Krzysztof Bartyzel

    Wywiad z roku 2000. Mistrzostwa Polski Prezenterów Dyskotek
    Imię i nazwisko: Krzysztof Bartyzel


    Data i miejsce urodzenia:05.09.1975.
    Zainteresowania:wychowywanie sześciomiesięcznego syna Jakuba; przedtem granie, poszukiwanie
    nowych rodzajów muzyki, które przyjmą się w codziennym graniu.



    Wziąłeś udział w Mistrzostwach Polski Prezenterów Dyskotek ’99 w Zduńskiej Woli i ......wygrałeś ! Jak się człowiek wtedy czuje?

    Bardzo się ucieszyłem nie z tego, że zostałem mistrzem, ale z nagrody, którą wygrałem.

    Co to było?

    Zestaw Pioneer’a. Najwyższy model.

    Czy to, że zostałeś mistrzem zmieniło coś w Twoim życiu, zawodzie, w relacjach z właścicielami lokali?

    Od dawna mnie uważali za takiego swojego mistrza, który dobrze kręci muzykę, aczkolwiek to na pewno coś zmieniło. Więcej szacunku jest u ludzi, bo od dawien dawna próbowałem to zdobyć.

    Czy odbiło się to jakoś na zarobkach?

    Nie, ponieważ swoje stawki ustaliłem już dawno i nie zostały one zmienione. Nie wykorzystuję tego też tak bardzo.

    Jak długo przygotowywałeś się do tych mistrzostw? Długo kleiłeś ten blok?

    Kleiłem go tydzień czasu. Codziennie przez tydzień po 15 minut.

    To była jakaś nagła wizja?

    Po prostu stwierdziłem, że czas najwyższy się przygotować, ponieważ w zeszłym roku nie pojechałem przygotowany na mistrzostwa, zawsze kleciłem program na godzinę, dwie przed występami i dlatego nigdy nic takiego szczególnego nie zdobyłem. Zawsze byłem na drugim miejscu.

    Czyli to nie były Twoje pierwsze mistrzostwa?

    Nie. W zeszłym roku startowałem w Grand Prix w Mistrzostwach Polski Prezenterów Dyskotek.

    Co sądzisz o swoich przeciwnikach z Zduńskiej Woli, których miałeś za konsoletą?

    Równie dobrzy byli, mnie się udało i nic nie skopałem, można powiedzieć. Od A do Z zagrałem dobrze i byłem dumny z tego jak zagrałem.

    Czy uważasz się za dobrego DJ’a?

    Czy ja wiem...ciężkie pytanie.Uważam, że dobrze gram. Nie za dobrego DJ’a, gram dobrze. Przede wszystkim nie każdemu człowiekowi w dyskotece DJ dogodzi. Są różne rodzaje muzyki, są różne style, różnie ludzie to odbierają. Ja uważam, że nie ma czasu w dyskotece na wolne, nie ma czasu na przytulańce, dyskoteka jest po to, aby ją rozkręcić na max do godziny pierwszej i trzymać do godziny szóstej, siódmej, tak jak tutaj się to odbywa. Non stop jest pełen power, ludzie mają wyjść, ma im piszczeć w uszach, mają pamiętać, że tutaj byli jak rano staną na nogi.

    Czyli w swoich blokach w ogóle nie grasz wolnych numerów?

    W ogóle nie gram przytulanek. Jeżeli już, to preferuję dużo Ameryki na zasadzie starych powrotów typu 2 PAC, w tym roku Jennifer Lopez, Whitney Houston, ale to też jest bardziej soul niż wolne nagrania.

    Powiedz mi, jak zaczęła się Twoja przygoda z dyskotekami?

