanego sposobu - oskarżenia o "piractwo". Co spowodowało, że OMEGA Music i pozostałe firmy znalazły się pod ochroną pracowników ZAiKS? Dlaczego Kąkolewski, Kuberska, Burakiewicz jak Częstochowy bronią ich przed słusznymi roszczeniami twórców - członków ZAiKS? Mam nadzieję, że odpowiedzi udzieli śledztwo, prowadzone aktualnie przez Prokuraturę Warszawa-Ochota. Tu też wprawdzie w pierwszym "podejściu" sprawę umorzono, ale po zażaleniu Prokuratura Okręgowa nakazała jej kontynuowanie. W przypadku ponownego umorzenia sami skierujemy akt oskarżenia do sądu, na co pozwala Kodeks Postępowania Karnego. Równolegle p. Gryczyński wniósł powództwo cywilne o odszkodowanie od ZAiKS-u w wysokości 150.000 zł. oraz - o wpłatę na cel społeczny w wysokości 50.000 zł.

    5. Sprawa powyższa "wypączkowała" kolejną sprawą: kiedy przesłuchiwani Kąkolewski, Kozłowski (kierownik Grupy Antypirackiej ZPAV) i Retkowski zorientowali się, że przesłuchujący policjant nie ma pojęcia, o co w sprawie chodzi - nałgali mu w sposób bezwstydny (m.in. - cytuję z pamięci - "Omega używa oznaczenia "Bravo" które jest własnością Warner Music, co oznacza, że płyta jest legalna i nie musi używać hologramów..."). Każdy z branży fonograficznej słysząc coś takiego, wpadłby w osłupienie! To tak, jakby powiedzieć: "Handlarze na stadionie używają na sprzedawanych dresach logo ADIDAS, co oznacza, że towar mają legalny!". Tak zeznawali pod przysięgą przedstawiciele Stowarzyszeń ZAiKS i ZPAV, upoważnionych przez Ministra Kultury do dbania o interesy twórców! Wniesione zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa z art. 233 (fałszywe zeznania) Kodeksu Karnego ma, na moje wyczucie, pełne szanse aby zakończyć się odpowiednimi wyrokami (z tego artykułu można dostać do 3 lat). Czekam z niecierpliwością.

    6. Do dużego sklepu z płytami zgłosił się Kąkolewski w towarzystwie innego osobnika. Właścicielowi oznajmił, że przyszedł "na kontrolę". Kiedy go poproszono o jakieś upoważniające do tego dokumenty - wyciągnął legitymację służbową towarzyszącego mu syna, który pracuje w "organach" (Chyba w Biurze Ochrony Rządu. O ile mi wiadomo - drugi syn pracuje w Komendzie Stołecznej Policji.). Właściciel sklepu wykazał się przytomnością umysłu, i obu panów pogonił grubym słowem. O sprawie tej informowałem w skardze do Komendanta Głównego Policji. Podobno przeprowadzono dochodzenie, i jak zwykle - nic nie stwierdzono...

