Reklama

    Dj w Polsce...

    DJ w Polsce, to wycinki polemiki jaka wywiązała się na łamach magazynu DJ WORLD. Kim jest DJ w Polsce, co sobą reprezentuje, gdzie to wszytsko prowadzi? Przeczytajcie.


    Właściwie nie było tak, aby DJ w Polsce był szanowany. Brak wiedzy i umiejętności cechuje zdecydowaną większość ludzi występujących za konsoletą. Próby poprawienia tej sytuacji podejmowane przez różne organizacje, stowarzyszenia, a nawet czynniki rządowe, nic nie zmieniły. Podczas gdy w USA i Europie Zachodniej DJ’e zaczęli tworzyć muzykę, miksować i remiksować nagrania, decydować o muzycznym charakterze klubów, dyskotek i firm fonograficznych, w Polsce uknuto termin "prezenter", a docenianą umiejętnością było opowiadanie dowcipów i zabawianie publiczności wygłupami. Muzyka (w ostateczności i tak bardzo niskich lotów) zeszła na plan dalszy. "Działalność discjockeyów polega na współzawodnictwie" w kwiczeniu, śmianiu się, prześciganiu w nonsensach, dyszeniu, w gurglowaniu (jak przy myciu zębów), krzyczeniu, biadoleniu, opowiadaniu głupich dowcipów i wszystkiego, co przychodzi do głowy, chichotaniu??. Przedstawiony opis nie jest obcy bywalcom polskich dyskotek i klubów 1999 roku. Pochodzi jednak z niemieckiego "Lexicon Pop" wydanego w 1977 roku (na podstawie: Wacław Panek "Mały słownik muzyki rozrywkowej", ZAKR Warszawa 1986). 22 lata temu. Można śmiało stwierdzić, że przez ćwierć wieku, w temacie "discjockey", w naszych dyskotekach nic się nie zmieniło. 

    Właściwie praca takiego człowieka ogranicza się do roli żywej szafy grającej. Wrzucasz monetę i zamawiasz piosenkę. Do tego dostaniesz trochę bełkotu przez mikrofon. Swoją działalnością prezenterzy doprowadzili dyskotekę do roli spędu ludzi o minimalnych wymaganiach artystycznych i prymitywnych potrzebach emocjonalnych. W Polsce dyskoteka nie kojarzy się z miejscem promocji muzycznych, plastycznych czy wizualnych. Bezmyślne odtwarzanie hitów z czołówek komercyjnych, radiowych i telewizyjnych list przebojów, brak wiedzy związanej ze współczesnym rynkiem muzycznym, brak umiejętności miksowania utworów i komponowania programu muzycznego to wady cechujące większość ludzi stojących za konsoletą. Zadanie postawione przed prezenterami, aby pełnili rolę "współczesnych wodzirejów" wykonywane jest wg zasady "byle jak, nawet głupio" byle wesoło?.

    W efekcie ani z prezentera wodzirej, a już na pewno nie dj. Trend "wodzireja" w dyskotece był popularny w USA i Europie Zachodniej w połowie lat 70-ch i bardzo szybko został zapomniany, gdyż publiczność przychodziła do dyskotek tańczyć, a DJ po to był, aby grać muzykę do tańca. Nową, niespotykaną w radiu, telewizji czy na ogólnie dostępnych płytach. Miksować i remiksować nagrania, tworząc nowe, niepowtarzalne utwory. Tworzyć klimat muzyką i tylko muzyką zachęcać publiczność do zabawy. Lecz taki sposób grania nakładał na DJ’ów zdobycie umiejętności miksowania i komponowania programu muzycznego, a to już wymagało wielu godzin pracy i nauki oraz poszerzenia swoich horyzontów myślowych o inne dziedziny sztuki. Podjęcie trudu bardzo się opłacało. DJ stał się osobą szanowaną i poszukiwaną. Z bezmyślnego "puszczacza hicików" stał się twórcą, artystą, znawcą muzyki i jej historii. Sprawił, że każdy może odbierać muzykę taneczną na własny sposób, a ona sama nie jest już bezmyślna i banalna.

