Reklama

    Gwiazdy tylko jednego przeboju?

    Tak zwani One-Hit Wonder, artyści znani z jednego tylko hitu, to rzecz dość kontrowersyjna. Bo jeśliby się zagłębić w temat, spora ich część trafiła do tego mało zacnego grona niezasłużenie. Choć oczywiście nie wszyscy. Któż z nas czasem nie marzy, by mieć swoje pięć minut? By choć na chwilę stać się z jakiegoś powodu sławnym. I co z tego, że ten stan tak szybko się skończy… Zawsze pozostaną przecież wspomnienia. Artyści jednego przeboju mają ich z pewnością mnóstwo –to oni przez na kilka miesięcy skupiają uwagę fanów i prasy, to ich piosenki rządzą na listach, a czasem stają się swego rodzaju popkulturowym fenomenem. Przy okazji przynoszą im niemały dochód. Dzięki tantiemom może się z niego zrodzić całkiem spora emeryturka.



    Kim tak naprawdę jest gwiazda jednego przeboju? To pojęcie szerokie i, niestety, często krzywdzące. Czasem mówi się tak nawet o wykonawcach słynących z jednego naprawdę wielkiego hitu (Europe, A-ha, Coolio), ale mających w dorobku kilka czy nawet kilkanaście nieco tylko mniej znanych. A bardziej powinno to dotyczyć artystów, którzy po umieszczeniu jakiegoś utworu w pierwszej dziesiątce nie potrafili sukcesu powtórzyć. Później więc albo odcinali od niego kupony, albo… kończyli karierę. Nie bez znaczenia jest też kryterium geograficzne – skoro Niemka Nena miała w Stanach Zjednoczonych zaledwie jeden przebój ("99 Luft Ballons"), to dla Amerykanów nie ma znaczenia, że w Europie dołożyła ich jeszcze kilka. Z drugiej strony, gdyby bardzo się tego trzymać, to w USA za artystów jednego przeboju należałoby uznać Beastie Boys, którzy umieścili tam w pierwszej dziesiątce tylko jeden utwór – "You Gotta Fight For Your Right To Party" (1987) zajął 7. miejsce, podczas gdy "Sabotage" (1994) dotarł ledwie do miejsca 18… Cóż, są zespoły singlowe, są też albumowe, jak właśnie Beastie Boys. A hit, jak to mówią panowie ze Spin Doctors, autorzy niezapomnianego "Two Princes", czasem się po prostu przytrafia.

    Takich "jedynaków" można liczyć w tysiącach i tak naprawdę każdy ranking będzie wyglądał inaczej. Oddzielmy więc ziarno od plew i przedstawmy dziesiątkę często powtarzających się w takich zestawieniach wykonawców, ale od nieco innej strony – sprawdzając, czy rzeczywiście do nich pasują. 

    4 NON BLONDES – "What's Up" (1993)

    Czy żył w Polsce ktoś, kto tego nie słyszał? Prawdopodobnie nie, bo hulało to na każdej imprezie, nie mówiąc o stacji radiowej czy telewizyjnej. Faktem jest, że akustyczna rockowa petarda z pierwszego i zarazem ostatniego albumu kwartetu "Bigger, Better, Faster, More!" była jego jedynym przebojem – zwłaszcza w Europie i Brazylii, bo w Stanach dotarła ledwie do 14. miejsca. 4 Non Blondes wydały kilka innych singli, jak "Dear Mr. President" i "Spaceman", ale furory nie zrobiły. "What's Up" od początku budziło spore kontrowersje – melodia jest kalką "Don't Worry, Be Happy" genialnego Bobby'ego McFerrina, notabene również często wrzucanego do szufladki One Hit Wonder. Liderkę Lindę Perry trudno jednak nazwać artystką jednego przeboju – w ostatniej dekadzie odniosła mnóstwo sukcesów jako współautorka i producentka hitów takich sław jak Christina Aguilera czy Pink. Zobacz i usłysz na YouTube.

    CRASH TEST DUMMIES – "Mmm Mmm Mmm Mmm" (1993)

    Twardy orzech do zgryzienia. Ci, którzy sądzą, że sympatyczna ekipa z Kanady nie wypuściła niczego innego godnego uwagi, powinni zajrzeć do jej biografii. Owszem, "Mmm Mmm Mmm Mmm" z drugiej płyty "God Shuffled His Feet" to ich zdecydowanie największy hicior, ale i parę innych kawałków na listach trochę namieszało, zwłaszcza "The Ballad of Peter Pumpkinhead". W Kraju Klonowego Liścia wielką popularność zdobyły single "He Liked to Feel It", "Keep a Lid on Things" i "Swimming in Your Ocean", uchodzące tam za sztandarowe pozycje folk rocka. Grupa nadal nagrywa i koncertuje, głos Brada Roberta jest równie niski jak przed laty, ale mało kto zwraca na to uwagę. "Mmm Mmm Mmm Mmm". Zobacz i usłysz na YouTube.

