Reklama

    Prawo i Pięść

    O piractwie, CDR-ach, przepisach, kasie, bredniach DJ Smoka, nalotach ZAiKSu i innych sprawach - by Yahu

    O PIRACTWIE

    Prawo, szczególnie Prawo Autorskie, mamy w Polsce dość dobre. Brakuje natomiast „pięści”, która by to prawo egzekwowała. Zamiast „pięści” mamy sporo ohydnych, cienkich i sprytnych „łapek”, wślizgujących się nam do kieszeni w ramach rozhulanej polskiej korupcji. Korupcja powoduje, że tworzy się interpretacje przepisów tam, gdzie ustawodawca był, świadomie lub nie, ale jednak niedokładny. Za słynny na pół świata bubel w Prawie Autorskim, że fonogram jest chroniony na terenie RP tylko 25 lat, powinni beknąć przed trybunałem stanu twórcy owego bubla. Postuluje całkiem serio odszukanie bublowników, bo coś mi się zdaje, że wiedzieli co robili. Jak wymiar ścigania i sprawiedliwości prawidłowo zadziała (w co grubo wątpię), to pewnie dowiemy się jeszcze za ile tę zdradę wykonano!?! W Polsce zaplanowano i wykonano ogromne piractwo fonograficzne. Winnych nie widać – wszystko jest cacy. Jako, że bardzo trudno walczyć z piractwem, ponieważ przeplatają się w nim światy polityki i przestępczości, to odwraca uwagę opinii publicznej oraz zainteresowanych tzw. tematami zastępczymi.

    PŁYTY CDR a PRZEPISY

    Coraz głośniej ostatnio w Polsce o płytach CDR. Są tacy, którzy twierdzą, że przeniesienie / zapis muzyki na CDR to piractwo. Wystarczy zajrzeć do Prawa Autorskiego z 4 lutego 1994 roku, rozdział 3, artykuł 20, by okazało się, że wszystkie tzw. czyste nośniki dźwięku, jak też urządzenia do kopiowania są obciążone opłatami na rzecz twórców, wykonawców oraz producentów. Przepis ten brzmi:

    producenci i importerzy magnetofonów, magnetowidów i innych podobnych urządzeń, czystych nośników służących do utrwalania przy użyciu tych urządzeń utworów w zakresie własnego użytku osobistego oraz urządzeń reprograficznych są obowiązani do opłat na rzecz twórców, artystów, wykonawców oraz producentów fonogramów i wideogramów, w wysokości nie wyższej niż 3% kwoty należnej z tytułu sprzedaży tych urządzeń i nośników. Z kwoty uzyskanej z tytułu opłat, o których mowa powyżej przypada:

    1/ 50% - twórcom (ZAiKS)
    2/ 25% - artystom wykonawcom (SAWP / STOART)
    3/ 25% - producentom fonogramów i wideogramów (ZPAV)

    KASA

    Ciekawi mnie, czy powyższe podziały są tajne, czy jawne i jaka kasa jest corocznie dzielona? Kiedy i jak oraz w jakiej wielkości trafiają te pieniądze do autorów, producentów i wykonawców – głównie tych zagranicznych, których twórczość jest w Polsce kopiowana najczęściej?!? Na podstawie w/w przepisu powołano do życia Biuro Pełnomocnika ZAiKS / ZPAV / SAWP do spraw czystych nośników i urządzeń kopiujących, które to biuro pobiera odpowiednie opłaty w stosunku do wartości towaru. W cenie każdej płyty CDR – 1.5% stanowi w/w opłata. W każdej cenie „wypalarki” CDR lub CDRw – 3% stanowi w/w opłata.

    Przenoszenie dźwięku na CDR jest zatem opłacone, przez co CDR-y stają się nośnikami w pełni legalnymi!!!

    Dziwi w świetle powyższego publikacja w nr 12 / ’99 miesięcznika DJ’s Magazine str. 41 – wywiad z niejakim DJ Smokiem. Zdawać by się mogło, że pismo jest fachowe i bredzącego niedorzeczności do głosu nie dopuści. Stało się jednak odwrotnie.