    7. Wieczorem w domu, kiedy siedzieliśmy przy kolacji z żoną, zadzwonił telefon: "Pan Bielski? Tu mówi Tadeusz Wiśniewski. Jestem przewodniczącym sekcji choreograficznej w ZAiKS. Od dawna zastanawialiśmy się z kolegami nad wyniesieniem się z ZAiKS-u i przeniesieniem do ZASP-u, bo w ZAiKS-ie nie możemy nic zrobić, jesteśmy traktowani jak kula u nogi... Już by nas tu nie było, ale dowiedzieliśmy się o Pana walce z tymi patologiami. Trzymamy za Pana kciuki i liczymy, że się Panu uda zrobić porządek. Dlatego chwilowo wstrzymaliśmy się z decyzją o wyjściu z ZAiKS-u. Chciałbym też Panu pomóc. Może przyda się Panu do czegoś informacja, że Zarząd ZAiKS-u gra naszymi pieniędzmi na giełdzie na prywatny rachunek...". Informacja mnie zaszokowała. "Czy potwierdzi to Pan w Prokuraturze, albo da mi na piśmie?" - zapytałem. "Nie, w żadnym wypadku. Boję się tych ludzi. Tam chodzi o takie pieniądze...". O sprawie zawiadomiłem prokuraturę Warszawa-Śródmieście (wraz z szeregiem innych informacji o przedziwnych zdarzeniach w gospodarce finansowej ZAiKS w rodzaju np., że wg. dorocznego sprawozdania kwoty "zainkasowane" od "wypłaconych" różnią się o kilkadziesiąt milionów, bilans co roku zaczyna się od "0", brak informacji o przychodach z depozytów bankowych itp.). Wszczęto śledztwo, wezwano na przesłuchanie księgową i kilka innych osób z "Listy Umoczonych". Wszyscy jak z nut zeznali, że nigdy o czymś takim nie słyszeli. P. Tadeusz Wiśniewski z kolei zeznał, o co trudno mieć pretensje, że "...nigdy ze mną nie rozmawiał ani nawet o mnie nie słyszał..." i "...o takiej sprawie nawet nie mógłby nic wiedzieć, bo nie jest członkiem Zarządu ZAiKS...". Zastraszono go i wypada tylko współczuć. Dodatkowo trzeba też wiedzieć, że zgodnie ze Statutem ZAiKS kierownicy wszystkich sekcji automatycznie wchodzą w skład Zarządu. W tym czasie "Polityka" opublikowała materiał, dotyczący słynnej "wpadki" ZASP-u na akcjach Stoczni na kwotę 9-ciu milionów złotych. W artykule znalazł się wywiad z p. Witoldem Kołodziejskim, Dyrektorem Generalnym ZAiKS, który powiedział: "Grać biznesmena w teatrze i być biznesmenem to nie to samo". Taka wersja występuje w "papierowej" POLITYCE. W internetowej wersji "Polityki" znalazł się ciąg dalszy, z którego - moim zdaniem - wynika, że w ZAiKS-ie dużo bardziej profesjonalnie niż w ZASP-ie potrafią "obrócić", z czego są dumni... Nie mniej śledztwo zostało umorzone, wobec zgodnych zeznań księgowej Cegiełki, Poznakowskiego, Olewicza, Kondratowicza. Marianowicza, z których prowadzący dochodzenie wysnuł wniosek, że brak dostatecznych dowodów...

    8. Gdzieś w maju 2001 r. Kąkolewski niespodziewanie zgłosił się do mojej firmy po raz kolejny "na kontrolę". Formalnie miał do tego prawo, bo nie spodziewając się aż takiej bezczelności, nie wypowiedziałem na piśmie umowy ZAiKS-owi. Próbował "myszkować" po firmie, ale został stanowczo zniechęcony. Na życzenie otrzymał wydruki z komputera, dotyczące produkcji płyt. Był wyraźnie niezadowolony, tym niemniej po wręczeniu wydruków oraz pisma, którym zabraniałem mu wstępu do firmy na przyszłość i wypowiadałem umowę - poszedł sobie wraz z towarzyszącymi mu osobami. Tej samej nocy do biura firmy włamano się. Ukradziono tylko komputer, z którego -na oczach Kąkolewskiego - robiliśmy wydruki raportów produkcyjnych. Nie skradziono stojącego obok, dużo lepszego komputera ani drogiej, profesjonalnej kserokopiarki, ani urządzenia fax/kopiarka. Złodziej wyraźnie przyszedł po ten, konkretny, komputer. Zawiadomieni policjanci zrobili co trzeba, po czym dochodzenie umorzono "z powodu nie wykrycia sprawcy". I oto w 6 miesięcy później Stowarzyszenie Niezależna Fonografia Polska otrzymało od ZAiKS-u pismo, którego autor powołuje się na dane ze skradzionego komputera! W żaden inny sposób nie mógł ich zdobyć, bo te akurat dane były nieprawdziwe, o czym tylko ja wiedziałem! Dnia 28 listopada 2001 r. powiadomiłem o tym "cudzie" prokuraturę Warszawa-Mokotów. Do dzisiaj czekam na reakcję.