    Tańczyłem w zespole ludowym i przez przypadek na pewnej próbie akustyk wyszedł i trzeba było zatrzymać taśmę, a to była jeszcze szpulowa taśma. Ja akurat widziałem, że był napis STOP, zatrzymałem ją i zanim ten akustyk wrócił to ja i cofałem, i do przodu jechałem, i tak dalej, tak jak pani reżyser chciała. To było akurat w Koszalinie. No i ten cały akustyk zaciągnął mnie za kilka tygodni do współpracy, aby popuszczać coś w dyskotece, ponieważ wiedziałem gdzie jest PLAY i gdzie jest STOP. Tak się zaczęło. To był rok 1989. Ale profesjonalnie zacząłem jakieś 4-5 lat temu.

    W ciągu swojej kariery ile dyskotek zaliczyłeś?

    Grałem w około trzydziestu dyskotekach. Dużo, ponieważ nie lubię siedzieć w jednym miejscu.

    Czy te rotacje wynikały z Twojej niespokojnej duszy czy z niezadowolenia z zarobków?

    Ciągnie mnie za każdym razem coś nowego i po prostu szukam nowych kontraktów, nowych wyjazdów, nowych ludzi. Lubię poznawać po prostu nowe klimaty; gdzie jak się bawią.

    Co robisz poza graniem?

    Na dzień dzisiejszy nigdzie nie pracuję, wychowuję syna. Nie mam szczególnych zainteresowań na codzień. Kiedyś prowadziłem jeszcze sklep, ale sklep się skończył. Miałem swoją dyskotekę, ale też się skończyła.

    Twoim zdaniem z dyskoteki da się wyżyć?

    Zdecydowanie. Musi być w dobrym punkcie, musi mieć dobry klimat, dobrego DJ’a, dobrą obsługę i na pewno będzie fajnie.

    Ile przeciętnie zarabia DJ – to wiedzą wszyscy. A ile Twoim zdaniem powinien zarabiać DJ Twojego pokroju?

    Myślę, że DJ mojego pokroju powinien parę złotych mieć na te bułki i jogurt powinno wystarczyć. Ale...nie, to urząd skarbowy bedzie słyszał! Strzelam... myślę że około 3-4000 złotych miesięcznie powinien zarabiać. Powinien, ale nie wiem ile DJ’e zarabiają. Ja dużo mniej zarabiam.

    Więc zapewne dorabiasz. Jakie jest Twoje podejście do boków, dedykacji?

    Moim zdaniem powinien lokal za to płacić. Nie za dedykacje. Lokal powinien tyle płacić DJ’owi, żeby on od dedykacji nie brał już żadnych pieniędzy. Tak jest na całym zachodzie, bo to nie jest sztuka grać dyskotekę i jeszcze brać od ludzi pieniądze, jak nie dość że za wstęp zapłacili, za drinki płacą, za to i za tamto i jeszcze muszą przyjść do DJ’a i prosić za o to czy o tamto za tyle i tyle.

    Czyli nie uznajesz dedykacji i nie bierzesz za nie kasy?

    Nie, ja biorę za dedykację, ponieważ małe są stawki za granie, ale jeżeli ta stawka byłaby odpowiednia, to ja bym z tego zrezygnował.

    Ile kasujesz ludzi za utwór na specjalne życzenie?

    Pewnie chcesz prawdę...Za jeden utwór biorę 20 złotych.

    Taka sytuacja: przychodzi do Ciebie klient i zamawia coś, co absolutnie nie leży w Twoim guście, czego byś nie puścił i daje dobre pieniądze. Co Ty na to?

    Nie ma szans. Obojętnie czy położy walizkę pieniędzy czy da kluczyki od samochodu, który stoi na dole, nie ma szans. Jeżeli gram swoja muzykę, to nie ma takich pieniędzy, które mogłyby to przeskoczyć.

    A co jest takim znienawidzonym przez Ciebie gatunkiem muzycznym?

    Zdecydowanie Disco Polo.

    A polski dance? Chwilami jest taka mglista różnica.

    Staram się w granicach możliwości wypromować muzykę, która czasami niektórym się uda. Przede wszystkim lubię Norbiego. Norbi gra nawet fajną muzykę, chociaż jego ostatni numer jest totalnie do bani, ale wcześniejsze są całkiem fajne. Oprócz niego może Stachursky’ego, D-Bomb, Yaro, no jest jeszcze paru wykonawców polskich, którzy wpadną w ucho.

