Robert Gorsiak - DJ Omen


    Imię i nazwisko:Robert Gorsiak
    Data i miejsce urodzenia:10.08.1974. Płock
    Charakterystyka: miły, sympatyczny, dowcipny i ambitny






    Wyrałeś finał Gemini Cup ‘99, jak zareagowałeś na wieść o zwycięstwie?

    Cieszyłem się na pewno. Nie sądziłem, że wygram. Myślę, że bałem się swojego kolegi jak on mnie...

    Którego?

    Jak to, którego? Generalnie cieszę się, choć nie jestem zadowolony z tego, co zrobiłem; to miało lepiej wyglądać.

    Coś spaliło?

    Kurwa, coś! Po kolei wszystko się paliło! Na koniec się dopiero paliło! Kopnąłem raz przez przypadek w stół, skakały trochę igły. Pierwszy mix to zawsze nerwy, jak już ci dobrze wejdzie...

    Widziałem Twoje ręce. Ładnie drżały!

    Zawsze; pierwszy, drugi, trzeci...a później to już samo idzie.

    Jak długo przygotowywałeś się?

    Nikt mi nie uwierzy, ale dwa dni. Dwa i pół dnia.

    To oznacza jakieś mega-zdolności?

    Nie.Udało się po prostu, bo powinno się przygotowywać dłużej, ale jakoś tak wyszło, że to było dwa i pół dnia. Jakbym to przeliczył na godziny...miałem tam jakąś wizję, którą sobie układałem w głowie, stanąłem do tych gramofonów, zagrałem raz, spisałem to na kartkę, zagrałem jeszcze raz, dwa dni piłem...zagrałem trzy razy i już to jakoś wyglądało, a później kolega Vivaldi pomógł mi pokroić płyty, zagrałem to jeszcze dwa razy i później zagrałem tutaj, w Mielnie.

    Co sądzisz o swoich przeciwnikach?

    Mocna była obsada, co mnie bardzo cieszy, bo z roku na rok jest coraz lepiej. To bardzo dobrze.Początki? Niektórzy sami wiedzą jakie, jak nieraz jeździliśmy na imprezy, to był poziom...różny. Ale teraz jest coraz lepiej i bardzo dobrze.

    Uważasz, się za dobrego DJ’a? Może prezentera?

    Prezentera nie, DJ’a. Czy za dobrego? Ujdę w tłoku.

    A twoja definicja: DJ – prezenter.

    Prezenter puszcza muzykę, gada głupoty do mikrofonu, denerwuje wszystkich na parkiecie. DJ gra muzykę, miksuje i robi to tak, żeby się wszyscy dobrze bawili. Show można jakiś odwalić czasami, nawet wskazane jest to. Tylko żeby to było z głową, a nie...

    Jak się zaczęła Twoja przygoda z dyskotekami?

    Nie pytaj nawet! Remiza na wsi, dwa Kasprzaki, trzeci do ustawiania kaset, a moim marzeniem wtedy było, żeby sobie kupić dwa Technics’y, tylko nie gramofony; CD’ki. Zadzwoniłem do takiego faceta, co się nazywa Bogdan Fabiański i chciałem sobie u niego nagrać kasetę i on mi powiedział, że mi nagra tą kasetę i żebym przyjechał do niego, do radia. Ja w Płocku wsiadłem w samochód i pojechałem na listę do Bogdana. I tak jeździłem przez jakiś czas, później w piątki; zacząłem poznawać ludzi. Później pojechałem na mistrzostwa w Łodzi. Wtedy jeszcze trzy magnetofony cały czas, a tu tyle rzeczy ciekawych...płyty, czarne to już w ogóle! W tej Łodzi, to była dyskoteka „Studio”. Wchodzę, patrzę...Jezu! Co się dzieje? Naprawdę byłem, w wielkim szoku, nie wiedziałem co się dzieje, co oni robią, jak to robią. To był 1994. Na początku 1995 zaczynał się kurs w Warszawie, na ten kurs się zapisałem, zdałem egzamin od pierwszego podejścia. Wtedy zdało czterech na trzydziestu; to były ciężkie egzaminy, bo Kondratowicz siedział w komisji. Później były mistrzostwa w Toruniu. Taki był fart, że braciak mój dostał sporą gotówkę od babci i za tą kasę kupił Denona. Bardziej go kupił dla mnie, choć jego to też pociągało, ale do wszystkiego miał słomiany zapał. I dzięki temu, że ten sprzęt był na miejscu, przez rok czasu non stop grałem. Wstawałem rano, tak mi się to podobało, że młóciłem dzień w dzień. Pojechałem na następne Mistrzostwa Polski w Toruniu, zagrałem i byłem drugi. A później to już coraz bardziej się zacząłem zagłębiać, czarne płyty. Tak w ogóle to egzamin zdałem na czarnych płytach, ale nie grałem na nich później, bo nie miałem kasy, nie miałem gramofonów i był trudny dostęp do płyt. Nie zarabiałem jeszcze takich pieniędzy, żeby sobie na to pozwolić. Potem jak już było lepiej, to pomalutku zacząłem kupować te płytki, jeden gramofon, później drugi i tak się zaczęło kręcić.

