Aniołki Charliego vs DJ

    „Chcemy o wszystkim mówić po imieniu, bez owijania w bawełnę. Tego właśnie brakuje na naszym rynku.

     Publikować będziemy wypowiedzi dosłownie wszystkich, bez względu na sympatie”. Te słowa skierował do nas w drugim DJ WORLD Krzysztof Rządek. I moim zdaniem bardzo dobrze, że się tak dzieje. Może wreszcie te struktury nabiorą nowej formy, a „świat” dyskotek trochę innych, cieplejszych kolorów. Bez zbędnych ceregieli i towarzyszących takim sytuacjom umizgom i padaniem żywcem na twarz, przejdę do sedna sprawy. Zwracam się do autorki o wdzięcznym pseuonimiku literackim „Gilette”, która na łamach DJ WORLD zamieściła dwa „cudowne” artykuły. Rzeknę tedy!

    Czcigodna, zacna, a miła mojemu sercu „Żyletko”! Niewiasto z „krwi i kości”!
    „I przystąpił do ukształtowania niewiasty z żebra, które wyjął z człowieka... Wtedy człowiek rzekł:
    To wreszcie jest kość z moich kości
    I ciało z mojego ciała
    Ta będzie zwana niewiastą
    Gdyż wzięta została z mężczyzny...”
    (Księga Rodzaju 2-22-23)

    TAK!
    Dwa kolejne artykuły to był wybuch bomby, a brzegi tego leja do tej pory tlą się ogniem. Zrobiła to. Artykuły były znaczące, tak przez swą zwięzłość, jak i zawartość. Z pewnością liczyła na to, że będą czytane i komentowane. Nasza kochana „Białogłowa” dopięła swego. Nie wzięła pod uwagę jednak, że totalny krytycyzm wszystkiego, co wiąże się z szeroko rozumianym „światem dyskoteki”, szeroko pojmowanej subkultury, wywołał przerażające sygnały alarmowe. Ba! Gdyby to jeszcze była krytyka konstruktywna, to można byłoby podejść do tego wszystkiego z należytym szacunkiem i spokojem. Być może obydwa artykuły były potrzebne. Tego absolutnie nie neguję. To naprawdę wspaniały pomysł. Potrzeba było od dawna swoistego rodzaju „zapalnika”. Tylko, że „Nasz Kochany Brzeszczocik” w „Innym Wymiarze” użył od razu rakiet. A jakże! Jeżeli już, to z grubej rury. „Żyletka”- w bezbronnych PERSHINGAMI. Nie zostawić na nikim suchej nitki, podeptać „brać prezenterską”. Przecież to taka nasza polska specjalność – skrytykować, zgnoić, a potem to już tylko dym, popiół i zgliszcza. Jakaż to satysfakcja duchowa, dowartościowanie siebie w pełnym wymiarze. Dokopałam. Mogę teraz z Mariolcią (podobno niegłupią i piękną) wypić spokojnie kawkę i wespół rozkoszować się „efektem” badań nad ciekawym zjawiskiem socjologicznym, jakim są DJ’e (sic!).

    Napisałaś!
    „Jak wiadomo, DJ’e to naród wstrętnie, obrzydliwie rozwiązły”.
    Dochodzę nieuchronnie do wniosku, że Twoje dzieciństwo, mój kochany adwersarzu, było bardzo trudne, a konsekwencje Twego dzieciństwa przeniosłaś w dorosłe życie. Wyobraźcie sobie „Żyleteczko” i Mariolciu, że po przeczytaniu drugiego artykułu temperatura mojego ciała podniosła się o parę stopni. Tylko dlaczego do cholery, uczuciem spotęgowanego gorąca usiłuję ugasić mój ból wewnętrzny. W każdym razie próbuję zrobić to w ten sposób – Słuchaj „Jola” – mówię sobie pod nosem tonem nauczyciela biologii, objaśniającego słuchaczom spreparowaną żabę – Nad takim typem jak ty i tobie pokrewni Freud z pewnością prowadziłby badania. Doznałem jednak olśnienia. Skoro szacowna „Żyletka” dotknęła tak poważnych sfer życia jak psychologia czy też socjologia, postanowiłem zafundować sobie wizytę nie w dyskotece, a u tego pierwszego (wypisz – wymaluj) psychologa. Wszystko po to tylko, żeby przeanalizować treść obu artykułów z osobą w tej materii najbardziej kompetentną. Zastanowić się wspólnie nad stanem duchowym autorki „Żyletki” i jej wiernej „szpiega – teściarki” Mariolki.

