Reklama

    Michał Orzechowski

    Imię i nazwisko: Michał Orzechowski
    Wiek: xxx
    Zainteresowania: muzyka, muzyka i…muzyka




    Coś jeszcze?



    Nie mam żony. Dzieci też, bo nie mam żony. Uczę się w technikum gastronomicznym. Na co dzień gram dyskoteki, rozwijam swój talent (ha ha) i… tyle.

    Jak to się stało, że zostałeś DJ’em? .

    Uuuu… to długa opowieść. Od młodych lat interesowałem się muzyką, później w któreś piękne wakacje pojechałem z rodzinką nad morze, to był chyba rok 1994, tam mój wujek ma knajpę z dyskoteką. Byłem tam przez miesiąc i codziennie siedziałem w dyskotece, a że interesuję się muzyką, poznałem od razu DJ’a i to było właściwie moje pierwsze zbliżenie z dyskoteką. Poważniej grać, miksować zacząłem dwa lata temu. Pierwszą imprezę zagrałem w czerwcu ’98. Wcześniej co prawda też grałem, ale to było typowe „puszczanie” na wiosce. Po trzech miesiącach grania w dyskotece były pierwsze mistrzostwa. Okazały się sukcesem.

    Masz na swoim koncie jakieś osiągnięcia, sukcesy. Możesz powiedzieć ile tego było i co tam ewentualnie wygrywałeś oprócz weekendu w agencji towarzyskiej? .

    Oprócz weekendu w agencji towarzyskiej? W 1998 roku zostałem Mistrzem Polski DMC, rok później ponownie udało mi się osiągnąć to stanowisko. Nie, nie będę mówił co wtedy wygrałem. Wygrałem konsoletę Pioneer’a, a w tych pierwszych mistrzostwach nie powiem co wygrałem.

    Co sądzisz o ideologii organizowania imprez takich jak mistrzostwa? .

    W Polsce jest za dużo takich imprez, później okazuje się, że jest dziesięciu Mistrzów Polski. Jeśli chodzi o ideę organizowania mistrzostw, to jest OK. Można się sprawdzić, zobaczyć jak grają inni, przekonać się jaki jest poziom grania w Polsce, zdołować się albo przekonać „jaki ja jestem dobry”.

    Czy brałeś udział tylko w mistrzostwach organizowanych przez DMC, DJ Promotion czy też w innych również? .

    Brałem udział tylko w mistrzostwach DMC, ponieważ tam była kategoria „miksowanie do tańca”. Mikrofon był całkowicie wyeliminowany. Wszystko polegało na skleceniu 20 minutowego programu „na żywo” czyli nie szedłem z gotowym programem. Przed wyjściem na scenę dostałem 100 tytułów, z których coś sobie wybierałem i musiałem to później zmiksować. Miałem pół godziny na przygotowanie się, co w przypadku programu 20 minutowego nic nie dawało, więc był to czas na ewentualne obeznanie się z utworami, opracowanie jakichś wejść i później z tym wszystkim wejść na scenę.

    Czy dużo czasu zajmuje przygotowanie się do takich mistrzostw? Czy w ogóle jakoś specjalnie się przygotowywałeś? .

    Do mistrzostw przygotowywałem się około 3 tygodnie, to było ułożenie programu 15 minutowego na eliminacje. Trzy tygodnie wystarczyły na ewentualne poprawki, na opracowanie fajnych „wejść”. Do finałów nie można się było przygotowywać, to już wychodziło w praktyce.

    Należysz do Pioneer DJ Team Polska. Co daje przynależność do takiej ekipy? .

    Mnie daje przede wszystkim satysfakcję, że należę do takiego „stowarzyszenia”, tak można powiedzieć. Robię pokazy Pioneer’a w Polsce. Co mi to daje? Na pewno nie kasę. Mam konsoletę Pioneer’a do dyspozycji, dzięki której mogę robić pokazy. A używam dwóch odtwarzaczy CDJ 500 i mikser, jak na razie 500, ale niedługo 600.

    Miałeś okazję robić pokazy na sprzęcie innej marki? .

    Okazję miałem, ale efekty były różne.

    Dlaczego akurat Pioneer? .

    Przede wszystkim jest najszybszy, prosty w obsłudze, najbardziej precyzyjny. Mikser ma bardzo dobre efekty studyjne, które bardzo się przydają w praktyce.

    Czy granie jest twoim hobby? .

    Tak jest.

    Czy masz z tego jakieś wymierne korzyści finansowe? Jeśli tak, to na przykład ile kasujesz za pokaz? .