    W tym samym czasie w Polsce organizowano turnieje prezenterów dyskotek o randze Mistrzostw Polski. Organizacje, które rościły i roszczą sobie pretensje i prawa do szkolenia i opieki nad DJ’ami nadal preferują typ bezmyślnego "puszczacza" piosenek, który kompletny brak umiejętności miksowania, komponowania programu i znajomości współczesnej sceny tanecznej próbuje ukryć za strojem z dmuchanego koła do pływania ("przebranie" jednego z uczestników zdarzenia, które nosiło nazwę "Mistrzostwa Polski Prezenterów Plażowych"). Kompletną nieznajomość tematu potwierdza uknuty ostatnio, przez przedstawicieli jednej z takich organizacji, termin "miksowanie sportowe". Zresztą w tych "zawodach" przeprowadzono w ub. r. Mistrzostwa Polski. Trudno będzie wytłumaczyć to określenie. Pewne jest, że nie używa się go nigdzie na świecie. Przeprowadzono też zawody w miksowaniu do tańca, jakby DJ’e miksowali do... Właśnie, jest inny cel? Jeszcze jeden przykład kompletnej niewiedzy. Stan taki stawia nas w bardzo złym świetle w oczach świata. Wystarczy wysłuchać opinii gości zagranicznych, którzy odwiedzali polskie dyskoteki. Choć wyposażeniem i wystrojem w miarę dotrzymujemy kroku, za to muzycznie jesteśmy minimum 10 lat za światem. Winę za to ponoszą przede wszystkim ludzie za konsoletą. Wydawało się, że wraz z muzyką techniczną wszystko się zmieni. Tymczasem rzeczywistość jest niewesoła. Ponownie okazało się, że niechęć do pracy i cwaniactwo jest główną domeną polskich dj-ów. Bazując na modzie techno oraz na nieznajomości tematu przez młodą, łaknącą nowych brzmień publiczność, grupa ludzi o bardzo miernych umiejętnościach, lecz sprytnie kształtująca swój wizerunek w niektórych mediach, wylansowała się na czołówkę polskich dj-ów. Mało tego. Ludzie ci oceniają występy innych dj-ów i wydają werdykty decydujące o ich karierze. Nie trzeba wyjaśniać, że aby prawidłowo oceniać technikę miksowania trzeba się przede wszystkim na tym znać. Natomiast to, co słyszymy w klubach czy na imprezach w wykonaniu "czołówki" dalekie jest nawet od przyzwoitości. W efekcie ciągle nie istniej w Polsce scena muzyki technicznej, a ilość klubów preferujących house czy techno (z wszelkimi pokrewnymi odmianami) można policzyć na palcach rąk.

    Zła organizacja imprez, nieumiejętne podanie muzyki i ograniczenia repertuarowe zniechęcają coraz większe rzesze publiczności. Może nie tyle do samej muzyki ile do uczestniczenia w imprezach. Krajowi DJ’e bardzo rzadko uzupełniają zestawy płyt o nowe pozycje. Nie mają własnego stylu, nie odkrywają nowych trendów i brzmień, nie pracują nad miksem. Większość tzw. topowych dj-ów opiera swój repertuar wyłącznie na sprawdzonych hitach. W Polsce nie ma ani jednej listy przebojów układanej przez dj-ów. Postępowanie dj-ów związanych z muzyką techniczną bardzo przypomina postępowanie prezenterów. Brak wiedzy, umiejętności i podawanie muzycznej papki. Pewne nadzieje na zmianę tego stanu wiązano ze słynną łódzką "Paradą Wolności" i organizowanym przy tej okazji turniejem dla dj-ów. Lecz dotychczasowe imprezy nie zmieniły DJ’skiego "światka". Można nawet stwierdzić, że ugruntowały istniejącą sytuację. Szkoda. Była szansa, aby wreszcie wprowadzić w życie te wszystkie zasady i normy, które obowiązują w świecie. Aby określenie człowieka stojącego za konsoletą mianem "DJ" kojarzyło się z określeniami fachowiec, specjalista, znawca muzyki. A tak nadal hołubieni będą ludzie, których dla samego faktu posiadania kilkunastu płyt winylowych i umiejętności złożenia kilku bitów nazywać będziemy mistrzami.