    9. ZAiKS, stosując tzw. bezprawną groźbę, wymusił na mnie akt notarialny, gwarantujący zapłacenie 2.000.000 zł. w zamian za to, że ok. 2,5 miliona płyt, które wróciły jako zwroty z kolportażu prasowego, nie zostaną zniszczone. Nie minęło kilka miesięcy kiedy ZAiKS, za pomocą fałszywego oskarżenia o "piractwo", płyty te mi zabrał (do tego momentu sprzedałem i zapłaciłem ZAiKS-owi za ok. 1/10 całego zapasu). Jednak posiadanego aktu notarialnego nie zwrócił, a wręcz przeciwnie: wykorzystując sytuację uzyskał nakaz sądowy i rozpoczął "egzekucję" na jego podstawie. Ponieważ wcześniej jednak w sposób planowy zniszczył moje firmy i praktycznie cały mój majątek - nie za bardzo ma z czego ściągać tę nie istniejącą - w gruncie rzeczy - należność. Próbuje więc zająć majątek mojej żony, z którą od 1996 roku mamy tzw. rozdzielność majątkową. Można by się z tego śmiać, gdybyśmy żyli w normalnym kraju, w którym prawo jest prawem. Niestety - mam wszelkie podstawy przypuszczać, że obecni na "Liście Umoczonych" osobnicy drogą - być może - łapówek, albo kontaktów z dawnych czasów (byli UB-cy są wszędzie, a w szczególności w organach sprawiedliwości!), albo też innych nieformalnych zabiegów (np. syn w BOR, adwokat-były sędzia zatrudniony tylko i specjalnie "dla mnie" przez ZAiKS itp., itd. ) mają niezwykły wprost wpływ na działania policji, niektórych prokuratur i sądów! Dzieją się rzeczy dziwne i nie do wiary, jak np. rozprawy sądowe odbywające się przed wyznaczonym terminem, tak aby wydać potrzebne ZAiKS-owi postanowienie bez rozprawy (np. Grodzisk Maz., sprawa o objęcie egzekucją majątku mojej żony)... Zresztą Grodzisk Mazowiecki to miejsce wielu jeszcze cudów...

    10. Kąkolewski złożył policji w Grodzisku Maz. zawiadomienie, że popełniłem przestępstwo z art. 300 kk. czyli - "poprzez wyzbycie się majątku uniemożliwiłem wykonanie postanowienia sądu oraz egzekucję komorniczą". Chodzi tu o wspomniany wcześniej wymuszony akt notarialny - gwarancję na 2 miliony złotych, z tytułu którego ZAiKS uzyskał nakaz sądu, który z kolei skierował do komornika w Grodzisku Maz. Sąd orzekł w lutym/marcu 2001, komornik rozpoczął egzekucję (przysłał mi odnośne pismo) w kwietniu tego samego roku. A o co oskarżył mnie Kąkolewski? Że, sprzedając swojej żonie nieruchomość świadomie i celowo uniemożliwiłem wspomniane wyżej czynności komornika i sądu. Nieruchomość rzeczywiście, sprzedałem. Żona zapłaciła mi odpowiednią kwotę, przelewem z konta swojej firmy na konto mojej. Jej wysokość została pozytywnie zweryfikowana przez Urząd Skarbowy jako odpowiadająca wartości rynkowej. Wszystko to miało miejsce w roku 2000. Jak myślicie, co robią w Grodzisku Mazowieckim, żeby oskarżyć faceta w sytuacji, kiedy daty się nie zgadzają, to znaczy kiedy sprzedając nieruchomość w roku 2000 nie mógł udaremnić ani wykonania orzeczenia sądu, ani komorniczej egzekucji, ponieważ miały one miejsce rok później? Odpowiedź jest prosta: w Grodzisku Maz. policja i prokuratura w takim niezręcznym dla śledztwa przypadku po prostu poprawia nie pasującą datę! Poprowadzono śledztwo (st. szer. Beata Kawa z polecenia samego nadkomisarza Marka Siwika), z wykorzystaniem pełnych możliwości wywarcia odpowiedniego wrażenia na podejrzanym, czyli na mnie (policyjne fotografie, pobieranie odcisków placów, dłoni i czego tylko się dało. Nawet policyjni technicy dziwili się tej gorliwości!), w którym zeznałem wszystko, a także przekazałem dokumenty, w tym odnośny akt notarialny sprzedaży nieruchomości z roku 2000. Nic z tego: p. Kawa zakończyła dochodzenie stwierdzeniem, że "zebrany materiał wystarczy", po czym - wniesiono przeciwko mnie akt oskarżenia. A w akcie tym - nie wierzyłem własnym oczom, jak wół napisano ( w dwóch miejscach), że nieruchomość sprzedałem w roku 2002! I dzięki temu wszystko się zgodziło, zgodnie z wcześniejszym założeniem. Że sfałszowano dochodzenie i dowody, że oskarżono mnie fałszywie i z premedytacją, okazało się w Grodzisku Mazowieckim nie mieć żadnego znaczenia. Prokurator Małgorzata Żurawiecka podpisała się pod tak spreparowanym aktem oskarżenia i przekazała go do sądu. I co się dzieje dalej? Nie zgadniecie. Mam prawo skomentować akt oskarżenia - wysyłam więc obszerne pismo z dołączonymi dowodami, z których jak na dłoni widać całe oszustwo. Pismo, którego nikt nie czyta, zostaje wpięte do akt sprawy i już. Żadnej reakcji. Wysyłam więc do Prokuratury Okręgowej informację o uchybieniach wraz z zawiadomieniem o popełnieniu przestępstwa przeciwko wymiarowi sprawiedliwości przez policjantkę, prokurator i Kąkolewskiego. Prokuratura Okręgowa przesyła sprawę do Prokuratury w Grodzisku Maz., a ta informuje mnie, że "... sprawdzono akta sprawy, i wszystko jest w porządku!" Identycznie kończy się skarga do Komendanta Głównego Policji: trafia do Komendy Stołecznej, stamtąd - do Komendy w Grodzisku Maz, skąd - oczywiście - otrzymuję pismo, że wszystko sprawdzono i jest w porządku! Wyobrażacie sobie? Macie przed sobą akt oskarżenia mówiący, że sprzedaż miała miejsce w 2002 r. i akt notarialny z datą 2000, a prokuratura i policja w Grodzisku Maz. twierdzą, że to taka sama data! Do tego okazuje się, że Kąkolewski składając swoje zawiadomienie 28 lutego, został przyjęty przez samego nadkomisarza Marka Siwika, który własnoręcznie zeznanie zaprotokółował. Dla tych, którzy znają codzienność policyjną to już niemały cud, takie poświęcenie ze strony wysokiej rangi oficera w tak duperelnej przecież sprawie. Jakby w policji w Grodzisku Maz. nie było "zwykłych" funkcjonariuszy! A do tego - znowu nie do wiary - w aktach znajdujemy "Notatkę Urzędową" sporządzoną przez tegoż n.kom. Siwika, datowaną na ten sam dzień 28 lutego, w której informuje, że w ramach pełnionych obowiązków sprawą zajmował się od jakiegoś czasu, dzięki czemu ustalił np., że wprawdzie w Grodzisku Maz. jestem zameldowany, ale tak naprawdę to mieszkam z żoną w Warszawie, oraz że sprzedając jej nieruchomość uniemożliwiłem... itd. itp. Jasnowidz? Cudotwórca? Pracował nad sprawą, o której nie wiedział, że w ogóle istnieje? Jeśli miałbym zgadywać - prawda wygląda następująco: Kąkolewski (lub któryś z jego synów) zna dobrze nadkomisarza Marka Siwika z Grodziska Maz. Czy to znajomość z dawnej, wspólnej służby, czy jakieś "haki" lub zobowiązania, powinna ustalić zwierzchność w interesie nas wszystkich i naszego Państwa. Tym bardziej, że w działalności Kąkolewskiego występuje element możliwej współpracy z "Pruszkowem", o czym zwierzchników nadkom. Siwika poinformowałem. W każdym razie nadkom. Siwik zapewne zgodził się pomóc koledze Kąkolewskiemu w trudnej sytuacji. A jako że Grodzisk Maz. jest niewielki, musi znać panią prokurator, która z kolei może kiedyś... I już - wszystko się zgadza, oprócz daty w akcie oskarżenia. Ale tym się w Grodzisku Maz. nie przejmują. Najważniejsze, żeby zleceniodawca był zadowolony. Na tym szczeblu to może, choć nie powinno się zdarzać. Natomiast postawa Prokuratury Okręgowej i Komendy Głównej Policji w tej sprawie to zwykły skandal. A stoi za tym, kto by pomyślał - ZAiKS, którego skryte życzenia te szacowne instytucje publiczne tak skwapliwie spełniają...

