Reklama

    Czas Skrillexa, czyli moda na dubstep

    MiniaturkaChoć wygląda jak rockandrollowy frontman, nie zobaczymy go szalejącego na scenie z gitarą. Skrillex to nowa gwiazda elektronicznej muzyki tanecznej, która już ma nakoncie trzy nagrody Grammy.

    Nie czujesz muzyki Skrillexa? Dołącz do grona internautów i spróbuj opisać jego utwory przymiotnikiem, który pierwszy przyjdzie ci do głowy. Przerysowany, dziecinny, uległy, niecierpliwy, fantastyczny? Pitchfork, opiniotwórczy niezależny portal promujący muzyczne nowości, podsumował krótko jego styl – „nieelegancki”.I tak jak mnóstwo słów pasuje do tanecznej muzyki elektronicznej tego 24-latka, tak to ostatnie określenie jest wyjątkowo nietrafione. Pomimo wszelkich udziwnień jest to elegancka muzyka. Weźmy chociażby utwór „Swan Lake” – te dziwne, jakby fizjologiczne odgłosy w jakiś cudowny sposób brzmią jak elektro hymn. Jest to przerysowane, dziecinne, uległe, niecierpliwe, fantastyczne – i dokładnie skrojone na potrzeby popu.

    Zdjęcie

    Podczas ostatniego wręczenia nagród Grammy Skrillex zgarnął trzy statuetki. A mówimy o muzyku, który nie ma w dorobku żadnej płyty nagranej pod swoim nazwiskiem.

    Ten wychowany w Los Angeles DJ i producent, którego prawdziwe nazwisko brzmi Sonny John Moore, od 2010 roku wydawał kolejne piosenki, zestawiając je później na składających się z siedmiu, ośmiu czy dziewięciu utworów EP-kach. „Bangarang”, jego czwarty EP, wyszedł w zapisie cyfrowym w grudniu 2011, a niebawem trafi do sklepów.

    Fani Skrillexa od miesięcy znają jednak już te dźwięki. Skrillex uosabia typowy dla epoki informacji pracoholizm, spędzając niekończące się godziny pochylony nad komputerem, tworząc nową muzykę i walcząc ze snem. Bardzo często bez końca poprawia zmiksowane fragmenty, zanim zaprezentuje utwór na scenie. Oglądając jego występy na żywo, widzimy, jak wyrywa ze swojego laptopa świeże dźwięki, jakby próbował gwałtownie wyszarpnąć z morza ogromną rybę.

    Zdjęcie

    Skrillex zapracował sobie na reputację maskotki EDM, skrótu określającego przeróżne rodzaje elektronicznej muzyki tanecznej, jakie w zeszłym roku przetoczyły się przez amerykańskie przedmieścia. Wygląda jak rockandrollowy frontman, bo naprawdę kiedyś nim był, grając w post-hardcorowej grupie From First To Last. Tyle tylko, że teraz potrząsa głową zza komputerowego ekranu, używając starych scenicznych sposobów, by pokazać publiczności zupełnie nowy dźwięk.

    Dodajmy, że dźwiękiem tym jest bas. Bas pochodzący z dubstepu, rodzaju brytyjskiej muzyki tanecznej, w której niskie dźwięki krążą wokół szybkiego rytmu. Bas przypominający coś między odgłosem lokomotywy a zianiem smoka. Bas, który sprawia, że gałki oczne zaczynają ci drżeć.

    Nawet jeśli częstotliwość pojawiania się basu nie jest większa niż w innych tego typu utworach, dźwięk ten pozostaje centralnym punktem każdego utworu Skrillexa. Muzyk ozdabia je rifami nu-metalu oraz dźwiękami z gier wideo, a wszystko łączy za pomocą klasycznego pulsowania disco. Jednocześnie wstawia dźwięki przypominające szczekanie psa uwiązanego na krótkiej smyczy: womp-womp-womp. Dźwięk ten ma szansę stać się charakterystycznym motywem muzycznym, podobnym do brzmienia gitar, przypominającego nam atmosferę pokoju i miłości, oczarowanie syntetyzatorami i czasy administracji Regana.

    Co by nie mówić, Skrillex nie ma dziś sobie równych. Inni producenci-DJ'e doświadczyli podobnych sukcesów w 2011 roku – Deadmau5, Avicii, Kaskade, David Guetta, Bassnectar, Nero czy Swedish House Mafia sprawili, żę na korytarzach amerykańskich liceów rozbrzmiały nowe, przystępne podgatunki muzyki house, electro czy dubstep. Jednak Skrillex pozostaje kimś w rodzaju Małego Księcia w tym świecie, gdyż jego muzyka nie tyle znajduje się w centrum EDM, co porusza po jej granicach, nie tracąc jednocześnie nic ze swej istoty. To niezwykle wszechstronny styl, który może zarazem brzmieć egzotycznie i znajomo, zadziornie i kojąco, głupio i mądrze.

    Na „Bangarang”, bardziej niż na jakimkolwiek innym EP, można usłyszeć, że Skrillex nieco zwalnia. Pierwsze dźwięki „Right In” są nawiązaniem do Daft Punk, jednak charakterystyczny dla Skrillexa bas zaczyna pojawiać się, nim wybrzmi trzydziesta sekunda utworu. „Breakn a Sweat” jest spokojniejszym kawałkiem o mniej agresywnej melodii, jednak może stało się tak dlatego, że Skrillex wyjątkowo miał się na baczności komponując utwór. Dodajmy, że jest on właściwie owocem współpracy z żyjącymi członkami The Doors.

    EP-ka, o której mowa, pokazuje też największą wadę Skrillexa, często przebijającego się przez kolejne utwory w metodyczny, rytmiczny sposób, jakby chciał szybko skończyć pudełko ciasteczek. Jednak producent ma też na swoim koncie bardziej kojące utwory jak „Summit”, delikatnie wykonany przez brytyjską wokalistkę Ellie Goulding. Szkoda, że cały efekt został zaprzepaszczony w finale poprzez „Orchestral Suite” i pojawienie się klasycznych instrumentów i motywów z poprzednich utworów Skrillexa. Miejmy nadzieję, że to tylko taki muzyczny żart i niebawem artysta powróci do swojego oryginalnego stylu.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4360375
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.