    Gdyby nawet zjawił się DJ o wysokich umiejętnościach i wiedzy to i tak nikt tego nie doceni, bo arbitrzy się na tym nie znają. Ot choćby remiksowanie utworów "na żywo", niezwykle rzadko spotykane u naszych dj-ów, określane jest mianem "popisów". A przecież jest to sztuka, która wśród najlepszych postawiła takich ludzi jak Carl Cox, Jeff Mills, czy Dmitri From Paris. Remiksowanie jest w tej chwili najbardziej cenioną umiejętnością. To remiks wzbudza aplauz i najbardziej zachęca publiczność do tańca. Stworzenie z kilkugodzinnego występu jednego, nieprzerwanego, utrzymanego w klimacie, tempie, wzbudzającego różne emocje i pobudzającego do ciągłego tańca, a jednocześnie niepowtarzalnego utworu muzycznego jest umiejętnością cenioną najwyżej. Jest tym, co czyni z DJ’a profesjonalistę. Jest tym, do czego powinien dążyć każdy stojący za gramofonami. Jest wreszcie tym, czego od dj-a oczekuje publiczność, a z klubu czy dyskoteki czyni lokal tłumnie odwiedzany. To nie są popisy, lecz wymagania współczesnej sceny tanecznej, współczesnej muzyki, której DJ jest twórcą. Zawód dj-a stał się na świecie zawodem poważanym i potrzebnym. Przez lata żmudnej pracy i ciągłego doskonalenia się, DJ’e doprowadzili swoją profesję na wyżyny kulturalnego świata. Jeżeli w Polsce nie będziemy chcieli tego zauważyć, to w przyszłości staniemy się skansenem kultury muzycznej.

    Andrzej Hazet




    Kilkanaście tygodni później...

    DIDŻEJSKA ŻENADA
    Zawód dj-a stał się na świecie zawodem poważanym i potrzebnym. Przez lata żmudnej pracy i ciągłego doskonalenia się, dj-e doprowadzili swoją profesję na wyżyny kulturalnego świata. Jeżeli w Polsce nie będziemy chcieli tego zauważyć, to w przyszłości staniemy się skansenem kultury muzycznej. Takimi słowami zakończyłem artykuł „DJ w Polsce...” (DJ WORLD nr 02 (02) 1999 r.). Nie sądziłem, że będę musiał wrócić do tematu tak szybko. Powodem są artykuły, felietony, wywiady i wypowiedzi, które ukazały się w ostatnim okresie w różnych pismach. Niemały wpływ miały też imprezy, w których uczestniczyłem. A już na pewno nie sądziłem, że następny artykuł zacznę właśnie od ostatnich zdań poprzedniego. Teraz dodam następne słowa, które niech służą za tytuł całości:

    DIDŻEJSKA ŻENADA.

    Inaczej nie można tego określić. Najbardziej jednak żałosne jest to, że wypowiadają się ludzie od lat związani z muzyką i zawodem dj-a. Niebezpieczne natomiast, że w lekturę zagłębiają się młodzi, często początkujący dj-e. Tragiczne, że wszystko okryte jest otoczką organizacji, stowarzyszeń, mistrzowskich tytułów. Zacznę od artykułu „Prawo i pięść” popełnionego przez Janka Pawula (DJ WORLD nr 05 (05) 2000). Nie będę zagłębiał się w sprawy prawne i zarzuty w stosunku do ZaiKSu i polskiego rządu. Dobrze by było jednak ujawnić dokumenty stwierdzające powiązania polityków i urzędników ze światem przestępczym, nierzetelnego rozliczania się ZAiKSu i wykorzystywaniu prawa do własnych celów przez tę instytucję. Jeżeli jednak takie dokumenty nie istnieją..., to może jakieś sprostowanie czy wyjaśnienie.