    11. Jestem członkiem ZAiKS-u od lat 30-tu. Z tego tytułu cos tam od czasu do czasu wpływa na moje konto. Ostatnio wpłynęło ok. 500 zł. P. Szuster przysłał pismo, że zabiera te pieniądze na poczet mojego długu. Nie trzeba być prawnikiem, żeby zauważyć, że Szuster popełnił w ten sposób przestępstwo z art. 284 Kodeksu Karnego, przywłaszczając pieniądze powierzone w zarząd! (Tu także można zastosować art. 296 kk). Pieniądze takie mogą być zajęte wyłącznie przez komornika. Prokuratura Warszawa-Śródmieście, prok. Joanna Ducka sprawę umorzyła twierdząc, że moje "...roszczenia mają charakter cywilno-prawny i winny być dochodzone na drodze cywilnej". Podobnie sprawę potraktowała Prokuratura Okręgowa i II Wydział Karny Sadu Rejonowego dla W-wy Śródmieścia. Uważam, że mamy tu do czynienia z niepokojącymi objawami kryzysu Państwa...

    12. Moja prywatna firma wyprodukowała w ciągu 4 lat ok. 5 milionów płyt, mając zawarte umowy z ZAiKS-em, płacąc tantiemy, zgłaszając produkcję. Wszystkie płyty zostały sprzedane firmie Selles Records sp. z o.o., a tym samym "wprowadzone do obrotu" zgodnie z art. 51 prawa autorskiego. Po wprowadzeniu do obrotu płyty stają się zwykłym towarem handlowym, nie mającym więcej nic wspólnego z ZAiKS-em. Zarówno produkcja jak i sprzedaż odbyły się za zgodą i wiedzą ZAiKS-u. Brak takiej zgody musi być wyrażony w formie listu poleconego z podaniem przyczyn odmowy. ZAiKS nigdy takiego listu mi nie przysłał. Jak opisałem pod poz. 2 ok. 2,5 miliona tych płyt ZAiKS bezprawnie, za pomocą Prokuratury w Piasecznie, firmie Selles Records sp. z o.o. odebrał. Pozostałe 2,5 miliona wciąż w dużej części znajdują się w obrocie. Ich właścicielami są różne hurtownie, supermarkety, firmy handlowe. Nikt nie ma prawa zabraniać im sprzedaży tego, legalnie nabytego towaru. Jedną z tych firm jest Foxx sp. z o.o. W prowadzonym przez nią sklepie internetowym ZAiKS kupił 4 płyty CD, kiedyś wyprodukowane przez moją firm Selles Enterprises, następnie sprzedane wydawnictwu Selles Records, skierowane do kolportażu prasowego jako dodatki do czasopism muzycznych, zwrócone w postaci zwrotów prasowych i sprzedane komuś, kto z kolei sprzedał je firmie Foxx sp. z o.o. P. Burakiewicz, wiedząc o tych faktach i znając dokumenty, skierował przeciwko firmie Foxx sp. z o.o. całkowicie bezpodstawne oskarżenie, usiłując wraz z Kąkolewskim zasugerować, że są to płyty nielegalne, produkowane obecnie itp. Moje związki z firmą Foxx są takie, że przez dwa miesiące doradzałem jej jako konsultant na umowę - zlecenie, a obecnie robię to bezpłatnie, tak jak wielu innym firmom, w ramach Stowarzyszenia Niezależna Fonografia Polska, którego firma Foxx jest członkiem. W efekcie śledztwa, prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Warszawa-Mokotów postawiono mi zarzuty, że "sprzedając nielegalne płyty przez sklep internetowy spowodowałem szkodę w wysokości 2.000.000. złotych". Trzeba wiedzieć, że sklep ten sprzedał w ciągu całego swojego życia kilkanaście płyt (w tym 4 - ZAiKS-owi!), uzyskując wpływ ok. 50 zł. (pięćdziesiąt złotych). I w takiej sytuacji prokurator z Mokotowa całkiem poważnie oskarża mnie o spowodowanie szkody w wysokości 2.000.000 zł. po czym następują, znane z Grodziska Maz. : fotografie "pod ścianką", pobieranie odcisków palców, dłoni i całej reszty... O różnych kretynizmach słyszałem, ale o czymś takim... Swoja drogą - ciekawe ile i komu oraz kto z ZAiKS-u zapłacił za taki a nie inny przebieg sprawy... A może nie zapłacił? Może to kolejny "kumpel", z którym kiedyś robiło się różne sprawy...