    SMOCZE BREDNIE

    Według Smoka świat dzieli się na „prawdziwych deejayów i puszczaczy CDR-ów”. Znam z przeszłości takie podziały. W latach ’70 podzielono nas na „zweryfikowanych” przez komuchów, czyli cacy i nieposłusznych komunie czyli be. Szanowny Smoku, z właściwą sobie dozą optymizmu mam nadzieję, że twój gadzi móżdżek zrozumie, iż deejay służy wiedzą i umiejętnościami ludziom na parkiecie. To oni go weryfikują, pozostając lub uciekając z parkietu. Nie ma najmniejszego znaczenia z jakiego nośnika leci muza. Kiedyś psioczono na tych co grali z taśmy, dziś na tych co grają z CDR-ów. Nośnik to nośnik i nie ma co tworzyć do tego chorych ideologii. DeeJay może sobie przegrywać tyle nagrań na CDR ile mu się zechce i nikomu nic do tego. Jedyne czego nie wolno to sprzedawać takich CDR-ów innym osobom. To dopiero jest piractwo, bo od sprzedaży są firmy płytowe / właściciele nagrań. Ja na przykład utrwalam sobie na CDR-ach zmiksowane bloki. W wyniku mych zabiegów tworzę na komputerach nagrania, które z trudem rozpoznaliby ich twórcy. No i niech mi ktoś zabroni, efekty mych eksperymentów zabezpieczać na legalnych nośnikach. Sikam na takiego bez uprzedzenia. Muza może być utrwalona na czym się da, najlepiej na twardych dyskach komputerowych. Miksowanie zrobi Twin CDJ Pioneer czyli „DJ Killer”. Jak słyszę pierdzielenie chorych na nieuleczalną zawiść buraków typu Smoka, to przypominają mi się czarne typy z przeszłości, które też za wszelką cenę chciały i dzieliły deejay’ów. Czytamy dalej w w/w wywiadzie, że: „profesjonalny deejay nie zagra z CDR”. Otóż zagra, a jakże, bo zwisa mu nośnik. Liczy się wiele zupełnie innych rzeczy. Noo, ale skąd to ma wiedzieć taki Smok – dyżurny amator RP. On najchętniej pogoniłby konkurencję do Albanii, podobnie jak to czyniły podobne mu indywidua w przeszłości, tworzące zboczone organizacje typu to czy tamto stowarzyszenie, klub, rada czy kurs. Niech sobie takie czy inne smoki dźwigają kufry pełne oryginalnych CD z trzema użytecznymi nagraniami na swej powierzchni albo vinyle – nośnik z epoki kamienia łupanego. To jest raczej sprawa zakompleksienia, snobizmu i zacofania niż profesjonalizmu. To wcale nie jest tak, że ten którego stać na oryginalne płyty jest bardziej profesjonalnym deejay’em od biednego chłopaka, który nie ma kasy. Ten młody, biedny i „głodny” z całą pewnością przeskoczy takiego czy innego smoka, który wpatrzony w dyplomy, świadectwa, certyfikaty i legitymacje, prześpi ważne przemiany i spadnie z łoskotem na dno – bo nie od dziś światłym ludziom wiadomo, że liczą się tylko autentyczne umiejętności, a nie te smocze, papierowe dowody kwalifikacji, oparte na towarzyskich i bezwartościowych w tym zawodzie, koneksjach. Najmniejszego znaczenia nie ma też przynależność do PSPM, Związku Kulawych Wędkarzy czy Stowarzyszenia Użytkowników Miejskich Klozetów. Żadnego znaczenia nie ma również taki czy inny „certyfikat”. To wszystko są ciężkie bzdety cwaniaków, którzy na naiwności deejay’ów chcą zrobić kasę. Tylko o to w tym idzie!

    Widziałem w amsterdamskim klubie Escape angielskiego deejay’a, który miał muzę w dwóch komputerach (chyba z 1000 nagrań). Nie miał ze sobą żadnych tradycyjnych nośników, miał bank muzy / nagrań. Co smok na to? Pewnie mu się teraz japa po sam ogon rozwarła.

    Inna bzdura to to, że inspektorzy ZAiKSu mogą rekwirować cudzą legalną własność. Nie wolno im! CDR-y to nośniki legalne, a inspektorzy mogą, i tylko na to pozwala im prawo, sprawdzić właściciela klubu czy opłaca tantiemy za publiczne odtwarzanie muzyki – wszystko jedno z czego ona jest odtwarzana, może być i z druta!! A jeśli przejawiają niepohamowaną chęć rekwirowania czegoś, to niech sobie zarekwirują majty babci klozetowej klubu, na który zrobili najazd. A oto dalszy ciąg bredni Smoka.

    Namawia on mianowicie młodych deejay’ów, aby wstępowali do jakiegoś PSPM. A ja namawiam, olewajcie wszelkie takie stowarzyszenia, sekty, komuny, gangi i mafie! Rzadkiej sraki na to szkoda. Będziesz koleś dobrze grał, to będziesz miał robotę. Będziesz kiepsko grał, to roboty nie będzie. Możecie mi wierzyć, ponieważ przez 30 lat przeszedłem polskie dyskotekowe bagno wzdłuż i wszerz wiele razy. Widziałem jak wygląda jego dno i powierzchnia. Nie dajcie się ogłupiać! Używajcie rozumu! Szanujcie swą wolność i niezależność!