    Janek Pawul namawia dj-ów, aby inspektorów ZaiKSu, którzy kontrolują dyskoteki „walić w ryja ile wlezie”. Szanowny Panie, czy Pan się zastanowił co napisał??? Nie będę się więcej nad tym rozwodził. Nie wiem co napisać. To jest straszne. Pawul napisał „...vinyle – nośnik z epoki kamienia łupanego. To jest sprawa zakompleksienia, snobizmu i zacofania niż profesjonalizmu.” Ciekawe. Wynika z tego, że amatorami i zacofanymi snobami z kompleksami są: Carl Cox, Jeff Mills, Junior Sanches, Armand van Helden, dj Sneak, Olav Basoski, Paul Oakenfold.... Wymieniać dalej? Sądzę, że nie trzeba. Jeżeli te nazwiska nie przemawiają, to któryś z nas spadł z księżyca. Tylko który? Oddaję tę sprawę pod osąd czytelników. Dodam jeszcze tylko tyle, że nawet ci sławni, wymienieni przeze mnie dj-e dźwigają osobiście swoje płyty vinylowe. „Kiedyś psioczono na tych co grali z taśmy, dziś na tych co grają z CDR-ów” – zarzuca Pawul. Pamięć mam jeszcze dobrą. Nikt na nikogo nie „psioczył”. Chodziło o to, że człowiek puszczający muzykę z taśmy nie był przyjmowany do pracy w profesjonalnym klubie. Zawód dj-a związany jest do dzisiaj z czarną płytą i tylko ci, którzy opanowali granie – podkreślam granie, a nie puszczanie – z płyt vinylowych są najbardziej cenieni i zbierają największe laury. Tak jest od lat na całym świecie i może się Pawul buntować i krzyczeć – na szcęście nie on ustanawia normy i zasady. Ciągle wzrastająca sprzedaż płyt vinylowychi gramofonów, tegoroczne nowości z firm Technics i Vestax świadczą jedynie o tym, że czarna płyta tak szybko nie zniknie. Zasada jest bardzo prosta – chcesz być dj-em,? – naucz się grać z płyt vinylowych. I nie chodzi tu o dzielenie „lepszy dj”, „gorszy dj”. Aby startować w formule 1 trzeba mieć odpowiedni bolid i umiejętności. Czy Pawul teraz zapyta: „a dlaczego nie mogę wystartować kierując fiatem 126p”? Pawul nawet gdyby zdobył odpowiedni pojazd to też by od razu nie wystartował. Droga na szczyt jest długa, bardzo trudna i trafiają tam nieliczni, nawet jeżeli wszyscy bardzo ciężko pracują. Tak jest w każdej dziedzinie i nie ma co robić młodym ludziom nadziei, że fakt posiadania 1000 nagrań w komputerze da im sławę. „Dlaczego nie szanujecie polskich deejay’ów, tak jak to czynią Wasze firmy „matki” w Europie i USA, ślące tysiącami płyty promocyjne dla deejay’ów” – takie pytanie zadaje Pawul kierującym firmami fonograficznymi. Jeszcze kilka lat temu dostawałem sporo płyt vinylowych od niektórych firm. Teraz są to wypadki bardzo sporadyczne. Dlaczego tak się stało? Otóż ludzie pracujący w polskich dyskotekach jako dj-e są zainteresowani wyłącznie już wylansowanymi hitami, utworami granymi przez stacje typu VIVA czy też RMF FM. Natomiast na świecie jest tak przyjęte, że dyskoteka w całym ciągu sprawdzania i promowania nowych, nieznanych utworów pełni bardzo ważną rolę. Najistotniejszą osobą w tym cyklu jest dj. To on jest pierwszym człowiekiem, który nie związany w żaden sposób z wyprodukowanym utworem, ocenia jego wartość (feedback).