    A co było po Toruniu?

    Legnica, jakieś jeszcze plażowe mistrzostwa i jakoś to wychodziło.

    Ile dyskotek zaliczyłeś w życiu? Powiedzmy w ilu grałeś dłużej?

    Pierwsza , to ta na której na tych magnetofonikach ciupałem. Później była taka dosyć duża dyskoteka, długo w niej grałem. No i teraz ta, w której gram aktualnie - Atlanta w Płocku, gram w niej od otwarcia, od 1997 roku do tej pory.

    Czy zajmujesz się jeszcze czymś oprócz grania?

    Siedzę sobie w radio. Radio PULS w Płocku, bardzo fajne radyjko, gram sobie muzyczkę. To takie jakby autorskie programy, coś się tam zawsze wymyśli. Robimy różne konkursy, jeszcze kolegę wkręciłem swojego, prowadzimy dialogi z ludźmi, a mamy dobrą słuchalność, dlatego, że mamy dostęp do dobrej muzyki. Wszyscy grają z radiowych płyt, a my gramy ze swoich.

    Czy możesz mi powiedzieć, ile zarabia DJ Twojego pokroju?

    Jak dobrze się wstrzeli w temat, to może trochę zarobić. Miesięcznie? 3-4000 złotych, może czasami lepiej, z bokami jak dobrze pójdzie, to...człowieku!

    A Twoje podejście do boków, do dedykacji? Ile kasujesz za dedykację? Grasz co klient chce, czy jest to czymś uwarunkowane?

    Teraz jestem nad morzem i gram tutaj w dyskotece i tutaj biorę 10 złotych za dedykację. Ale ciężko jest. Albo są ludzie zdziwieni, że w ogóle trzeba płacić. Uważają, że będę gadał bzdury do mikrofonu, bo oni tak chcą. Najlepiej by było, żeby płacili za samo nagranie, tylko że też muszą poczekać aż mi będzie pasowało, żeby je zagrać.

    Ile trzasnąłeś kasy tak jednorazowo?

    600 złotych. Bez dziesięciu. Dwa razy za jedną dedykację wziąłem stówkę. Nie, sorry, sto dziesięć.

    A u siebie ile kasujesz?

    Tam też biorę dziesięć złotych. Gramy imprezkę, przyszedł klient, zamówił sobie „Sunshine”. No to zmiksowałem i gram. Ludzie się bawią i wpada gość na konsoletę: „Stary! To nagranie musi być dla mnie! Jaki numer!” No to ja mu mówię:”Weź zamów coś innego, bo to już jest zapłacone. Albo dawaj paczkę, to ci powiem jeszcze raz, dla kogo innego” A on:”Dobra, niech stracę”... i zrozumiał, że chcę dosłownie paczkę, wziął to sobie do serca i dał mi tą paczkę czyli stówę. To ja na niego popatrzyłem, zawinąłem tą stówę i mówię:”Jak ma być?”

    A co sądzisz o takich szkoleniach, o organizowanych przez różne firmy, firemki?

    Jeśli ludzie chcą się uczyć, to muszą gdzieś zacząć. Dobrze, że coś takiego jest, sam tak zacząłem, nie miałem zielonego pojęcia, pojechałem i przez ten okres dowiedziałem się coś. Wiadomo, że się nie nauczę, tam się można tylko dowiedzieć, po której stronie się smaruje kromkę. A co na nią położyć, to już każdy musi sam dopracować.

    Masz może jakichś DJ’ów, na których się wzorowałeś?

    Nie tyle co wzorować...Zawsze staram się wymyśleć sam, ale podoba mi się znany „profesor”, jeżeli chodzi o grę, to jest Carl Cox.

    Twój stosunek do lasek na dyskotece. Jak wiadomo DJ jest takim człowiekiem, który cieszy się popularnością. Jak jest u Ciebie z tymi sprawami?

    Kręcą się i podrywają, ale są męczące jak włażą na tą konsoletę i przeszkadzają tylko. Z drugiej strony się obrażają. Ona nie może tego zrozumieć, dumna jest bo stoi i wszystkie dziewczyny widzą, że ona tam stoi. Płytkie to jest, ale co...

    Jesteś żonaty?

    Nie

    Czyli masz ten komfort psychiczny, że w zasadzie masz...free.

    Tak, mogę sobie wydymać co będę chciał.

    Jakieś imprezki z takimi wyrwanymi z sali laskami, czy raczej spokojnie?

