Reklama

    Producent Muzyczny

    Wywiad z producentem muzycznym.

    Jesteś producentem muzycznym, co to słowo tak naprawdę znaczy?

    Zajmuję się całą szatą muzyczną, wszystkim co ma związek z muzyką

    czyli nagranie, często też kompozycja, aranżacja. Generalnie wszystko od idei powstania utworu do kompletnej formy. Mam ten komfort, że mam swoje studio, więc utwór komponuję u siebie.

    Czyli jesteś człowiekiem, który robi za zespół czarną robotę?

    Ja wiem czy czarną robotę? Dla mnie to jest przyjemna robota. Fajnie jest patrzeć jak to brzmienie powstaje, jak to się wszystko kreuje.

    Jak wygląda taka praca? Przychodzi do Ciebie ktoś z pomysłem i co dalej?

    Akurat w moim przypadku ja sobie wyszukuję ludzi, mam swoją bazę wokalistów, wokalistek i w zależności od utworu sięgam do tej bazy. Przychodzi na przykład wokalistka i śpiewa do podkładu muzycznego. Idzie do domu, a ja to wszystko produkuję. Potem to się ukazuje na płytach, singlach pod różnymi pseudonimami. Takim projektem, o którym ty mówisz, że ktoś przychodzi, był COOLMAN czyli Carlos. On przyszedł i powiedział: słuchaj, zróbmy coś. Najpierw się zastanawialiśmy jak tego Carlosa ubrać w sensie muzycznym, co z nim zrobić, jaką muzykę. Musieliśmy pogadać czego on słucha, a później powstawały sukcesywnie utwory.

    A jak wyglądałaby droga człowieka, który przyszedłby do Ciebie i powiedział: słuchaj mam super pomysł, super muzę. Wziął syntezator, zagrał parę nut i porosił, żebyś coś z tego zrobił?

    Właściwie nie ma jakiejś reguły. Przychodzi człowiek i prezentuje to, co ma do zaprezentowania i ja razem to wspólnie aranżujemy. Taki człowiek z ulicy nie wie, że taki utwór musi być wyprodukowany, on nie wie, ze musi być nagrany, że musi odpowiednio zabrzmieć. Pamiętaj o jednej rzeczy, że utwór muzyczny z reguły trwający 3-4 minuty, musi nieść w sobie jakąś ekspresję, jakiś przekaz. To jest mało te 4 minuty. To nie mogą być refleksje czy dywagacje na różne tematy, tylko konkretna forma muzyczna.

    Wracając do Twojej poprzedniej wypowiedzi, jesteś producentem, który ma bazę wokalistek, wokalistów. Ty tworzysz tą muzykę od A do Z, natomiast ci, którzy występują są „aktorami”?

    Niekoniecznie, bo jeśli ktoś ma swoją ideę, przyjdzie i wie czego chce i powie, lapidarnie mówiąc, słuchaj, zrób tak, żeby było fajnie, to jest zupełnie co innego. Natomiast takich osób w swoim życiu spotkałem niewiele. Z reguły ludzie przychodzą do producenta od razu z pozycji wyczekującej i myślą, że ja od razu ich wykreuję, zrobię z nich gwiazdę. A ja jestem tylko od muzyki. Od teledysku i marketingu jest firma płytowa. Ja jako producent idę z tym materiałem do firmy płytowej i oferuję jak towar.

    Natomiast nikogo nie dziwi, że na przykład cała czołówka z VIVY, jest robiona w ten sposób, że jest jakaś tam osoba, a za tą osobą stoją producent czy dwóch, którzy tym wszystkim manipulują. Najlepszy przykład to Vengaboys. Kilka osób zebranych dlatego, że ładnie tańczą, a jest tajemnicą poliszynela, że w studio śpiewa ktoś inny i że dwóch podstarzałych gości całkiem nieźle robi tą muzykę. Muzyka jest po prostu towarem. Trzeba ją ładnie opakować, ładnie sprzedać i ona musi dotrzeć do konsumenta. Przecież ja nie komponuję dla siebie, ale po to, żeby z tą muzyką wyjść. Właściwie zawód czy to producenta czy kompozytora jest zawodem stricte ekstrawertycznym.