    Od dj-a zależy czy nagranie włączy do swojego programu, czy też nie. Jest to oczywiście ocena subiektywna, lecz wielość takich ocen decyduje o dalszych losach nagrania. Wykładnią są też listy przebojów układane przez dj-ów. W wielu zagranicznych pismach muzycznych można bez problemu znaleźć zestawienia poszczególnych dj-ów. Proszę zwrócić uwagę, że drukuje się typy dj-a, a nie tylko ostateczną listę. U nas jest to niemożliwe. Proszę prześledzić aktualnie funkcjonujące listy we wszystkich polskich pismach z nazwą zaczynającą się od „DJ ...”. A teraz porównajmy je z listami układanymi przez dj-ów za granicą. Nasuwa się prosty wniosek: dj w Polsce nie jest zainteresowany graniem utworów nowych i nie znanych. Opiera swój repertuar na przebojach. Po co więc rozdawać płyty skoro i tak nikt ich nie będzie grał. Słusznie Pawul zauważył – jest ich tysiące. I tutaj należy zwrócić uwagę na jeszcze jedną sprawę. Profesjonalni dj-e grają muzykę w określonym stylu, klimacie czy gatunku. W polskiej dyskotece prezenter puści każde nagranie – byleby był to już znany przebój. Wyobraźcie więc sobie, ile dziennie płyt każdy z was musiałby dostawać. Proszę?, chodzi tylko o hity? – ale tym nie są zainteresowane firmy fonograficzne - przecież bezsensem byłoby rozdawanie do lansowania płyt z utworami, które są już przebojami. Nie są też zainteresowane bezmyślnym puszczaniem nagrań w dyskotece. A tak niestety zazwyczaj to wygląda. Dla człowieka za konsoletą nie ma znaczenia co po czym leci – ważne żeby huczało. Po co więc rozdawać promocyjne płyty? Przez takie bezsensowne puszczanie można tylko „spalić” utwór. Tak więc promocyjnych płyt nie ma. Cierpią na tym ludzie, którzy wiedzą o co chodzi w zawodzie dj-a. Otwarci na nową, nieznaną muzykę, tworzoną przede wszystkim do tańca, miksujący i remiksujący nagrania na żywo, potrafiący samą muzyką bez opowiadania głupot i puszczania „hicików” doprowadzić ludzi na parkiecie do wielogodzinnego tańca,. Takich jest niestety niewielu. Są to bolączki polskiego środowiska, które zapatrzone w siebie i odporne na światowe trendy próbuje wylansować styl, który obowiązywał 25 lat temu. Prezenter jest zainteresowany składankami z utworami w wersjach radio edit, a te, jak sama nazwa wskazuje przeznaczone są do potrzeb stacji radiowych, a nie do dyskotek. Polityka firm fonograficznych jest akurat rozbieżna z potrzebami prezenterów. Jeżeli środowisko dj-skie nie zmieni się – nie ma co marzyć o płytach promocyjnych. Potrzebę kształcenia odczuwają wszyscy. Coraz częściej spotykamy się z informacjami o warsztatach dla dj-ów. „Kładę duży nacisk na kontakt prezentera ze słuchaczem, więc wielu moich adeptów po prostu uczę mówić” wyznaje Andrzej Mensfeld w wywiadzie udzielonym dla pisma „DJ MAGAZINE” (nr 4 /36/ kwiecień 2000). Człowiek, który obnosi się z tytułem „mistrz Polski w miksowaniu”. Niestety o miksowaniu w wywiadzie nie ma słowa. Paradoks – mistrz Polski w miksowaniu uczy dj-ów mówić. Śpiewać też? A może stepować i opowiadać dowcipy? Kursy, szkoły, warsztaty, mistrzostwa, certyfikaty. Wszędzie profesjonalnie i zawodowo z udziałem renomowanych, znanych i z wieloletnim doświadczeniem, a nawet zagranicznych speców. Coraz więcej takich informacji przewija się w pismach „DJ ....coś tam”. Bez względu na to czy imprezę organizuje disco mix club, g5 dj club, dj promotion, gemini, pionieer czy patronuje jej PSPM. Zapowiedzi, o nadzwyczajności imprezy są już normą. Brakuje mi w tym wszystkim jednego – nazwisk wykładowców, jurorów, organizatorów. Miałem okazję uczestniczyć w kilku takich imprezach. Zawsze powtarza się to samo: ludzie, którzy niewiele potrafią decydują o losie innych. Kto dał im prawo do wystawiania ocen i nadawania tytułów? Fakt zarejestrowania w sądzie jakiejkolwiek organizacji nie upoważnia jeszcze do wydawania werdyktów. Efekt jest taki, że produkują nieudaczników, ale ze świadectwem lub mistrzowskim tytułem. Nikt nie ocenia miksu i kompozycji programu muzycznego – co jest aktualnie w sztuce dj-skiej najważniejsze. Łatwiej wychwycić błędy językowe lub poddać krytyce strój, w który przebrał się delikwent Znam kilku Polskich dj-ów rewelacyjnie miksujących, ale jakoś nigdy nie spotkałem ich na imprezach organizowanych przez wymienione wcześniej organizacje.