    Wiesz, czasem jak się trafi coś, jak jest jakaś impreza to... od razu zawinąć. Ale ci powiem szczerze, że zawsze moi koledzy szybciej coś wyrwą niż ja.

    Dlaczego?

    Bo ja „kładę na to laskę”, nie mam na to czasu. Po pierwsze nie piję jak pracuję, nie jest mi to potrzebne do pracy, po drugie czkoda czasu. Pójdę i ...wiesz. A z drugiej strony trochę już jestem stary i żony sobie na dyskotece nie poszukam. Zdarzają się wyjątki, ale to jest jeden procent.



    Twoje podejście do prochów?

    Nie biorę, nie brałem i nie będę brał.

    Krótko i na temat! A Twoje ulubione gatunki muzyczne?

    Wiadomo! Housiorki, trochę komercyjne, fajne, mniej komercyjne. Z tą muzyką jest ciężko, jeśli chodzi o granie. I ta muzyka dance’owa, którą trzeba grać z przymusu, to się ją też zna. Są czasami takie numery, które też wpadną w ucho. Jedną rzecz lubię: dobrą polską muzykę.

    Co to jest dobra polska muzyka?

    Nagranie, które jest zrobione z głową. Jest na przykład taki numer, niby tekst bez sensu, „Bania u Cygana”. Ale to ma coś w sobie. Chociaż jest zerżnięte, ale dobrze, że po polsku. Dla mnie to, jeżeli naprawdę mówimy o tej polskiej muzyce – Stachursky. Profesor. Nie ma lepszego w naszym kraju jak na razie. Jeżeli chodzi od strony koncertowej, tym bardziej. Pełen profesjonalizm. W sumie znamy się i śledziłem; ja zaczynałem grać, on zaczynał koncertować. Pamiętam jak się pierwszy raz spotkaliśmy w Koloseum w Warszawie. To były mistrzostwa DJ’ów w scratch’owaniu i tam widziałem pierwszy raz Stachursky’ego, to była jego pierwsza płyta, jego początki i to też były moje początki i tak ciągniemy. On idzie do przodu i ja. I on chyba trochę lepiej finansowo wychodzi.

    Starasz się grać to co lubisz czy raczej to, czego oczekują od Ciebie ludzie?

    Staram się grać to co lubię, w końcu ja rządzę, a oni się muszą dostosować i tak powinno być.

    Czyli despotycznie narzucasz ludziom to co chcesz zagrać?

    Raczej delikatnie. Ja im narzucam, ale oni są tego nieświadomi. Tak to trzeba zrobić i wtedy najlepiej wyjdzie.Najgorzej jak przyjdzie ci szef i spierdoli cały temat, bo powie ci, że grasz techno od wieczora do rana i to się nikomu nie podoba. Wtedy wkładasz płytę i grasz:”Wow! We’re going to Ibiza!” I on jest zadowolony. A ty idziesz zapalasz papierosa i ...

    Może jakaś myśl dla tych, którzy dopiero zaczynają, którzy wchodzą w klimaty związane z DJ’stwem?

    Praca przede wszystkim, trening czyni mistrza. Im więcej grasz, im więcej trenujesz, coraz lepiej ci to wychodzi.

    Przed Tobą PLASA’99. Planujesz coś niesamowitego? Jak zamierzasz to wszystko zaaranżować?

    Jestem załamany. Będę reprezentował nasz kraj w Londynie...

    Duże obciążenie...

    To jest kurczę, strasznie duże obciążenie. Robię dwa dni przerwy i zaczynam. Jakoś trzeba wypaść. Już nie tyle chodzi o mnie, ale żeby, chociaż o naszym kraju coś zabłysnęło. Moim zdaniem jest bardzo dużo dobrych DJ’ów w Polsce, ale...nie mają szansy. Jaką ja mam szansę? Teraz mi się trafiło, muszę ją wykorzystać. Ale jest oprócz mnie jeszcze wielu innych naprawdębardzo dobrych DJ’ów. Nawet lepszych ode mnie. No i co z tego? Jakbyśmy mieszkali wszyscy w Niemczech, to by nam było dobrze, ale niestety mieszkamy w Polsce.

    Czy będziesz się starał przygotować taki blok z dużym użyciem „bajerów”, tak jak to było tutaj, na „Gemini”, czy raczej będziesz się starał zagrać ultratechnicznie, ale bez pokazówek?

    Trzeba zrobić pokazówkę i trzeba zagrać do tańca. I jeszcze jedno. Trzeba to zrobić z pięć razy lepiej niż zrobiłem to tutaj, co jest strasznie ciężkie.

    Rokujesz sobie jakieś miejsce?

    Ostatnie! Człowieku, tam się zjadą z całej Europy! Gdzie ja tam pasuję?!

    O.K. Chcesz jeszcze coś przekazać Dj’om?

    Pijcie Red Bull’a i nie ćpajcie.

    Dzięki za rozmowę.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4050078
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.