    Wyniki konsultacji przeszły moje najśmielsze oczekiwania. Otóż okazało się, że nasza „Żyletka” tu czytaj: pacjentka wykazuje umiarkowane symptomy depresji, rekompensowane aktywnym stylem życia. Potrzebuje ona pomocy, a wynika to z dezorientacji. Nie objawia absolutnie poczucia winy, a na poziomie świadomości zdradza afazję, spowodowaną pobytem w dyskotece, a wszystko to zabarwione jest wydarzeniami, powracającymi jako symbole senne. O orientacji psychoseksualnej nie wspomnę z oczywistych względów.
    Kochana i sercu memu miła! Podzieliłaś „świat” prezenterów, i tak już mocno podzielony z niekończącymi się problemami, na cztery grupy, a przy tym posłużyłaś „narzędziem” o wdzięcznym imieniu Mariola. Czyżby było aż tak źle z Tobą? Wiedz jedno, że „piękną i nadobną” wysłałaś chyba do remizy. Nie zdajesz sobie chyba sprawy, że pracuje nas zawodowo w dyskotekach bardzo wielu. Duży procent ma już kilkunastoletni staż pracy za sobą. Spora grupa ma rodziny. Wielu kosztem własnego życia osobistego z trudem godzi układ dom – dyskoteka. Część z nas w ogóle dyskotece poświęciła część swojego życia.
    Jeśli sądzisz, że dla wielu z nas praca w klubie zaczyna się na kobiecych pośladkach, a kończy na „nabrzmiałych” piersiach, to jesteś w wielkim błędzie. Nie zamierzam Cię utwierdzać w przekonaniu, że wszyscy DJ’e są święci. Jak w życiu. Jeśli sądzisz inaczej, to uwierz, że jesteś w błędzie.

    Twoja taktyka dotknęła także piszącego. Dlatego z czystym sumieniem będę nieobecny na tych stronicach przez czas nieokreślony. Mam nadzieję, że pewnego dnia powrócę, ale nastąpi to tylko wówczas, gdy uzyskam pewność, że mogę się wywiązać ze swych obowiązków, do jakich Wy, Czytelnicy DJ’e „NASZ KOCHANY ŚWIATKU” macie prawo.
    Ostatnie słowo:
    MARIOLCIU! Podaję Ci olimpijskie wymiary (za magazynem PLAYBOY), jakie mieć powinna „kobieta z krwi i kości” – 90-60-90 i uwierz mi, to nie są cyfry telefonu komórkowego.
    ŻEGNAJCIE! DO ZOBACZENIA W DYSKOTEKACH!

    DJ „Jola”


    A nie mówiłam!? Posądzają mnie o różne fajne rzeczy, wspinając się przy tym na wyżyny swej inteligencji i elokwencji. Ba! Odwiedzają nawet jakichś podrzędnych psychologów, dla których najlepszym wyjściem byłoby zajęcie się w pierwszej kolejności psychiką własną, zapewne niezbyt skomplikowaną. Później należałoby się zająć najbliższym otoczeniem, szczególnie inteligentami, wkuwającymi na pamięć fragment jakiejś poczytnej książki, tudzież starego filmu i próbującymi wciskać ów fragment gdzie popadnie, co wynika zapewne z braku znajomości innych cytatów.
    Jakież to żałosne drodzy DJ’e!
    Jakież to żałosne DJ „Jolu”!
    A jakie mało oryginalne!
    Gdyby DJ „Jola” pokusił się o myślenie, nie musiałby zapewne wypisywać cytatów, tony wykrzykników i kilku przypadkowo dobranych słów. Gdyby się pokusił... Nie zrobił tego, więc mu pomogę.
    Artykuły moje nie są bynajmniej krytyką światka DJ’skiego, a jego nie pozbawioną racji oceną. Na palcach dziesięciu rąk mogę policzyć znanych mi przedstawicieli czterech typów, opisanych przeze mnie w nr 2 „DJ WORLD”. Co ciekawe, dotarły do mnie sygnały, że zdecydowana większość z nich wzięła sobie do serca ów opis, twierdząc, że to właśnie ich miałam na myśli, pisząc artykuł. Co jeszcze ciekawsze, cieszyło ich to, co świadczy o ich sporym poczuciu humoru, którego niektórzy niestety są pozbawieni. To poważne upośledzenie, znane również niektórym psychologom.
    Bardziej twórczy, niesklasyfikowani DJ’e przesłali swoje własne propozycje. Co DJ „Jolu” powiesz na „X-File”, „Bobo”, „Zając w goglach”, „Latający Cyrk Monty Phytona” czy „Zrób to sam, albo poproś koleżankę”? Pewnie nic nie powiesz, bo oburzenie odbierze Ci mowę. A jak Ci ją przywróci, napisz znowu kilka słów „poważnej”, „konstruktywnej” krytyki. Jeśli nic interesującego nie przyjdzie Ci do głowy, to:

    „Przeczytaj biblię (całą). To już wystarczająco długi okres, aby zrobić bilans. Jest jeszcze Koran, Bhagawadgita, mistrz Dogen i Kubuś Puchatek”.

    A potem sypnij cytatami...

    Gilette

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3892855
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.