DJ Krush - Wywiad z japońskim hip-hopowcem

    - Swoje albumy z reguły tytułujesz w rodzimym języku. Czemu tym razem zdecydowałeś się na wszystkim dobrze znane słowo "zen"?



    - Słowo "zen" oznacza "powoli". Jest ono związane z tematem albumu - "pozytywna zmiana", "powolne poruszanie". Po prostu nie uważam, żeby z nadejściem nowego wieku świat uległ nagle dramatycznej zmianie. Taka jest kolej rzeczy - musimy się zmieniać i rozwijać, ale proces ten odbywa się zupełnie normalnie. Nie ma się czego obawiać.

    - Czemu więc podjąłeś tak radykalną decyzję o zmianie wytwórni? Z legendarnego niezależnego labelu Mo' Wax (m.in. UNKLE, DJ Shadow) przeszedłeś do potężnego koncernu fonograficznego Sony.

    - Nie było żadnych konkretnych przyczyn. Dostałem propozycję współpracy i postanowiłem z niej skorzystać. To był po prostu kolejny krok w mojej karierze. Rozstaliśmy się w przyjaznej atmosferze i nie żałuję tej decyzji. Sony ma doskonałą międzynarodową sieć dystrybucyjną i dzięki temu mogłem poznać wielu nowych ludzi na całym świecie.

    - Czy jednak decyzja o pojawieniu się na najnowszej płycie tylu znanych raperów nie została narzucona przez wydawcę? Przecież kiedyś powiedziałeś, że "robienie kawałków z wokalistami tylko ograniczę swobodę eksperymentowania"?

    - Nie. Nadal mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że robię takie płyty, na jakie mam ochotę.

    - A jak udało Ci się zaprosić do współpracy takie znakomitości sceny hip-hop/R&B, jak np. Company Flow czy Zap Mama?

    - Wszystko odbyło się bardzo szybko i bez problemów. Chciałem nagrać kawałek z wokalistką, a nie chodziło mi o artystkę R&B czy Europejkę. Usłyszałem gdzieś demo Zap Mamy i pomyślałem, że jest doskonała. Wysłałem jej podkład i szybko dostałem gotowe wokale. To było dokładnie to, o czym myślałem. Natomiast Company Flow znali moją muzykę i poprosili mnie o współpracę. Ja też ich bardzo cenię, więc nie było problemu. To wspaniałe, że możemy tak doskonale rozumieć się przez muzykę.

    - No właśnie. A jak radziłeś sobie z tymi wszystkimi artystami w studio. Przecież nie mówisz po angielsku?

    - Tak, ale muzyka to uniwersalny język. Co prawda, mam przyjaciół, którzy pomagają mi w tłumaczeniu, ale rzadko ich potrzebuję. W studio najważniejszy jest groove i duch, a z tym nie mam żadnego problemu.

    - Nie zapominasz również o swoich rodakach. Na "Zen" tradycyjnie można usłyszeć piosenki w języku japońskim. Powiedz więc, jak teraz wygląda scena hip-hop w twoim kraju. Czy na przykład nadal prawdą są opowieści o raperach, którzy malują twarze na czarno, opalają się "na brąz" w solarium, robią sobie dreadlocki... tylko po to żeby wyglądać jak Amerykanie?

    - Tak... dziwne, nie? Niestety, w Japonii rzeczywiście jest mnóstwo raperów, którzy w hip-hopie zwracają uwagę tylko na aspekt mody. Ich twórczość ogranicza się tylko do kopiowania aktualnych trendów. Na szczęście, coraz więcej jest również tych, którzy są bardzo oryginalni. I dla nich, i wszystkich innych, którzy robią coś nowego - szacunek!

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4210655
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.