    NALOT ZAiKSu

    Powracam do rekwirowania takich czy innych nośników deejay’owi przez inspektorów ZAiKSu. „Jak staną u Waszych drzwi nocą i kolbami w nie załomocą” – wówczas macie prawo się bronić – walcie w ryja ile wlezie! Nikt nie może bezkarnie dokonać zamachu na Waszą własność, Wasze jedyne narzędzia pracy, a tym bardziej przerywania normalnej i legalnej imprezy! Nie dajcie się!!!

    Tyle jeśli chodzi o CDR-y itp., nowoczesne i wielce użyteczne nośniki dźwięku, grane przez deejay’ów. Inna sprawa to chyba nielegalne zapędy ZAiKSu do ściągania tantiemów za to samo kilka razy!?!

    Źle się dzieje w państwie zaiksowskim.

    Ponad 100 radiostacji protestuje przeciwko drakońskim i wielce pazernym haraczom ZAiKSu. Słyszy się o tym, że radio płaci za publiczne rozpowszechnianie muzyki, a potem ktoś, kto tego radia słucha np. w taxi lub sklepie znowu ma niby płacić ZAiKSowi za to samo, za co wspomniane radio już zapłaciło. Wielce to dowolna i z lekka pokrętna interpretacja Prawa Autorskiego przez monopol ZAiKS.

    Prawo Autorskie nie mówi, ile razy się płaci za to samo. Prawo Autorskie mówi, że płaci się jeden raz tak jak podatki, cła, składki dla ZUS itp. Interpretacja ZAiKSu to ich wewnętrzny wymysł, na który nie wolno się bezkrytycznie godzić. Aby zobaczyć absurdalność tej wielce swawolnej interpretacji Prawa Autorskiego, proszę zwrócić uwagę na poniższy przykład:

    1/ Firma fonograficzna wydaje składankę i płaci ZAiKSowi tantiemy.
    2/ Deejay gra ten składak w klubie, a właściciel ponownie za to samo płaci ZAiKSowi.
    3/ Lokalne radio np. z Katowic transmituje na żywo program z klubu i znowu płaci ZAiKSowi.
    4/ Zaprzyjaźnione z radiem z Katowic stacje z Bielska, Częstochowy, Łodzi czy Poznania retransmitują w/w program z radia katowickiego i ponownie płacą ZAiKSowi.
    5/ W Katowicach, Bielsku, Częstochowie, Łodzi i Poznaniu, gdzie program jest odbierany, można go usłyszeć w kilkuset kawiarniach, hotelach, agencjach towarzyskich itp. Wszyscy oni ponownie płacą ZAiKSowi za to, za co płacili poprzednicy określeni w pkt. 1/, 2/, 3/, 4/.
    6/ W jednej z nocnych agencji towarzyskich w/w program przegrał sobie na taśmę taksówkarz, który przywiózł do agencji klienta spragnionego sex figli. Klient kazał taksówkarzowi czekać, jako że przez 30 minut na wyższym piętrze będzie go tu i ówdzie masować skośnooka panienka. Taksówkarz odtwarzając potem tą kasetę w swojej taksówce, znowu płaci ZAiKSowi.
    7/ Nazajutrz kasetę od taksówkarza odegrał sobie jego kolega - odtwarzając ją następnie w swojej taksówce i ponownie płacąc ZAiKSowi.
    8/ Wreszcie kolejna kopia kasety, skonfiskowana jednemu z taksówkarzy przez inspektora ZAiKSu jako produkt nielegalny, trafia do biura ZAiKSu, gdzie jest odtwarzana gronu pracowników. Zachodzi odtworzenie publiczne – czyli ZAiKS płaci sam sobie. I to by było na tyle absurdu, wymyślonego / zafundowanego nam przez ZAiKS celem pognębienia.

    W kraju ciężko chorym, jakim wbrew pozorom i propagandzie AWS jest Polska, egzekwowanie prawa próbuje się zrzucić na ludzi. Namawiają na krwawe billboardy, namolni dziennikarze i lamentujący artyści – „nie kupujcie od piratów”. I gówno to daje, póki kraj stoi do góry nogami. Czas skończyć obwiniać ludzi, deejay’ów, złote rybki i świerszcze za kominem. Winnymi za to, że piraci zrobili sobie z mojej ojczyzny „melinę” są politycy i psy. Pierwsi mają obmyślać metody, a drudzy ścigać na śmierć! A jak trzeba się będzie oficjalnie odciąć od tego bałaganu, zebrać w sobie i zgłosić wniosek do Unii Europejskiej, traktujący o całkowitym niedostosowaniu się Polski, jej polityków i władz do funkcjonujących w cywilizowanym świecie zasad.