    Bardzo mnie ciekawi jak na takich, czy innych warsztatach przebiegają zajęcia z miksowania, kto je prowadzi i na jakim jest poziomie. Chętnie bym się przyjrzał temu z bliska. Ostatnio miałem okazję „podziwiać” kilku osobników, którzy chlubią się tytułami i certyfikatami. To jest żenada żeby w 2000 roku, w kraju leżącym w środku Europy wyczyniać takie rzeczy. Ludzie czy Wy nie macie słuchu, nie wiecie co się dzieje na świecie, nie macie dostępu do mediów? Kto Was tego nauczył? Kto Wam wydał certyfikat, czy nadał tytuł mistrzowski? I wy macie pretensje do firm fonograficznych? No tak, żądać i wymagać potraficie wspaniale. Doprowadziliście do tego, że właściciele dyskotek wydają duże pieniądze na sprzęt – ciekawe tylko po co, skoro i tak niewielu potrafi zagrać na odtwarzaczach denona, pioneer-a, że o gramofonach techniks nawet nie wspomnę. Pawul ma nawet pomysł na ustalenie stawki dla człowieka pracującego jako dj („W imieniu milczących” DJ MAGAZINE nr 5 /37/ 2000). „Moim zdaniem minimum jakie powinno się płacić dj-om to 70 zł za godzinę pracy i ½ tego za czas dojazdu i odjazdu z klubu”. Zapytam wprost: za co właściciel dyskoteki ma płacić? za to, że macie na CD muzykę, którą każdy może kupić w byle budzie na bazarze?; za to, że bez ładu i składu puszczacie co Wam wpadnie w danym momencie w ręce?; za to, że paplacie do mikrofonu?. Przecież to potrafi każdy. Wystarczy rzut oka na komercyjne listy przebojów, wieczór przy „hop bęc”, wyprawa na bazar po kilka składaków i już jest dj, prezenter czy jak tam się nazwał. Aha, jeszcze czapeczka i koszulka jakiejś organizacji czy innego stowarzyszenia, nalepka tegoż na konsoletę i już mamy prawie zawodowca. Proste? Dziwię się, że w Polsce jest tak duże bezrobocie. Przecież taki koleś przy dobrych wiatrach może nawet zarobić do 2.000 zł miesięcznie (wg stawek podanych przez Pawula w artykule „W imieniu milczących” DJ MAGAZINE nr 5 /37/ 2000). Koszt własny jest zależny od ceny płyty pirackiej lub CD-R. „Wielu z nas nie stać na płyty, które notabene są oryginalnymi. (...) Więc kochani nie dziwcie się, że większość z nas kupuje piraty i powiela je innym. Tych płyt jest coraz więcej i tak będzie doputy, dopuki płyty oryginalne nie będą tanie” napisał w swoim liście dj Tomasz z Krakowa (pisownia cytatu oryginalna wg DJ MAGAZINE nr 5 /37/ 2000, rubryka „skrzynka kontaktowa” ). Mam do Tomasza prośbę, aby w przyszłości, jeżeli będzie chciał na przykład zostać spadochroniarzem, to lepiej niech zmieni spojrzenie i jednak kupi spadochron i to zdecydowanie oryginalny, bo może się okazać, że odda tylko jeden skok w życiu. Zdobycie zawodu, czy też uprawianie jakiegokolwiek hobby pociąga za sobą określone koszty. Nie inaczej jest z zawodem dj-a. Aby nim zostać trzeba nauczyć się grać, a do tego potrzebne są płyty i sprzęt. Musimy więc przeznaczyć pewną kwotę pieniędzy, aby się w powyższe wyposażyć. Każdy zawód wymaga też ciągłego dokształcania się oraz modernizowania sprzętu. Nadal więc inwestujemy. Jeżeli jednak okaże się, że wydajemy więcej niż zarabiamy to lepiej zacząć szybko myśleć o zmianie zawodu, gdyż najprawdopodobniej nie osiągnęliśmy poziomu, który pozwala nam funkcjonować w danej profesji. Jeżeli więc jakiegokolwiek dj-a nie stać na kupowanie oryginalnych i ciągle nowych płyt, nie inwestuje w poszerzanie swojej wiedzy i umiejętności, to chyba będzie lepiej dla niego jeżeli zajmie się czymś innym. Nie ma takiego prawa, że jedynie wyrażenie ochoty bycia dj-em otwiera drogi do najlepszych klubów, ekstra sprzętu, wysokich płac, darmowych płyt.