    Pytanie – ciekawostka: ile Ci się udało najwięcej zgarnąć za jedną dyskotekę?

    Nie, nie będę mówił takich rzeczy.

    Wszyscy mówią, więc nic już nas nie zdziwi.

    Naprawdę? Mój rekord to jest 4000 dolarów. W tamtym roku. To było z boków w ciągu jednego wieczoru. Normalna dyskoteka. Rekored w polskich pieniądzach to 3800 złotych w tamtym roku tutaj.

    Masz weryfikacje jakiegoś stowarzyszenia, klubu?

    -Nie. Nie brałem udziału w żadnych kursach.

    A czy masz wśród DJ’ów jakiego „guru” godnego według Ciebie naśladowania?

    Raczej pracuję indywidualnie, ponieważ w Polsce nie ma czegoś takiego, żeby można było torować sobie drogę i montować swoje klimaty, które ludzie by przyjęli bez promocji ogólnej. Sam staram bawić się w swoim wykonaniu.

    Masz żonę jak wiemy. Poznałeś ją na dyskotece?

    Tak. Podobno żony nie poznaje się na dyskotece, nie można poznać na dyskotece. A ja ją poznałem cztery lata temu, znaliśmy się dużo wcześniej, ale nigdy zbytnio ze sobą nie rozmawialiśmy, aczkolwiek od czterech lat jesteśmy razem, od roku jesteżmy małżeństwem, a od sześciu miesięcy mamy syna.

    A jak ona zapatruje się na dyskoteki? Wiadomo, mnóstwo kobiet się przewija. Czy jest jakoś wybitnie zazdrosna?

    Nie, już się przyzwyczaiła do tego. Jest to po prostu moja praca. Gdybym z tego zrezygnował, to musiałbym co innego robić.

    A jak Ty sobie z tym radzisz?

    A ja sobie z tym radzę świetnie. Mam obrączkę i mam na czole wypisane, że jestem żonaty.

    A jak sobie radziłeś przed „zaobrączkowaniem”?

    No, jest to jakaś tam „ciągotka” za każdym razem. Za każdym razem są inne kobiety z każdego miasta, przynajmniej teraz - w wakacje. Codziennie jest nowa Naomi, codziennie jest nowa piękna modelka i naprawdę, czasami to aż ściska w pewnym miejścu, aczkolwiek gra się dalej i idzie się do domu.

    Były czasy, że imprezowałeś mocno?

    Na pewno były czasy, kiedy było wesoło, ale te czasy się skończyły w momencie kiedy poznałem swoją przyszłą żonę i naprawdę od tamtej pory jestem wierny w stu procentach.

    Żałujesz?

    Nie, w żadnym wypadku. Naprawdę czasami się śmieję z tego wszystkiego, co było parę lat temu.

    O.K. A teraz z innej beczki. Twoje ulubione gatunki muzyczne.

    Przede wszystkim house i soul. I to gram zdecydowanie. Dużo house’u, troszeczkę techno, takiego lekkiego. Można powiedzieć „Love Parade”. Moim hasłem zawsze o godzinie dwunastej, do czego przyzwyczaili się ludzie to jest „Love Parade”, które zawsze gram i w tym roku to się przyjęło niesamowicie. Zawsze grałem jako „Inwazja Mocy” takie tąpnięcia i w tym roku jestem zaszokowany, bo przyjeżdżają tłumy z Poznania, z Łodzi, z Warszawy. Właśnie na weekend, żeby o godzinie dwunastej wystartować, skończyć o godzinie siódmej nad ranem. Jest non stop rąbana „Love Parade”. A co z komercją?

    Jest ona, ale nie jest u mnie w płytach. Występuje na zasadzie: raz zagrane, do odbicia haczyka do zagrania największych hitów z list przebojów. I gram dalej.

