Reklama

    Spojrzenie na Prawo

    Mój znajomy stwierdził: „Powinni się cieszyć, że ludzie chcą ich słuchać...” O kim mowa? O artystach rzecz jasna i... o pirackich płytach – prawdziwej zmorze wykonawców i firm fonograficznych. To właśnie z myślą o nich stworzono prawo autorskie, które dziś, głównie dzięki mediom, kojarzone jest z przemysłem płytowym, a którego geneza sięga starożytnej Grecji i Rzymu.

    Co prawda w owych czasach, ze względu na możliwości technologiczne, zwalczano plagiat literacki, który już wtedy był rzeczą hańbiącą i nikt nie pochwalał pozbawiania autora dzieła należytych mu korzyści majatkowych i osobistych. Sprawy posunęły się jeszcze dalej, gdy niemiecki drukarz Johann Gutenberg wynalazł ruchomą czcionkę. Wynalazek ten pozwalał znacznie zmniejszyć koszty produkcji książek, przy znacznym zwiększeniu ich nakładu. To właśnie wtedy, u schyłku XV wiekupojawiło się zjawisko piractwa utworów. Ogólny dostęp i niskie koszty były zachętą dla rozmaitych spekulantów. W późniejszym okresie uprawnienia majątkowe i osobisteautora do stworzonego przezeń dzieła były regulowane rozmaitymi ustawami. Jako przykład można przytoczyć Statut Królowej Anny, który stał się ustawą w 1710 roku i był pierwszą ustawą o prawie autorskim. Wciąż jednak ta i późniejsze ustawy, aż do XIX wieku, obejmowały głównie utwory literackie.

    Prawo autorskie w dzisiejszym tego słowa rozumieniu zostało uregulowane przez międzynarodową umowę, podpisaną w Bernie w 1866 roku, tzw. konwencję berneńską oraz genewską konwencję powszechną z 1952 roku (uaktualniona w 1971 roku). Polska jest stroną obu konwencji, a najnowsze przepisy o prawie autorskim wprowadzono u nas w 1994 roku. Obecnie w mediach dość głośno o prawie autorskim i towarzyszącym mu zjawisku piractwa. W związku z dość dużymi jego rozmiarami, powstało pojęcie piractwa fonograficznego, określanego jako przestępcza działalność, polegająca na reprodukowaniu nagrań, stanowiących własność producenta bez jego zgody. To także wydawanie materiału dźwiękowego zarejestrowanego nielegalnie (np. podczas koncertów) oraz powielanie nagrań z pogwałceniem prawa autorskiego (niepłacenie tantiem). Dzięki ogromnemu postępowi technologicznemu problem powielania czegokolwiek praktycznie zniknął. Duża ilość ch środków przekazu stwarza niemal nieograniczone możliwości komunikowania się ludzi. Co za tym idzie, możliwości przekazu utworów chronionych przez ustawę są bardzo duze, co jest powodem faktu, że autorzy i uprawnieni do korzystania z utworów coraz częściej zwracają się do sądów w momencie, gdy przedmiot chroniony jest bezprawnie wykorzystywany, a osoba nieuprawniona czerpie dodatkowo zyski z uprawianego procederu. Walka toczy się niestety „na górze”, poza świadomością przeciętnego klienta. Bo tak jak słyszymy w telewizji o kolejnej toczącej się gdzieś w świecie wojnie i cieszymy się, że nas to bezpośrednio nie dotyczy, tak może i dotrze do nas informacja o kolejnej antypirackiej akcji policji czy o dwóch artystkach zwracających się z petycją do rządu, ale i tak skłonni będziemy kupić u tych „wstrętnych piratów” płytę swojego ulubionego wykonawcy za 1/3 jej ceny sklepowej. Powód jest dość banalny: pieniądze. Żaden z producentów nie wpadł na pomysł, aby pokonać piratów ich własną bronią, a mianowicie obniżyć ceny płyt. Nie zwalczą ich żadną ustawą, bo tak naprawdę ilu ludzi interesuje ustawa o prawie autorskim? Należałoby ich najpierw z nią zapoznać, a potem może przekonać, że prawo tak naprawdę nie jest po to, aby je łamać. Ilu to wie? Niewielu... I dlatego walka toczy się u samego źródła, a przeciętny Polak... Na ulicy widzi billboard z hasłem: „Brudna kasa, nie płacę bandytom”, a w telewizji słyszy: „Nagraj sobie płytę”.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3971019
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.