    Za pokaz, czyli za pół godziny grania, trzy wejścia po 10 minut, gdzie pierwsze wejście jest pokazaniem możliwości sprzętu i moich, później jest grane bardziej pod ludzi, biorę 1000 złotych. Za granie w dyskotece, gdzie gram na stałe dostaję 700 złotych.

    Czy uważasz, że polski DJ dostaje takie wynagrodzenie jakie powinien otrzymywać? .

    Jeśli chodzi o rynek DJ’ów, to sytuacja w Polsce jest makabryczna. DJ’e powinni zarabiać przynajmniej trzy razy tyle, aby mogli sobie kupować płyty, sprzęt.

    Jakie jest Twoje podejście do tematu CD kontra vinyl? .

    Z vinylami nie miałem zbyt dużo do czynienia, aczkolwiek potrafiłbym zagrać imprezę z vinyli. Poza tym grając z vinyli, musiałbym wozić ze sobą tony naprawdę ciężkich płyt i dwa gramofony, a to byłoby uciążliwe.

    Co Twoim zdaniem jest największą bolączką wśród polskich DJ’ów? .

    Rywalizacja między sobą i rywalizacja między szefami stowarzyszeń. Na pewno dojście do płyt. Wiadomo jak jest na zachodzie. DJ’e płyty dostają za darmo, firmy proszą ich, aby grali ich nagrania. W Polsce jeszcze długo będzie inaczej, zanim zbliżymy się do zachodu. No i zarobki.

    Czy „wojny” stowarzyszeń kiedykolwiek dotknęły Cię osobiście? .

    O taaak… Nawet ostatnio, kiedy jechałem na Mistrzostwa Podhala w Rabce. Co prawda nie spodziewałem się żadnej reakcji ze strony tamtego stowarzyszenia. Jak wiadomo ja należę do innego. Mistrzostwa były organizowane przy współudziale Dee Jay Mix Club i tam nawet nic się złego nie działo. Za to później miało to swój odzew w gazecie.

    A konkretnie? .

    Zostałem obrażony. W gazecie napisali, że nie pokazałem klasy czy coś takiego. To brzmiało chyba tak: „chwalony DJ Hazel nie pokazał klasy w swoim pokazie”. Nie wiem dokładnie o co tutaj chodziło, bo poziom mistrzostw do mojego pokazu to było niebo a ziemia. Później już było ujęte, że grałem z wytłoczonych przez siebie płyt, z CDR-ów. Przy okazji chciałbym kolegów wyprowadzić z błędu, bo były to płyty prezentacyjne Pioneer’a. Zresztą sama firma Pioneer, główny sponsor, została obrażona. Panowie napisali, że Pioneer posiada roczną gwarancję i że klapka w dużych Pioneer’ach 500 często zacina się czy coś w tym stylu. Generalnie grając na tym sprzęcie mogę coś o nim powiedzieć i jeszcze nigdy nie zdarzyły mi się z nim jakieś problemy.

    Jaki Twoim zdaniem jest poziom DJ’ów w Polsce? .

    Poziom? Trzeba chyba rozgraniczyć vinyle i CD? Myślę, że jest dosyć wysoki poziom jeśli chodzi o CD. Na temat vinyli i scratch’owania nie mogę nic powiedzieć, bo nie znam się na tym aż tak dobrze.

    Czego słuchasz prywatnie, a co grasz zawodowo? .

    Muzyki słucham bardzo różnej, to zależy od nastroju. Nieraz nawet sięgam po muzykę klasyczną. Jeśli chodzi o granie, to rynek w Polsce nie jest aż tak rozwinięty, żeby można było narzucać swoje gatunki, chyba że publika jest taka, że łapie wszystko w lot. Jeśli chodzi o preferowane gatunki, to najlepiej czuję się w funky, house, progressive, a gram to co muszę grać, raczej pod ludzi, chociaż staram się ich trochę uczyć mojej muzyki.

    Gdzie aktualnie „urzędujesz”? .

    Urzęduję najczęściej w Warszawie i okolicach. W Warszawie w klubie Black Cat, w Białobrzegach w klubie Okay i w innych. Poza tym trochę podróżuję po Polsce. Można mnie spotkać w Kazamatach w Gdańsku. No, i tam gdzie mnie zechcą.

    Czy miałeś jakąś niesamowitą przygodę, związaną z DJ’stwem? Może coś zabawnego? .