    Zawód dj-a, tak jak każdy inny, ma swoją specyfikę, określone stopnie trudności, hierarchię. Z przytaczanych wypowiedzi wynika, że niewiele osób wie czym się zajmują. Nie uświadomiła ich też żadna organizacja czy stowarzyszenie bo ludzie tam działający też za bardzo nie kojarzą o co tak naprawdę chodzi. Wszyscy natomiast roszczą sobie jakieś wydumane prawa, wnoszą pretensje, a sami nie spełniają nawet najmniejszych wymagań jakie są związane z zawodem dj-a. Bardzo chętnie przyczepiają sobie do nazwiska dwie literki: „d” i „j”. Łatwe, nic nie kosztuje i bez jakiegokolwiek wysiłku jest się w elicie. Didżejska żenada.

    Andrzej Hazet




    jeszcze trochę później...

    No cóż. Nie będzie to raczej polemika, gdyż w dużej mierze zgadzam się z autorem tekstu („DJ w Polsce” - DJ WORLD 03/03). Jednak jest kilka spraw na które trzeba spojrzeć także z innej strony. "...ciągle nie istnieje w Polsce scena muzyki technicznej, a ilość klubów preferujących house czy techno (z wszelkimi pokrewnymi odmianami) można policzyć na palcach rąk." Jednak taka sytuacja nie wynika tylko z faktu że DJ-e nie potrafią zaprezentować takiej muzyki. Wspomnę o dwóch innych przyczynach. Po pierwsze sami właściciele dyskotek i klubów nie za bardzo przepadają za taką odmianą muzyki. Starają się ograniczyć do minimum housowy repertuar. Dlatego DJ zmuszony jest do takiego prezentowania tej muzyki żeby właściciel był zadowolony. Ludzie przychodzący na taką imprezę przede wszystkim żeby się bawić, dla samej muzyki. Często są pod wpływem jakiś środków pochodzenia chemicznego, roślinnego..... (nie staram się tutaj wypowiedzieć za czy przeciw narkotykom, bo to zupełnie inny temat). W każdym razie bardzo często w ogóle lub rzadko nie zaglądają do baru. A jak powszechnie wiadomo to nie przynosi dochodu. A jak nie ma dochodu, to właściciel jest niezadowolony, więc DJ musi grać coś innego. No bo na kogo można zwalić całą winę? Na przykład we Wrocławiu było kilka fajnych klubów w których grano muzykę w stylach house, trance (...)

