Reklama

    Ćpając muzykę - Wywiad z Kaniwą

    MiniaturkaJego koncerty to prawdziwe spektakle, na których usłyszeć można świetnych instrumentalistów i zobaczyć aktorów odgrywających sceny specjalnie zaaranżowane na potrzeby przedstawienia. Sam tworzy swoje teledyski, zajmuje się zarówno reżyserią, aranżem, montażem, jak i produkcją muzyki.

    Dwukrotny zdobywa Muzycznego Scyzoryka, często porównywany do Magika czy L.U.C’a, sam o swojej muzyce mówi tak: „Wiem jedno – muzykę będę robił całe życie. Nie ma już odwrotu, ćpam ją codziennie, zasypiam w słuchawkach i jestem na maksa uzależniony. Dopóki będę zdrowy i mój umysł, i ciało, będą mi posłuszne, nie odstąpię na krok, aby się w tym realizować (…), jeżeli ktoś się mnie zapyta, jaki rodzaj muzyki robię, odpowiem – szczery”.  Najnowszym projektem Filipa Seweryna, znanego pod pseudonimem Kaniwa, jest Pismo neumatyczne – spektakl muzyczny ocierający się o trip hop z dozą psychorapu.

    Skąd tytuł Pismo neumatyczne?

    Neumy były znakami określającymi w ciągu melodii wysokość, dynamikę oraz długość dźwięku, zanim wymyślono nuty. Jako że produkuję muzykę i całość tworzę z tzw. słuchu, nie znam się profesjonalnie na nutach (co skoryguję, jak tylko znajdę czas i środki na ich naukę). Zatem pismo neumatyczne to taka metafora do początku mojej przygody ze światem pięciolinii i jej czarnych współtowarzyszy, tworzących razem zapis nutowy.

    Sam zajmujesz się reżyserią, montażem, animacją, zdjęciami – praktycznie wszystkim. Jak znajdujesz na to czas? Dlaczego zdecydowałeś się robić to wszystko na własną rękę?

    Wychodzę z założenia, że jeżeli się chce i ma się chęci plus determinację, to wiele można osiągnąć. Po imaniu się różnorakich prac, od stolarki poprzez etat w fabrykach czy sortowaniu śmieci i ich belowaniu, teraz pracuję jako producent muzyczny. Zajmuję się różnymi formami – od komponowania i pełnej produkcji utworów do gier komputerowych, aplikacji multimedialnych, po lektorkę, miks z masteringiem oraz montaż i produkcję wideo. Oddaje się temu całościowo, bez półśrodków. Do dzisiaj nie mam prawa jazdy, bo każde pieniądze idą na potrzeby produkcji muzyki lub kolejnego pomysłu na teledysk plus wydatki życia codziennego. Życie „towarzyskie” jak na razie poszło w odstawkę i dobrze mi z tym, bo mogę większość czasu poświęcić na to, co kocham, czyli na komponowanie nowych utworów i wideoklipów. Jeżeli ma się pomysły i czegoś się naprawdę chce, zawsze się znajdzie czas na zrealizowanie tego, chociaż łatwo nie jest. Wszystko robię na własną rękę, bo tylko ja wiem dokładnie czego mi potrzeba, jaką mam wizję finalnej formy i jak chcę żeby to wyglądało. Poza tym taki przykład: jeżeli ktoś jest, dajmy na to, miłośnikiem wyścigów samochodowych i ma do tego odpowiednie auto i tzw. pazur, to nie odda go innemu kierowcy i nie będzie się patrzył jak tamten jeździ tylko sam zasiądzie za kółkiem.

    Ile czasu zabiera ci praca nad jednym teledyskiem? Skąd czerpiesz pomysły i materiały, bo przecież możemy zobaczyć zarówno fragmenty starych bajek Disney’a jak i świetne animacje?

    To jest zależne od rodzaju teledysku. Jeden zrobiłem kiedyś z papieru – jego produkcja zajęła mi trzy miesiące, a i tak z niezadowalającym dla mnie finałem – z racji braku odpowiedniego sprzętu i finansów. Promomix Pismo Neumatyczne natomiast zrobiłem w 29 dni, tj. 6 teledysków, przy czym pięć z nich było robionych u mnie w przedpokoju, na tle zielonego płótna, a kamera stała na desce do prasowania, bo nie miałem statywu. Sam montaż, bez zaawansowanych efektów specjalnych, trwający koło czterech minut, jestem w stanie zrobić w jeden dzień, w pełni profesjonalnie się temu oddając. Jeżeli w grę wchodzi sporo animacji, czas analogicznie się wydłuża. Pomysłów mam od groma, nawiedzają mnie non stop. Gdybym chciał je wszystkie zrealizować, musiałbym wypić eliksir długowieczności, a i tak w trakcie ich realizacji zagościłyby nowe. Biorą się one jedynie z mojego życia i wyobraźni, ja jestem tylko ich władzą wykonawczą. Co do utworu Spalam Zegary, rzeczywiście, pojawiają się początkowo momenty bajek (każde ujęcie i urywek zawiera w sobie symbolikę czasu), które tak jakby potęgują we mnie, podczas oglądania telewizji, chęć spalenia wszystkich zegarów i odzwyczajenia się od czasu, rutyny, swego rodzaju stoicyzmu społecznego.