    Wiemy już, że starasz się grać przede wszystkim to co Ty lubisz, ale czy próbujesz też grać „pod ludzi”, żeby ich maksymalnie uszczęśliwić czy próbujesz ich w jakiś sposób wychować, narzucając im swoją muzykę?

    Zawsze gram pod ludzi. Zawsze oni są priorytetową sprawą przy wyjściu z dyskoteki. Oni muszą być zadowoleni, tak więc 95 % ludzi, którzy przychodzą do tej właśnie dyskoteki w której gram to ludzie, którzy akurat podbiegli pod to, co ja najbardziej lubię.

    Pytanie pozakonkursowe:mistrzostwa, w których brałeś udział niektórzy ludzie z branży uważali za „pirackie”, za takie które nie powinny się odbyć. Było wokół tego mnóstwo szumu. Jakie jest Twoje zdanie na ten temat?

    Powiem otwarcie. Startując w mistrzostwach w 1998 roku, ktoś powiedział mi, że nie znalazłem się w pierwszej trójce dlatego, że na każde mistrzostwa pojechałem nieprzygotowany. Ale nie sztuka jest przygotowywać się za każdym razem, wyskoczyż na scenę jak pajac, Przebrać się zaśpiewać „obladi oblada” czy wykrzyczeć, tak jak jeden z Warszawy wykrzyczał: „trzy, dwa, jeden, jeden, dwa, trzy!” i powiedział zamiast „trzy” od razy „pięć”, i miał chyba czwarte miejsce, trzecie miejsce miał chłopak, który wyszedł na scenę, grał muzykę, za nim modelka chodziła z szarfą z papieru toaletowego, na której było napisane „Miss lata ‘98” i on grał „Lato” F.N.S. i takie totalnie bzdetne tematy i on miałtrzecie miejsce. Piąte chyba miejsce miał chłopak, który zagrał Rock’n’roll’e, gdzie wiadomo, że zagra to każdy DJ i każdy DJ pociągnie publikę na starych tematach i jest to tak oklepane, że szkoda się wypowiadać na ten temat. Po drugie, w tych warszawskich mistrzostwach przez ileś tam edycji była jedna nagroda tzn. za każdą edycję była jakaś nagroda. Na samym końcu były nagrody firmy Denon. Denon 2700, Denon 2000 i mixer. Denon 2700 nie nadaje się totalnie do dyskoteki, mogą to zresztą powiedzieć Mistrzowie Polski, którzy to wygrali. Do tej pory nie mogą tego sprzedać, bo nikt nie chce tego kupić. Za drugie miejsce był Denon 2000, który kosztuje ok.3800 złotych. Za trzecie miejsce był mixer. Czyli za te pięć edycji były nagrody wartości ok. 12000 złotych. Ja pojechałem na jedną edycję tu, do Zduńskiej Woli i wygrałem sprzęt za 12000 złotych. Gdzie, według mnie, facetktóry organizował te zawody niby pirackie, postawił się na wysokości zadania, bo sponsor głównej nagrody się wycofał. Pojechał do sklepu, wybecalował sto parę baniek, kupił ten sprzęt, żeby nie wyglądało, że tak a nie inaczej jest. A czy mistrzostwa nie powinny być tak organizowane, że przyjeżdżam na żywca, losuję dziesięć płyt, z tych płyt mam zagrać 15 minut, rozbawić publiczność, coś powiedzieć i zagrać tak, że wszystko ma być złozone tematycznie, złożone blokami, złożone bitowo. To jest dla mnie DJ lub prezenter.

    A Twoje prywatne zdanie na temat tych „wojen”, które się toczą między DJ’s 4 DJ’s, a DEE JAY Mix Club?