    Aktualnie zostały tylko dwa. I jakie było tłumaczenie przy zamykaniu niedawno jednego z klubów...? Oczywiście, że przynosi za małe dochody. Teraz grana jest tam muzyka tzw. środka. Zupełnie innym problemem jest publiczność, przychodząca do klubu. Często nie potrafią się bawić przy czymś lepszym. Mam pewne doświadczenia z młodzieżą około 15-18 roku życia. Wydawałoby się że powinni mieć jakieś własne gusty muzyczne, trochę inne na to spojrzenie. I załamuję ręce gdy widzę pełny parkiet kiedy puszczę BSB, czy Britney, a pustki kiedy puszczę coś ambitniejszego. Spotkała mnie taka sytuacja, że kilka osób, w imieniu całości prosiło o coś Madonny. Ponieważ miałem przy sobie zremiksowaną płytę "The Power Of Goodbye" puściłem jeden utwór. I nic mało kto się przy tym bawił. Zdenerwowany, użyłem mikrofonu, co rzadko robię, i powiedziałem że to jest zremiksowany kawałek Madonny. I co? Jakie było moje zdziwienie gdy zobaczyłem ten tłum szturmujący parkiet. Po prostu nie do wiary. W dobie VIVY i MTV wydawałoby się że każdy może, i powinien, lubić coś innego. A rolą DJ-a jest wyczucie gustu publiczności. A jednak okazuje się że wszystkim podoba się to samo, pierwsza dziesiątka list przebojów. Nie trzeba się szczególnie wysilać, nie trzeba układać programu, wystarczy puścić jedną płytę w kółko. Czy to jednak można nazwać DJ-ką? Absolutnie nie!

    DJ powinien być osobą która swoją muzyką potrafi ruszyć publiczność, która potrafi zawładnąć uczuciami tańczących. Kiedy jemu jest smutno, oni też są smutni, ale kiedy DJ jest wesoły publiczność powinna promienieć szczęściem. DJ powinien wykorzystać swój sprzęt, aby wyrazić to co ma w duszy. Swój pogląd na muzykę, zabawę, życie. I tu muszę się zgodzić z autorem tekstu. Brakuje nam właśnie takich DJ-ów. Kiedy słyszę wypowiedź, że aby być zawodowym DJ nie można bać się mikrofonu, że trzeba go używać, to aż mi się "nóż w kieszeni otwiera". I to mówiła osoba która pracuje w dyskotece i zajmuje się....... puszczaniem muzyki. Jak ktoś chce sobie pogadać to już prędzej nadaje się do radia (nikogo nie obrażając). Podsumowując, uważam że za taki stan nie są odpowiedzialni tylko i wyłącznie DJ-e. Dużą "zasługę" mają w tym osoby które zatrudniają takich szołmenów (pisownia specjalnie - przyp. MaJKeL), i wpuszczają ich za konsolety. Uważam że kluczem do bycia dobrym DJ-em to zdolność do "odczytania" publiczności, jej upodobań. A następnie do zaserwowania jej tego w sposób ciekawy, ambitny i oryginalny, sprawiając, że nogi same rwą się do tańca...

    Szacunek - MaJKeL

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4216022
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.