    Masz rację. Wygląda to tak, że producent czy producenci np. grupy Erotic robią to samo. Utwory brzmią tak samo, wychodzą nowe płyt, zmieniają się natomiast twarze w grupie.

    Tak jak mówię, dzisiaj to nikogo nie burzy, ale ja pamiętam czas, to był schyłek lat 80-tych, jak Frank Farian zrobił, bo tak to trzeba określić, zespół Milli Vanilli. Później się okazało, że to nie tych dwóch gości występuje, tylko dwóch starych, czarnoskórych śpiewa w studio. Pamiętam jaka wtedy była afera, wszyscy podnieśli krzyk. Oni byli pierwsi, dzisiaj to już nikogo nie dziwi. Poza tym te wszystkie niemieckie projekty techno, house są anonimowe. W teledyskach czy na koncertach występuje jakaś osoba, która tańczy, natomiast całym kreatorem jest ten producent, który za tym stoi, który to komponuje, miksuje i tak dalej. W Polsce jeszcze nie. W Polsce ludzie muszą mieć Heńka, Staszka, muszą mieć ludzi, zespół. Zresztą umówmy się, jest to też związane ze stylem muzycznym, który się robi. Wiadomo, że w przypadku zespołu rockowego jest to naturalne. Spotyka się czterech czy pięciu ludzi, którzy kochają tego rocka. Oni siedzą, komponują, idą do studia, nagrywają i później wychodzą jako zespół na koncert. Natomiast mnie jako producenta, poruszającego się w sferze techno, house, obowiązują inne kryteria. Tutaj nie musi być zespołu, tu są akty. Na listach przebojów są nazwy zespołów, a nie nazwiska producentów. Owszem, jest odpowiednia kasta ludzi, na przykład w Niemczech, którzy są postaciami kultowymi. To Frank Farian, Mouse T i paru innych. Oni są znani jako producenci. Jednak większość pozostaje anonimowa. Ludzie wiedzą najczęściej kto to wykonuje, kto się porusza na scenie.

    Czy jako producent, poruszający się w kręgach techno, house możesz powiedzieć czy polski rynek jest gotów na przyjęcie tego typu muzyki?

    Ja zawsze mówię, że ja produkuję elektroniczną muzykę do tańca, tego się trzymajmy. Dance w Polsce jest źle kojarzony, więc trzymajmy się tej elektronicznej muzyki do tańca. Powiem tak: Polska jest ostatnim krajem europejskim, jest ostoję rock’n’roll’a, nie wiem czy jeszcze gdzieś w Europie 99% rynku to rock czy pop, czy tak jak teraz w Polsce muzyka ludowa, grana za pomocą gitar, perkusji i instrumentów pomocniczych. Zauważ, że te wszystkie fale techno, house, rave ominęły Polskę szerokim łukiem. Właściwie to jest dziwne, bo Polska nie leży gdzieś tam na Syberii tylko leży w centrum Europy. Nasza kultura muzyczna nie jest inna, nie równi się od kultury niemieckiej czy holenderskiej czy francuskiej.

    A dlaczego wybrałeś elektroniczną muzykę do tańca?

    Bo ją lubię. Bo najlepiej taką muzykę czuję.

    Mimo, że w Polsce ten rynek praktycznie nie istnieje?

    A dlaczego ja musze zawsze z rynkiem iść? Jak ktoś mnie pyta jaką muzykę grać, co się będzie grać w następnych latach, ja mówię: graj swoje, co czujesz, co lubisz, a czas cię doścignie. Jak ktoś jest konsekwentny, to czas go doścignie.

    Jak żyje się producentowi w polskiej rzeczywistości?