    „Na zachodzie jest tak, że to firmy płytowe proszą deejay’ów, aby grali ich muzykę, a jeśli zgrywają sobie tzw. składaki CDR, bo nie chce im się nosić wszystkich płyt, to nikt ich za to nie ukarze. I tak jest w zasadzie w całej Europie. Prezentacje utworów z CDR-ów to nic zdrożnego, to ogólny trend w klubach na zachodzie. Tak jest na całym świecie. Takich deejay’ów jest coraz więcej, robią sobie kopie na płytach z tego względu, że oszczędzają dużo miejsca w swoich kufrach. Poza tym to kolejna szansa, aby DJ tworzył nową muzykę w domu, remiksował i później miał możliwość zaprezentowania w łatwy sposób i z dobrą jakością w klubach i dyskotekach.”

    - powiedział w wywiadzie dla nr 3 magazynu DJ WORLD Dariusz Chojnacki – product manager firmy Pioneer oraz deejay grający w Europie. Polska jednak, poprzez wysoce szkodliwe i nieodpowiedzialne działania kilku pacanów, ciągle pozostaje (w dziedzinie, o której traktuje ten tekst) krajem śmiesznym, zacofanym, skorumpowanym, nad którym światły i nowoczesny Europejczyk może jedynie z politowaniem załamać ręce. Skoro w bardziej niż Polska cywilizowanym świecie od lat funkcjonują dyskoteki, deejay’e czy fonografia, to dlaczego nie stosuje się takich sprawdzonych wzorów w Polsce? I to jest mocarne pytanie, na które może być kilka odpowiedzi – odpowiedzi, których powinni udzielić poniżej zapytani:

    1/ BMG, POMATON, SONY, UNIVERSAL, WB

    Dlaczego nie szanujecie polskich deejay’ów, tak jak to czynią Wasze firmy “matki” w Europie I USA, ślące tysiącami płyty promocyjne dla deejay’ów?

    2/ ZAiKS, ZPAV, STOART, SAWP, Biuro Pełnomocnika ZAiKS / SPAV/ SAWP/ do spraw czystych nośników i urządzeń kopiujących, Ministerstwo Kultury, Najwyższa Izba Kontroli, Rząd RP, Sejm RP

    Jaki jest stosunek wyżej zapytanych do haniebnej przeszłości czyli okresu przed wejściem w życie Prawa Autorskiego z 4 lutego 1994 roku. Pytanie brzmi dokładnie tak: Skoro działalność wielu tzw. firm fonograficznych po wejściu w życie Prawa Autorskiego została uznana za piractwo, to czym była ta sama działalność, tych samych firm przed wejściem w/w prawa – działalnością w pełni legalną? ZAiKS pobierał opłaty od w/w firm / działalności przed wejściem w życie Prawa Autorskiego. Czy pobieranie tych opłat od działalności, moim zdaniem przestępczej, było legalne?

    - Jaki jest stosunek w/w do praktyki przegrywania nagrań na płyty CDR itp. nośniki?

    - Jaki jest stosunek w/w do odtwarzania przez deejay’ów w klubach muzyki z płyt CDR, CDRW, DVD, MiniDisc, DAT, twardych dysków komputerowych?

    - - Jaki jest stosunek w/w do odtwarzania muzyki z płyt pirackich łatwo i szeroko dostępnych i rozpowszechnianych na terenie RP? Czy ma tu znaczenie z jakiego nośnik deejay gra muzykę, czy znaczenie ma tylko uiszczenie stosownych opłat na rzecz odpowiednich organizacji za tzw. publiczne odtwarzanie?

    Jaka jest wysokość rocznych wpływów z opłat za lata 1997 / ’98 / ’99 na rzecz Biura Pełnomocnika ZAiKS / ZPAV / SAWP do spraw czystych nośników i urządzeń kopiujących ze sprzedaży tychże nośników i urządzeń?

    - Kiedy i w jakiej wysokości pieniądze te trafiają do polskich, a przede wszystkim zagranicznych:

    - kompozytorów muzyki i autorów tekstów (ZAiKS)?
    • producentów / właścicieli nagrań (ZPAV)?
    • Wykonawców (SAWP / STOART)?

    • - Jak ZAiKS / ZAPV / SAWP / STOART rozliczają się z autorami, producentami, wykonawcami zagranicznymi, w imieniu których pobierają na terenie RP opłaty? Proszę o podanie kwot przekazanych za granicę i terminów, bo z moich kontaktów z zagranicznymi organizacjami i osobami wynika, że trwa to zbyt długo i zachodzą przypuszczenia o nierzetelność!?!

    BRAK ODPOWIEDZI NA W/W PYTANIA BĘDZIE TRAKTOWANY JAKO CHĘĆ UKRYCIA PRAWDY, MAJĄCEJ ZWIĄZEK Z CZYSTOŚCIĄ DZIAŁAŃ ADRESATÓW W/W PYTAŃ.

    Janek ‘YAHU’ Pawul

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3885030
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.