    Śmieszne na pewno jest to, i to chyba wszyscy DJ’e znają, jak przychodzą ludzie po jakieś utwory można się fajnych rzeczy dowiedzieć. Na przykład „pani z kropką” to jest… zespół No Doubt. Albo kolega mi opowiadał, jak kiedyś grał w jakimś klubie i przyszedł jakiś pan i prosił, żeby zagrać mu D7. Kolega oczywiście nie miał pojęcia co to jest D7, a tu facet położył mu niezłą sumkę. Jak się później okazało obok stała szafa grająca, a D7 to była Madonna.

    Może jakieś chwile grozy? .

    Chwilę grozy przeżyłem, jak młodemu DJ’owi, którego próbowałem czegoś tam nauczyć, dałem płytę, żeby coś z niej zagrał i on chcąc włożyć ją do odtwarzacza, wyjął płytę która aktualnie grała. A z mojej strony? Któregoś pięknego razu w trakcie imprezy światło „zginęło”. Prąd wysiadł. Ale to nie z mojej winy. Ostatnio też grałem w Warszawie w dyskotece. Było koło godziny dwunastej, nagle wyłączyli światło. Najpierw na sali był pisk, a ponieważ dyskoteka mieści się w piwnicy, nie było okien. Za chwilę zaczęły się pojawiać jakieś zapalniczki, a po chwili ludzie zaczęli śpiewać „jeszcze jedna noc, jeszcze jeden dzień”.

    A kasujesz ludzi za dedykacje? .

    Kasuję. Staram się trzymać jakiegoś minimum. Na taką normalną dyskotekę to jest 30 złotych.

    Czy oprócz tego, że jesteś DJ’em masz na koncie współpracę muzyczną z ludźmi z branży? .

    Ostatnio współpracowałem z Mariuszem Rogowskim z zespołu United. Razem z bratem zrobiliśmy aranżację muzyczną do utworu „Jeszcze jeden dzień…”. Generalnie skupiam się na graniu i oczywiście na szkole. Na więcej nie starcza mi czasu.

    A teraz trochę z innej beczki. Jako DJ z pewnością cieszysz się popularnością wśród kobiet. Jak sobie z tym radzisz? .

    Ha ha!!! Nooo…Jestem związany z kimś i… już.

    No dobra. Udało Ci się zdobyć Mistrzostwo Polski DMC Poland. Czy masz jeszcze jakieś plany, czy chciałbyś coś jeszcze osiągnąć w tym temacie? .

    Jeśli chodzi o Mistrzostwa DMC to na razie nie mogę startować, ponieważ dwa razy z rzędu zdobyłem pierwsze miejsce i tytuł Championa, a to wyklucza mnie z następnych mistrzostw, nie wiem na jak długo. Jeśli chodzi o inne mistrzostwa, to nie ma tam mojej kategorii, jest tylko miksowanie sportowe, scratch’e albo mistrzostwa prezenterów. Poza tym krzyczenie przez mikrofon „i raz, i dwa, i trzy, i góra, i dół” nie jest moją zaletą. Ja staram się miksować, a nie gadać i to w dodatku bez sensu. Jeśli mam coś do powiedzenia, to coś konkretnego, a nie pieprzenie głupot.

    Co sądzisz na temat polskiej muzyki dance? Na temat jej kondycji? .

    Kondycja upada. W pewnym momencie było trochę więcej konkretnej muzyki. Z drugiej strony polska muzyka dance nie należy do konkretnych, aczkolwiek podobały mi się niektóre utwory Stachurky’ego. Niektóre produkcje United też były udane. Ale ogólnie nie jest dobrze.

    Czy grałeś te utwory na dyskotekach? .

    No grałem, grałem. Do tej pory, jeśli jest zapotrzebowanie, to gram.

    A w którym kierunku, według Ciebie, będzie ewoluować muzyka? Co będzie się grało za 3-4 lata? .

    Myślę, że DJ’e będą grać muzykę taką jaką będą chcieli grać. Będzie przewaga house’u. Będzie można grać cięższą muzykę. Mam nadzieję, że ta muzyka „cukierkowa” odejdzie na bok.

    Twój brat też jest DJ’em. Czy to nie stwarza między Wami konkurencji, współzawodnictwa? .

    Nie. Mój brat też gra, ale nie stara się ze mną jakoś rywalizować. Każdy gra gdzie indziej i nie wchodzimy sobie w drogę. Jeślibyśmy razem mieli grać na cztery odtwarzacze, to na pewno nie byłoby to na zasadzie, że ja bym grał, a on na przykład gadał przez mikrofon. Gralibyśmy razem.

    Czy możesz coś poradzić tym, którzy chcieliby zacząć grać? .

    Ucz się, ucz, bo nauka to potęgi klucz. Ha, ha!!!

    Ja też to znam. .