    Nerwowo. Strasznie nerwowo. Prowadzenie kwadratowych rozmów, brak stabilizacji na tym rynku. Zobacz jak to wszystko wygląda. Tu nie ma w Polsce kasty muzycznej, nie ma gwiazd, które są od lat. No, może oprócz Maryli Rodowicz, która jest absolutną gwiazdą, typową jak na warunki zachodnie. Mój dobry przyjaciel, Grzegorz P., który zmasteringował kilkaset płyt, którego nazwisko ukazało się chyba na każdej płycie, jaką w Polsce wydano, gdyby on jutro zakończył swoją działalność, to nikt by tego nie zauważył. Czy jakaś polska gwiazda, która dzisiaj jest na topie, gdyby jutro zniknęła nagle, nikt by się nie zainteresował, dlaczego tego nie ma, dlaczego nie nagrywa nowej płyty. Poza tym nie ma rynku singlowego To jest olbrzymią zmorą w Polsce. Tu od razu wszyscy biorą się do produkcji płyt długogrających, do LP. Znajduje się debiutanta, robi mu się płytę, a później wszyscy się dziwią, dlaczego to się nie chce sprzedawać. Singiel jest jakąś formą badania rynku, poza tym na singlu są remiksy. Remiksy w Polsce mają trochę inne pojęcie jak remiksy w innych krajach. W Polsce większość remiksów to po prostu wydłużenie utworu, poprzestawianie klocków typu podwójny wstęp, refren pięć razy pod rząd i to jest polski remiks. A remiks to jest właściwie budowa tego samego utworu od początku. Na bazie wokalu na przykład. Ja mógłbym tak godzinami narzekać.

    Narzekaj…

    Narzekam, ale z wiarą, że coś się ruszy w tych głowach. Przecież cała Europa największe pieniądze zarabia na tej muzyce tanecznej. A w Polsce? W Polsce dalej gra się rocka. Ja nie wiem czy to spowodowane tym, że 50 lat była komuna. Ci sami ludzie grają ciągle te same piosenki. Ile w tej chwili się odgrzewa starych kawałków. I ja nie mówię, żeby to były covery czy produkcje na nowo zrealizowane, tylko w oryginalnych wersjach sprzed 20-30 lat. W kółko gra się te same numery. Jest mało świeżego powiewu, mało nowych twarzy. Firmy płytowe boją się inwestować, bo wychodzą z założenia, że to i tak się nie sprzeda. Uważam, że to właśnie firmy płytowe w Polsce przegapiły gdzieś ten moment, bo to one kreują, stwarzają platformę dla danego gatunku muzycznego. I ta platforma dla gatunku elektronicznego nie została stworzona, mimo że w Polsce są tysiące ludzi, którzy w domach na komputerach, za pomocą programów czy syntezatora tworzą i to są często fajne, ciekawe rzeczy. Tylko dla ludzi z firm płytowych muzyka techno kojarzy się z ufta ufta.

    Ale wszystkie te firmy są przecież oddziałami wielkich zachodnich koncernów.

    Tak, ale firmy francuskie czy niemieckie też są oddziałami tych „matek” czyli USA. Świetnie się przeciwstawiają temu, co chce się z ameryki do Europy przemycić. Dlaczego Niemcy byli w stanie wygenerować taką scenę? Owszem, to też ma związek z zamożnością społeczeństwa, z kulturą społeczeństwa. U nas ta kultura jest młoda, wiadomo jakie spustoszenia zrobił komunizm. Tu nikt nie patrzy, że jakąś firmę trzeba powoli, sukcesywnie rozwijać. Nie ma interesu w pięć minut.

    Wniosek jest taki, że trzeba zmienić połowę personelu w polskich oddziałach koncernów płytowych.

    To ty to powiedziałeś. Chociaż tu nie chodzi o zmianę personelu. Tu się musi coś wydarzyć, przyjść nowy powiew. Wszyscy narzekają, że się nic nie sprzedaje. A ja często sobie zadaję pytanie: dlaczego ma się sprzedawać? Jest masa tytułów polskich, które się nie sprzedają, bo nikt tego nie chce kupować. W Polsce sprzedają się jedynie składanki dance’owe i taneczne, rzeczy”z katalogów zachodnich. To się sprzedaje. O ten rynek trzeba dbać. Trzeba dbać o artystów, o ludzi, o producentów. Musi być zainteresowanie, a w tej chwili to zainteresowanie jest minimalne.