    Zależy ci na rozgłosie czy wolisz pozostać artystą niszowym, bardziej alternatywnym?

    Wiem jedno – muzykę będę robił całe życie. Nie ma już odwrotu, ćpam ją codziennie, zasypiam w słuchawkach  i jestem na maksa uzależniony. Dopóki będę zdrowy i mój umysł, i ciało, będą mi posłuszne, nie odstąpię na krok, aby się w tym realizować. Nie zastanawiam się nad rozgłosem – zobaczymy, życie pokaże i zweryfikuje moją twórczość. Wiadomo, że pięknie by było, gdybym znalazł wydawcę i mógł to pokazać szerszemu gronu słuchaczy i widzom z otwartymi umysłami, ale nie po trupach ani za wszelką cenę. To wszystko musi się godzić z moim honorem twórczym i jeżeli ktoś się mnie zapyta, jaki rodzaj muzyki robię, odpowiem – szczery.

    Zdjęcie

    W jaki sposób zamierzasz promować swoją twórczość? Gdzie ludzie mogą posłuchać Kaniwy? Jak często grywasz koncerty?

    Nie mam menadżera, żadnej promocji czy kontraktu z wytwórnią, fanpage’a na Facebooku, ani strony internetowej, oprócz konta na Youtubie, dlatego bardzo trudno, żeby ktokolwiek w Polsce wiedział o moim istnieniu. Kwestie promocji, jak i koncertów kuleją, bo sam nie dam rady wszystkiego zrobić ani się zareklamować. Do dobrej promocji jest potrzebna, tak, jak wspomniałem, wytwórnia i dobry menadżer. Oczywiście można też wypłynąć na czyimś nazwisku bądź poprzez skandale czy znajomych w branży, ale mnie, jak na razie, to nie grozi. Co do koncertów, szukam teraz menadżera i będę się starał załatwić pewnego rodzaju trasę po kraju z moim koncertem – tudzież spektaklem – ale to jest jak na razie kwestia otwarta.

    Skąd więc pomysł na ten ocierający się wręcz o spektakl koncert?

    Pomysł zrodził się już około 5 lat temu. Jestem fanem kinematografii i podczas oglądania filmu pomyślałem, że chciałbym połączyć na scenie wizje z muzyką i grą aktorów, ale nie miałem środków i znajomości, żeby to wcielić w życie. Dwa lata temu poznałem kobietę, która okazała się być prezesem teatru i wtedy to nabrało pełniejszej formy. Długi czas minął, zanim to doszło do skutku z racji organizatora. Reasumując – możesz pracować na coś wiele dni i miesięcy, a jedna czy dwie osoby – poprzez swoją niekompetencję i brak profesjonalizmu – potrafią to unicestwić. Tak było w przypadku ostatniego koncertu. Teraz jednak płynę dalej, rozwijam żagle i zakopuję to, co już nieistotne, ale wyciągam z tego lekcję na przyszłość. Mam wiele innowacyjnych pomysłów na dalsze działania, których jeszcze w Polsce nie było, ale nie mam jeszcze takich możliwość finansowych i promocyjnych.

    Dwa razy zdobyłeś Muzycznego Scyzoryka – co tak naprawdę ci to dało?

    Nic mi to nie dało. Jedynie zabrało mi 20 cm3 miejsca w moim mieszkaniu, a dało ze cztery wyświetlenia więcej na Youtubie. No i, oczywiście, ładne zdanie w CV, gdybym ubiegał się o pracę montażysty lub producenta video.

    W internecie można zaleźć komentarze, w których porównują cię do Magika czy L.U.C’a – jak odnosisz się do tych porównań?

    Do 2001 roku, gdy jeszcze L.U.C nie był znany, porównywali mnie do Magika. Potem, gdy L.U.C już się wybił, zaczęto mnie z nim zestawiać. Ja miałem taki styl (na pograniczu psychorapu, odstający znacznie od innych) jeszcze zanim L.U.C zaistniał  na rynku muzycznym i wiele osób to może potwierdzić… W wielu utworach występuje „łamany” wokal, popadający w przygodę z oktawami. Szanuję obu artystów, ale według mnie, mam jednak inną stylówkę rapu i podejrzewam, że siedzący dłużej w temacie to zauważą. Cenię natomiast wszelkie słowa krytyki, jeżeli są poparte dobrymi argumentami i  przedstawione na poziomie. Polemika zawsze spoko.

    Autor: Dominika Mika
    Źródło: popmag.pl

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4364460
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.