    13. Sprawa powyższa spowodowała złożenie dwu zawiadomień o popełnieniu przestępstwa:
    a. Przez Burakiewicza: art. 238 kk - fałszywe oskarżenie o nie popełnione przestępstwa. Sprawa w Sądzie Karnym, po - jak zwykle - umorzeniu i zażaleniu, pomimo niezbitych dowodów przestępstwa. Spotkałem się z twierdzeniem, że "Prokuratury boją się ZAiKS-u". Miejmy nadzieję, że powód tak dziwnego postępowania prokuratorów jest tylko taki...
    b. Przez Burakiewicza i Kąkolewskiego: art. 233 (fałszywe zeznania), oraz 234, 235 i 238 (fałszywe oskarżenie) kk. W tej sprawie wystąpiłem z powództwem cywilnym o odszkodowanie od obu podejrzanych za uniemożliwianie pracy i działalności gospodarczej, a firma Foxx - za spowodowane szkody. Domagamy się także wpłaty 50.000 zł. na cele społeczne. Utraciwszy całkowicie zaufanie do organów sprawiedliwości, odpis zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa został rozesłany w dniu 22 grudnia 2003 r. do redakcji prasowych, Ministerstwa Kultury i Ministerstwa Sprawiedliwości.

    14. W Katowicach Kąkolewski "namierzył" sobie hurtownię Hit Hurt p.inż. Piotra Taraska. Kupił on od firmy "Star Maker" z Jabłonny różne wydane przez nią płyty z repertuarem głównie Disco Polo. Do hurtowni, jak to zwykle, wpadł Kąkolewski z policją, ale bez nakazu prokuratorskiego. Zakupione płyty zajęto na podstawie twierdzenia Kąkolewskiego, że są wyprodukowane nielegalnie. W mediach nadano, inspirowane przez Kąkolewskiego komunikaty, jakoby "zarekwirowano piracki towar o wartości 1.000.000 zł.", podczas gdy jego wartość była 10-cio krotnie mniejsza! (zawiadamianie mediów i przekazywanie im kłamliwych komunikatów to stała praktyka Kąkolewskiego, co wiem z własnego doświadczenia). W rezultacie p. Taraskowi postawiono zarzut, że "rozpowszechniał nielegalnie wyprodukowane nośniki dźwięku...". Nie znam zakończenia sprawy przed sądem w Katowicach, ale czegoś równie kretyńskiego jak akt oskarżenia wypuszczony przez prokuratora K.Napora-Brodowy z Katowic jeszcze nie widziałem, choć widziałem dużo.
    Na czym polega zagadka? Otóż firma "Star Maker" to część założonej w Gdyni przez zastrzelonego w Zakopanem słynnego "Pershinga" tłoczni płyt kompaktowych (zginął w dniu oficjalnej premiery!). Po śmierci bossa firmę prowadzi p. Jacek Kruszewski. On też wyprodukował zajęte u p. Taraska płyty. Czy zgadniecie, kim w sprawie jest p. Kruszewski? Jest świadkiem oskarżenia przeciwko p. Taraskowi! Oskarżonym przez Kąkolewskiego jest nie producent płyt, podobno nielegalnych, tylko ten, który je od niego kupił, nie mając pojęcie, czy zapłacono za nie tantiemy do ZAiKS-u, czy też nie. Nie powiem, bo nie wiem, czy Kąkolewski chciał dostać łapówkę od p. Taraska. Nie mam dowodów. Jestem natomiast więcej niż pewny, że tak właśnie było. I że z mafią pruszkowską łączą Kąkolewskiego bardzo bliskie związki. Dlatego prawdopodobnie p. Tarasek nigdy nie powie, czy Kąkolewski chciał łapówki. Jednego nie mogę zrozumieć: jak w takim bagnie mogą uczestniczyć prokuratorzy czy policjanci? Czy kiedyś wreszcie uda się z tym skończyć?