    Moim zdaniem toczy się wojna o pieniądze. Jest powiedzmy trzystu Dj’ów w Polsce, stu odbiera tutaj, dwustu odbiera tutaj. Chodzi o rynek tylko i wyłącznie. Warszawa – niby to wszystko jest legalnie, ale z jakim opóźnieniem. DJ’e mają promować to wszystko, a nie grać dopiero wtedy, kiedy radio to tak rozegra, że ludzie nie mogą tego słuchać. Taka jest prawda. Radio to rozegra, a kiedy dostaje się z Warszawy płyty, za cenę taką, że się w głowie nie mieści, bo za roczne odebranie prenumeraty płyt, można by wiele sobie kupić.

    Podejście do CDR’ów. Jakieś zastrzeżenia?

    Nie mam zastrzeżeń. Popatrzmy na telewizję. Czy Philliphs nie reklamuje: „Nagraj sobie płytę”. Reklamuje sam i każdy DJ powie,że ma nagrywarkę stacjonarną w domu. I nie wierze, żeby każdy DJ, oprócz DJ który gra z czarnych, nie nagrywał sobie płyt. Chociaż Ci, którzy grają z czarnych i tak nagrywają. Więc dojdzie w końcu do tego, że w Warszawie nikt nie będzie kupował płyt. Bo wielu DJ’ów wystartowałoby na mistrzostwach łódzkich. Wszyscy DJ’e, którzy startowali w mistrzostwach warszawskich przyjechało na mistrzostwa łódzkie i wystartowaliby, gdyby nie zakaz startowania na trzy lata w warszawskim cyklu. Moim zdaniem taka próba monopolizacji rynku jest...ujmę to tak: po wygraniu mistrzostw w Zduńskiej Woli niby nie mogłem startować w mistrzostwach Gemini, aczkolwiek na drugi dzień otrzymałem telefon z firmu CeTo i dostałem zaproszenie do mistrzostw. Poprosili mnie tylko, żebym nie występował w jakies tam następnej miejscowości, bo będzie tam Duma. Zeby tylko tam mnie nie było, a żebym przyjechał na następne. Więc albo ci faceci powinni się dogadać między sobą, albo nie wiem co. Prawda jest taka, że na wojnie między tymi ludźmi, tymi dwoma grupowaniami traci nikt inny jak DJ. Bo co mi po koszulkach, co mi po emblematach? Już nikt nie nosi, prawdę mówiąc, DEE JAY Mix Club. W tym chodzą chłopaki, którzy nie obrażając, grają na wioskach. Ma napisane DEE JAY Mix Club na koszulce, na czapce to samo...To jest DJ! Teraz chłopaki, którzy graja chodza w koszulkach Pioneer z gramofonami z tyłu albo chodzą w zwykłych koszulkach. To są ludzie, którzy naprawdę coś grają.

    Czy jest coś, co chciałbyś przekazać młodym, startującym DJ’om, którzy dopiero zaczynają przygodę z tym wszystkim.

    Pierwsze co chciałbym im powiedziec, to żeby nie lecieli na pieniądze. Że jak gra muzykę, przy której w tej chwili na parkieci tańczy 1000 osób i przychodzi gość i kładzie mu „bańkę” za nagranie na przykład DJ Bobo czy Stachursky’ego, to żeby nie lecieli na te pieniądze, bo te 1000 osób za chwilę czymś rzuci w niego. Niech tego nie robią, bo to jest najgorsza rzecz, jeżeli będą lecieli na pieniądze. Pieniądze to jest dodatek. Ja dopiero od dwóch albo od trzech lat zarabiam pieniądze w wakacje, ponieważ od pięciu lat wyrabiam sobie markę. I ta marka właśnie polega na tym, że kreuję muzykę dla wszystkich ludzi. Ja na samym początku nie chciałem od ludzi pieniędzy za życzenia, grałem to, co mi się naprawdę podobało. Uczyłem ludzi, że DJ Bobo jest naprawdę beznadziejny, bo jest to jakieś wydanie Disco Polo w innym języku i tego się nie powinno grać. Dr Alban cały czas młóci na jedno kopyto i to też jest bez sensu. I po roku czasu wszyscy przychodzili i zamawiali Faithless. A to już jest gatunek.

    Dziękuję za rozmowę. K.R.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4215946
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.