    No dobra. Niech się nie załamują. Ja też miałem momenty, kiedy wszystko rzucałem i mówiłem (krzyczałem!), że ja się do tego nie nadaję, że na pewno nie będę grał, ale ludzie którzy mnie kształcili, nie dali mi rzucić tego. Po prostu nie załamujcie się. Co jeszcze? Używajcie gum. Nie wpadnijcie w nałóg. Alkoholowy i narkotykowy.

    Dzięki za rozmowę .



    Michał Orzechowski – wicemistrz Europy Pioneer DJ Contest 2001

    Powiedz nam, co to była za impreza, w której dane Ci było brać udział?

    Na początku kwietnia zaczęły się eliminacje, trzeba było wysłać swoje piętnastominutowe demo, potem jakaśtam komisja wybierała jakieśtam kasety demonstracyjne. Potem z ośmiuset czy dwóch tysięcy, nie wiem dokładnie, nadesłanych kaset wybrali osiemdziesiąt. Eliminacje były od początku kwietnia co piątek i sobotę nawet po kilka imprez. W zasadzie było dwadzieścia etapów eliminacji; z każdego etapu przechodził do półfinału jeden DJ, czyli w półfinale znalazło się dwudziestu DJ’ów. Odbyły się cztery imprezy półfinałowe, z każdej imprezy znowu przechodził jeden DJ. W finale spotkały się cztery osoby: dwóch Niemców, dwóch Polaków. Z Polski był jeszcze DJ Omen.

    Impreza była sponsorowana przez firmę Pioneer. Powiedz, kto brał w tym udział jeśli chodzi o firmy i na jakim sprzęcie graliście, co mieliście do dyspozycji?

    Jeśli chodzi o sprzęt, to nie było wielkiego wyboru. Zostały tylko przydzielone CMX-5000, mikser Pioneer’a 600, efektor FX-500 i mikrofon. Każdy program musiał trwać 15 minut, nie więcej. Komisja miała różne skale oceniania. Później dowiedziałem się, że m.in. chodziło o intro nagrania, czyli początek, w zasadzie powitanie ludzi, dobór repertuaru, rodzaj miksu, była też jakaś ocena za mikrofon. Noo, i na to wszystko Niemcy najbardziej zwracali uwagę.

    A teraz porozmawiajmy o…Tobie. Z czego składał się Twój program?

    W zasadzie program złożyłem na eliminacje i bazowałem na tym programie. Po eliminacjach, jak miałem czas, trochę go modyfikowałem, wstawiałem różne dziwne dźwięki, jakieś fragmenty nagrań. W końcowym efekcie było piętnaście minut do zagrania, ja zagrałem jakieś szesnaście nagrań. Trzeba było zawsze wszystko wymieniać, nie było fikcji, że można było sobie „wypalić” jakieś swoje płytki, płyty były sprawdzane.

    Czyli organizatorzy próbowali uniknąć sytuacji, że na dwóch płytach jest zgrany materiał i przejeżdża się z płyty A na płytę B?

    Tak jest. W ogóle organizatorzy bardzo fajnie podeszli do sprawy. Każdy DJ przyjeżdżał, dostawał zwrot kosztów, zawsze hotel, bardzo mile przyjęcie, chlanie…Nie spotkalem się w Polsce z czymś takim.

    Prochy, dupeczki…?

    Nieee, no bez przesady. Aż tak nie, ale hotel naprawdę na wysokim poziomie.

    Co Cię w ogóle skłoniło, żeby wystąpić w tego typu imprezie?

    Prestiż, nagrody. Poza tym startując liczyłem, że dojdę do tego finału jako jedyny Polak. Do tej pory doszedłem daleko na tak wysokim poziomie. O ile wiem w mistrzostwach świata nie udało nam się dojść nawet do finału.

    Hmm…

    Hmm…?

    A jakie były nagrody? Co dostałeś Ty, a co dostał człowiek, który zajął pierwsze miejsce?

    Ja zdobyłem mikser Pioneer’a DJM-600, tygodniowy pobyt w Paryżu plus jakkieśtam atrakcje. Jeszcze nie byłem, ale będę. A, i płyty przez cały rok z Europy i ze Stanów. A człowiek, który zajął pierwsze miejsce wygrał to samo plus granie na Love Parade w tym roku i do wykorzystania studio nagraniowe. Jeśli będzie chciał.

    Już kiedyś dane mi było przeprowadzać z Tobą wywiad. Co od tego czasu zmieniło się w Twoim „warsztacie”?

    Co się zmieniło? Większa praktyka. Zmieniło się na pewno miejsce przeprowadzania wywiadu, wtedy o ile dobrze pamiętam było to w Burger King’u…

    W burdelu to było…

    Ha ha!!! W Burdel King’u!