    Nie uważasz, że dość dużą przeszkodą, pomijając politykę marketingową firm, są ceny płyt dość wygórowane jak na polskie realia?

    Jestem ostrożny w tego typu dywagacjach, ponieważ muzyka jest zawsze takim chłopcem do bicia. Dlaczego nikt się nie buntuje, że pralka czy samochód kosztuje tyle i tyle? Chcesz kupić dzisiaj dobry samochód, to musisz zapłacić sumę X i nikt nie podważa, że ten samochód jest o 10-20 tysięcy za drogi. A przy muzyce od razu.

    Ale przyznasz, że Niemiec za 0,1% swojej pensji może kupić dziesięć płyt, a Polak pół płyty.

    Oczywiście, tylko zauważ, że w Niemczech od 50 lat kształtuje się kultura kupowania płyt, tam się w piątek po pracy idzie do sklepu i kupuje płyty. A u nas nie ma tej kultury, bo niby skąd. Pamiętam czasy, kiedy całą noc stało się pod sklepem, żeby jakąś nową płytę zespołu polskiego kupić. Poza tym to zachodnie kompakty są drogie. Polska płyta kosztuje jakieś 20-30 złotych.

    30-40 złotych.

    No, to zostają kasety. Ponieważ jest zamożność społeczeństwa taka jaka jest, więc ta siła nabywcza jest inna. My się porównujemy do zachodu. Ale jak sam powiedziałeś, tam są inne pensje, natomiast ceny są zbliżone. To też jeden z aspektów dlaczego jest tak jak jest. Ja w studio muszę kupić sobie sampler czy syntezator, ja mieszkając w Polsce, zarabiając w Polsce, kupuję to urządzenie tak jak mój kolega Niemiec czy Anglik za tą samą cenę, a nawet drożej. I też się nie buntuję, że w Polsce jest za drogo, bo nie musze tego kupować jak mnie nie stać.

    Jak wygląda praca producenta w Polsce, a jak na przykład w Niemczech?

    Jeśli chodzi o organizację pracy, to Niemcy słyną z tego, że są świetnymi organizatorami, są konkretni, bardzo precyzyjni. Jeśli chodzi o samą pracę, to pracuje się tak samo. Też się kręci gałkami, tak samo się aranżuje, też się komponuje. Tylko że ten niemiecki producent nie ma tego stresu w sensie wydania, ponieważ jest tych firm mnóstwo. Na korzyść Polski przemawia fakt, że tu nie ma w ogóle producentów poza paroma, których można policzyć na palcach dwóch rąk.

    Producent oprócz tworzenia muzy troszczy się o to, żeby ktoś ją potem wydał czy też jest to sprawa kogoś innego?

    W Niemczech tak jest. Zawsze musisz pamiętać, że producent pracuje zawsze w konsolidacji z artystą i obie strony dążą do jednego celu. Tu jest praca zbiorowa. Najczęściej jest tak, że producent bierze materiał pod pachę i idzie to oferować firmie płytowej.

    Cofnijmy się w przeszłość. Jak to się stało, że zająłeś się tą właśnie dziedziną?

    Już w przedszkolu wygrywałem konkursy w śpiewaniu (ha ha) to jest bardzo ważne. Muzyka zawsze mi towarzyszyła. Poszedłem do szkoły muzycznej, gdzie wykładano klasykę. Natomiast zacząłem chyba jak co drugi: od Beatles’ów. Ale zawsze chciałem robić taką muzykę jaką robię czyli elektroniczną muzykę do tańca. Kupowałem jeden syntezator, drugi, później piąty, później dziesiąty. Sukcesywnie kupowałem sprzęt i w pewnym momencie nie musiałem już korzystać z jakichkolwiek studiów nagrań. Sam siedziałem przed swoimi urządzeniami w domu i tak powstawały różne impresje muzyczne.

    Czy brałeś udział w jakichś projektach muzycznych, czy grałeś w zespole, może byłeś DJ’em?