    15.Dostanie się do władz ZAiKS-u to od lat marzenie każdego członka Stowarzyszenia. Mogłoby się wydawać dziwne, bo przecież to funkcja społeczna a pracy dużo. Dziwnym nie jest. Udział w Zarządzie ZAiKS-u to możliwość "ustawienia się" na całe życie. Źle powiedziałem: to nie "możliwość" a "pewność". Od lat członkowie Zarządu ZAiKS okradają swoich kolegów na olbrzymie kwoty. Dzieje się to w sposób z pozoru legalny, a w każdym razie - dość sprytny. Trzeba wiedzieć, że ZAiKS uzyskuje rocznie ok. 800.000.000 zł. (osiemset milionów) obrotu. Sposób rozdysponowania tych kwot pozostaje w praktyce poza jakąkolwiek zewnętrzną kontrolą. Jest tak, ponieważ ZAiKS jest stowarzyszeniem społecznym, oraz - ponieważ zawsze odmawiał przyjmowania jakichkolwiek dotacji czy innych "państwowych" pieniędzy, co mogłoby skutkować podleganiem kontroli. Jak kradnie się w ZAiKS-ie? Moi informatorzy, zastrzegając sobie anonimowość na mocy prawa prasowego, przekazali mi dwa sposoby:
    a/. sposób pierwszy to tzw. repartycja. Istnieją dwie repartycje: kwotowa i punktowa. Ta pierwsza, to wpływy dla konkretnych autorów wydanego czy wykonanego utworu. Po potraceniu prowizji ZAiKS-u pieniądze te, wprawdzie z poważnym opóźnieniem, sięgającym nawet roku i więcej (nie bez powodu, o czym dalej), trafiają na konta twórców. Prawdziwie złotodajna jest ta druga - repartycja punktowa. Jest to podział anonimowych kwot opłat za eksploatację utworów, których autorów z różnych powodów nie udało się ustalić. Kwoty te są olbrzymie. Dzieli je Komisja Repartycyjna pomiędzy wszystkich członków ZAiKS, według ilości posiadanych przez nich punktów. Punkty "nabywa" się proporcjonalnie do ilości zgłoszonych utworów i wpływów za nie. Punkty dzielą się na "małe" i "duże". Najwartościowsze są te "duże", a ich wartość przy podziale kilkukrotnie przewyższa punkty "małe". Punkty "duże" teoretycznie wymyślono po to, aby częściowo wyrównać przychody twórców muzyki rozrywkowej i poważnej. I tak aby punkt taki uzyskać, należy wydać utwór drukiem w postaci partytury, oraz jego tytuł powinien pojawić się w wykazach utworów np. nadawanych przez radio, bądź wykonywanych przez orkiestrę w lokalu. Na czym polega okradanie kolegów? Proste! Członkowie władz ZAiKS (i ich znajomi), wydają drukiem np. przez ZAKR (Stowarzyszenie Autorów i Kompozytorów, działające przy ZAiKS-ie i w jego pomieszczeniach) dowolnego bzdeta, czyli utwór którego nikt nigdy nie słyszał, ani nie zagrał. Utwór ten rejestrują w ZAiKS, po czym nakłaniają zaprzyjaźnionych redaktorów radia bądź kierowników orkiestr, żeby wpisywali go w wykazy utworów nadawanych czy wykonanych. I już - forsa za tak "pozyskane" duże punkty płynie strumieniem! Bywa, że członkowie Komisji Repartycyjnej zastanawiają się, jak to możliwe, że utwór o którym nikt z nich nie słyszał, ma punktacje wyższą, niż powszechnie znany "hit"! I tak trawa od lat. W gruncie rzeczy jawne złodziejstwo, malwersacja i fałszerstwo na oczach wszystkich, a szczególnie - okradanych w ten sposób kolegów - członków ZAiKS-u, którzy nie mają szczęścia pracy w Zarządzie! Wszyscy o tym wiedzą, wszyscy mówią i - wszyscy boją się zaprotestować. Jednym z tych, którzy wiele mówili, że trzeba z tym coś zrobić, był Jacek Skubikowski. Był, do momentu wejścia do Zarządu ZAiKS... Mam nadzieję, że da sobie z tym radę Prokuratura.