    Teraz Burdel Kingi się zwinęły i siedzimy w samochodzie.

    Co jeszcze… Większa praktyka, to większe doświadczenie i myślę, że te programy, które już zaczynam układać są dużo lepsze niż te, które były wcześniej. Ostatnio nawet nauczyłem się grać łokciem na procesorze Pioneer’a.

    Brałeś udział w wielu imprezach, które były organizowane przez różne polskie organizacje, masz więc porównanie. Jak oceniasz tą imprezę, zorganizowaną przez Pioneer’a?

    Przede wszystkim poziom, jaki prezentowali DJ’e, nie mówiąc już o rundzie finałowej, był naprawdę godny uwagi. U nas nie jest najgorzej, ale jeszcze nie jest aż tak dobrze. Chociaż u nas niektórzy mieliby duże szanse dojść do finału i pokazać tam swój program. Tak jak już powiedziałem – organizacja. Organizator w zasadzie zapewniał wszystko. Oprócz…dziewczynek. Zresztą w Niemczech organizacja zawsze jest bardzo dobra i w Polsce chyba należałoby na to zwrócić uwagę.

    Więc może za chwilę, dzięki Twoim słowom, organizatorzy dowiedzą się jak powinno się organizować takie imprezy. Powiedz więc, jak taka impreza przebiegała od początku do końca.

    Na początku normalna dyskoteka. O godzinie duchów, czyli dwunastej początek DJ Contest. Zawsze było czterech, pięciu DJ’ów, startujących w konkursie. Oczywiście zapowiedź i startujemy z imprezą. Pierwsza osoba wchodzi, gra piętnaście minut. Kończy swój program, następna się przygotowuje. Niemcy zapowiadają, że teraz będzie taki i taki DJ i w zasadzie w ciągu godziny wszyscy DJ’e zagrali. Później jakaś godzina czasu na ogłoszenie werdyktu i dalej impreza. Co jeszcze było fajnego, to kluby, w jakich odbywały się te wszystkie etapy. To nawet jakaś mała wioska była, a dyskoteka na takim poziomie, że w Polsce nie widziałem jeszcze takiej. O finale w Berlinie nie wspomnę, bo tam nawet sala była na dworze, basen i różne dziwne stworzenia pływały w tym basenie. DJ spod parasola grał muzykę latynoską. Jak inny świat. Wychodzisz z dyskoteki na dwór i widzisz... Jamajkę. Tak więc przede wszystkim kluby w Niemczech. Na takie, które tam widziałem, my powinniśmy jeszcze „trochę” pieniędzy wyłożyć.

    Czy w trakcie twoich wojaży po mistrzostwach zdarzyła Ci się jakaś przygoda, coś o czym jeszcze warto wspomnieć?

    No, kłopoty na granicy. Zawsze jak tą granicę przekraczam, to się zawsze jakoś boję. Chociaż nic nie przewożę. A najgorsze moje wspomnienie, to jak w półfinale człowiek grał przede mną, miałem wejść i zobaczyłem , że mam pudełko od płyty, a nie mam płyty. Okazało się, że na rozgrzewce została płyta w odtwarzaczu i całe szczęście, że ktoś ją wyłożył, położył na stoliku i ja ją znalazłem. Myślałem, że mi serce wyskoczy. A reszta? Jak wspomniałem, zadziwiły mnie kluby. I ludzie. Wydaje mi się, że w Niemczech ludzie gorzej się bawią niż w Polsce. Może mają trochę przesyt dyskotek, tych dobrych dyskotek, bo w zasadzie w tych dyskotekach jest wszystko. W jednej sali... oczywiście w dyskotekach nie ma jednej sali, nie ma takiej dyskoteki. Dwie, trzy sale to minimum. W sali głównej przynajmniej jeden laser. W dwóch dyskotekach podczas eliminacji, w jednej sali były trzy lasery. Zresztą w tej sali na dworze, o której wspominałem też był laser. Chyba ludzie mają za dużo tego. Nie ma im jakich atrakcji robić. no, oprócz tych gwiazd. W półfinale jako atrakcja występował DJ Valium.

    Cóż, wobec tego pozostaje mi życzyć Ci wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia pomyślności…

    Szczęśliwego powrotu do domu…

    No, szczęśliwego powrotu do domu, wyrwania jakiejś czarnej, madagaskarskiej kobitki, chociaż dzisiaj, nie wróżę Ci nic dobrego….

    Ha ha… Dziękuję, rozliczę się już po programie.

    Rozmawiał Don Kristoffos

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4357593
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.