    Aaach, oczywiście! Grałem w zespołach, kiedyś rockowych, później grałem w restauracjach, co było uwarunkowane pieniążkami, w kościele grałem. Później przyszedł przełom, kiedy wkroczyły firmy płytowe i zaczęło się coś dziać.

    Byłeś organistą w kościele?

    Byłem. Jako młody, nastoletni chłopak zarabiałem całkiem przyzwoite pieniądze. To był bardzo fajny epizod w moim życiu i właściwie więcej mi dał niż szkoła muzyczna.

    A jak długo zajmujesz się produkcją?

    No, już 10 lat. A tak w ogóle to od piątego roku życia, jak poszedłem do ogniska muzycznego.

    Jak wyglądało Twoje studio, jak zaczynałeś?

    Miałem mały mikserek firmy Boss, jeden syntezator. Później z czasem przybywało nowych urządzeń. Teraz wszystko poszło w stronę software’u i wiele rzeczy jest robionych wewnątrz komputera. To jest też rewolucja. Niedługo ta muzyka będzie generowana głównie przy pomocy komputera. Dzięki temu, że to wszystko jest coraz tańsze, jest coraz bardziej dostępne dla młodych ludzi, których nie stać na zainwestowanie w sprzęt do grania.

    Jakie najważniejsze sprzęty składają się obecnie na Twoje studio?

    Dwa duże samplery AKAI S-3000 XL, parę syntezatorów, komputer Macintosh G3, cała góra urządzeń peryferyjnych, efekty FX i konsoleta mikserska. Jeśli chodzi o software, to pracuję na Cubase VST 4.0, Pick edytor plus mnóstwo dodatkowych plagin’ów.

    Tak naprawdę stworzenie studia dla przeciętnego napaleńca jest chyba poważną barierą finansową?

    Teraz mniejszą, ale wciąż to jednak kosztuje.

    Czy sprzęt, którego używasz jest tym, co chciałeś mieć od początku? Czy zadowala Cię na tyle, że nie musisz się przesiadać na coś lepszego.

    Wiesz, ja bym codziennie kupował coś nowego, ale niestety fundusze mi na to nie pozwalają. Mam to, co w danym czasie było aktualne, ale to oczywiści się wszystko starzeje i ja non stop muszę coś dokładać do tego. Technologie idą naprzód, wchodzi teraz nowa technologia 24-bitowa z 96Hz i to jest nowe wyzwanie. Sprzęt trzeba przestroić czyli dokupić nowy, który pracuje w tych technologiach. Studio to jest zawsze beczka bez dna. Poza tym o studio trzeba dbać, trzeba czyścić. Tak jak o samochód.

    Czy mógłbyś dać jakąś radę przyszłym producentom?

    Ja nic nie mogę radzić, bo to się samo generuje. Kupuję syntezator, drugi i nagle staję się producentem. Producent to nie jest zawód. Producentem stajesz się automatycznie, masz sprzęt, uczysz się go obsługiwać i już. My to nazywamy producentem, ale równie dobrze można być kreatorem dźwięku. W pewnym momencie zaczynasz robić coś za pieniądze, zaczynasz z tego żyć, zaczynasz pracować dla ludzi, nagrywać dla ludzi i nazywają cię producentem.

    No dobra, a co mają zrobić ci którzy chcieliby zasmakować „zawodu” producenta?

    Mieć dużo silnych nerwów, samozaparcia, wytrwałości. A tak dla początkujących: najpierw wyuczyć się dobrego zawodu. Ślusarza, murarza, bankowca czy adwokata, bo to zawsze dobrze mieć. Gdyby się noga powinęła, gdyby nie wyszło. Od tego trzeba zacząć, że tworzenie tej muzyki jest zajęciem wybitnie emocjonalnym. Tutaj nie ma ustalonych kryteriów, kanonów, wszystko jest oparte na emocjach. Nawet współpraca producenta z gitarzystą, czy gitarzysty z wokalistą. To wszystko opiera się na emocjach. I to jest bardzo ważne.

    Dziękuję za rozmowę.

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3884995
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.