    b/. sposób drugi: jeśli jesteś członkiem ZAiKS, a w szczególności - członkiem władz, masz prawo złożyć wniosek o zaliczkę na poczet przyszłych wpływów. To teoria, piękna i pożyteczna. Praktyka natomiast - jak mnie poinformowano z wiarygodnych źródeł - jest taka, że kiedy jesteś członkiem władz, składasz na początku roku wniosek o zaliczkę w wysokości np. 1.000.000 zł. Wniosek twój podpisuje i akceptuje kolega z Zarządu, a ty podpisujesz jemu, żeby wszystko było lege artis. Przekazany na konto milion lokujesz jako oprocentowany depozyt (są i inne możliwości), a pod koniec roku, po odjęciu np. 20.000 zł. które ci się należały, resztę jako "niewykorzystana zaliczkę" zwracasz co do grosika na konto ZAiKS. Na twoim koncie pozostają odsetki... Zwykło się uważać, że odsetki biorą się jakby znikąd. Że to pieniądze niczyje, a więc ich pozostawienie na koncie jest w porządku. Nie prawda. To kradzież, jak każda inna. Gorzej, bo to kradzież pieniędzy, powierzonych w zaufaniu w zarząd! Jeśli ten mechanizm jest prawdziwy, to nie ma na to innego określenia, jak zwykłe złodziejstwo i mam nadzieję, że zajmie się nim prokurator.

    16. W tej sytuacji nic dziwnego, że uchwalono, że trzeba się mnie z ZAiKS-u pozbyć. Wcześniej jednak wystąpiłem z wnioskiem o przeniesienie w poczet Członków zwyczajnych, co zaniedbałem w trakcie minionych 30-tu lat. Odpowiedź brzmiała, nie. Nie, bo aby zostać członkiem zwyczajnym, należy aktualnie zgłaszać utwory oraz mieć minimum 3.000 zł. wpływów na konto rocznie. Abstrahując od tego, czy warunki takie rzeczywiście występują w regulaminie, postanowiłem je spełnić: zgłosiłem kilkadziesiąt dotychczas nie zgłoszonych utworów, a jednocześnie tzw. ręka boska spowodowała, że na moje konto wpłynęło ciut ponad wymagane 3.000 zł. W poczuciu bliskiego sukcesu ponownie zwróciłem się o przekwalifikowanie. I znowu otrzymałem odmowę, tym razem umotywowaną tym, że "źle się wyrażam o biurze ZAiKS"! Uwierzycie? I zaraz potem dowiedziałem się, że postanowiono usunąć mnie z ZAiKS-u. Obszerny opis tej farsy znajdziecie w innym miejscu. Na razie wymienię tylko szczególnie zasłużonych: Olewicz, Janusz Kondratowicz, Antoni Marianowicz, Witold Kołodziejski, Ryszard Poznakowski, Bryła-Krukowska, Janusz Majewski, Lucjan Kaszycki, Józef Szajna, Robert Jarocki, Zygmunt Matecki, Danuta Kętrzyńska, Ryszard Damrosz. Wszyscy oni, na różnych etapach sprawy mieli okazję zapoznać się z faktami i dokumentami powyżej opisanych spraw. Zaniechali tego, bądź celowo nie chcieli tego zrobić. Część, być może, została przez pozostałych oszukana. Nie mam możliwości sprawdzenia tego. Każdemu z nich, w każdej chwili zobowiązuję się udostępnić wszystkie posiadane dowody i informacje, dotyczące opisanych i nie opisanych spraw. Jest tego - licząc z grubsza - kilkadziesiąt segregatorów..



    Tomasz Bielski.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4050098
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.