    CRAZY TOWN – "Butterfly" (2000)

    Dziwne są losy tego zespołu. Dwóch muzyków już nie żyje, dwie płyty na koncie i tak naprawdę jeden przebój, oparty zresztą na samplu zapożyczonym o "Pretty Little Ditty" Red Hot Chilli Peppers. "Butterfly", trzeci singel z debiutanckiego albumu "The Gift of Game" faktycznie sporo namieszał. Rapowo-rockowa piosenka dotarła na szczyt listy Billboardu i wywindowała sprzedaż krążka do 1,5 miliona egzemplarzy. Później było już tylko gorzej. Grupa, nie potrafiąca wytrzymać presji związanej z koniecznością wypuszczenia kolejnego hitu, rozpadła się. Niedawno wróciła i chce ponoć wydać trzecią płytę. Zobacz i usłysz na YouTube.

     

     

    EMIGRANCI – "Na falochronie" (1990)

    Znamienne jest to, że gitarzysta Edmund Stasiak, basista Robert Jaszewski i perkusista Piotr Szkudelski zebrali się w 1989 roku wyłącznie po to, by nagrać ten utwór, a następnie działalność pod szyldem Emigranci zakończyć. Sukces zaśpiewanego przez Pawła Kukiza dynamicznego rockowego hymnu, opowiadającego o beznadziejnych realiach służby wojskowej, sprawił, że grupa nagrała jednak album "Rosja i Ameryka" (1992). "Na falochronie", utrzymywało się na szczycie Listy Przebojów Programu III przez cztery tygodnie. Kolejne propozycje z debiutu, "Prosta do słońca", "Rosja i Ameryka" czy "Nawet tu", przeszły jednak bez echa, tak jak i nagrane już bez Kukiza krążki "Mówię do ciebie" (1995) oraz "...I inne utwory" (2006). Werdykt: grupa zdecydowanie jednego przeboju, ale skoro taki był właśnie pierwotny zamiar, można mówić o pełnym sukcesie. Zobacz i usłysz na YouTube.

    LOS DEL RIO – "Macarena" (1995 i większość lat następnych)

    Tu nie ma żadnych wątpliwości. Hiszpański duet Antonio Romero Monge i Rafael Ruiz Perdigones nie tylko nie nagrał żadnego innego przeboju, ale od lat odcina kupony od "Macareny", wciskając nam jej kolejne zremiksowane oblicza, na które już nikt nie chce się nabrać. Ta najbardziej znana wersja zdobyła światowy rozgłos w 1995 roku, choć już dwa lata wcześniej temat znany był w Hiszpanii i Meksyku, tyle że w wersji rumba flamenco. W samych Stanach utwór spędził na 1. miejscu listy Billbordu 14 tygodni, a singiel znalazł 4 miliony nabywców. Warto zwrócić uwagę na taniec, jaki panowie prezentują w teledysku – ciekawe, czy dziś również uszedłby im płazem. Zobacz i usłysz na YouTube.

    DANUTA LATO – "Touch my heart" (1987)

    Polska odpowiedź na sukces biuściastych gwiazd pokroju Samanty Fox czy Sabriny. Danuta Lato (właśc. Irzyk) karierę rozpoczęła jako kopciuszek zgarnięty wprost z polskiej prowincji przez sprytnego biznesmena z RFN-u. Najpierw była fotomodelką pozującą w zachodnich pismach dla panów (ponad 200 sesji zdjęciowych!), a później aktoreczką, próbującą swoich sił w trzeciorzędnych produkcjach. Jako że dysponowała charakterystycznymi warunkami fizycznymi (odwracającymi uwagę od słabiutkiego głosu), ktoś wpadł na pomysł, by spróbowała swoich sił w italo disco. Z pomocą producenta Louisa Rodrigueza, współpracującego z Dieterem Bohlenem, nagrała singel "Touch my Heart". Utwór zyskał największą popularność w Hiszpanii, w krajach Beneluxu i… Japonii. Inne kawałki, "I Need You", "Whenever You Go" czy "Nobody's Woman" przeszły jednak bez echa. Na początku lat 90. Lato porzuciła karierę i zajęła się rodziną. Zobacz i usłysz na YouTube.

    LOU BEGA– "Mambo no 5" (1999)

    No dobrze, strzał w dziesiątkę, a raczej w jedynkę. Przebój monachijczyka "Mambo no 5", oparty na instrumentalnym utworze Kubańczyka Pereza Prady (1949), brylował na parkietach całej Europy, choć i w Stanach zaszedł wysoko, do miejsca 3. Sukcesem była cała płyta "A Little Bit of Mambo", choć następne single "Got a Girl" i "Tricky, Tricky" już nie chwyciły. Kolejne propozycje Begi to już staczanie się po równi pochyłej. W tym roku muzyk wrócił z albumem "Free Again", ale jak do tej pory nikt się tym faktem nie przejął. Zobacz i usłysz na YouTube.

     

    ALANNAH MYLES – "Black Velvet" (1989)

    Kanadyjska rockmanka nie osiągnęła co prawda sukcesu na miarę Bryana Adamsa, ale jej największy przebój, zadziorny blusior "Black Velvet", dotarł na szczyty notowań nie tylko w Europie i Stanach. Podobało się też kilka następnych singli, zwłaszcza "Lover of Mine" (nr 1 w Kanadzie) i pochodząca z drugiego albumu "Rockinghorse" (1992) ballada "Song Instead Of A Kiss". Alannah wydała do tej pory pięć albumów – ostatni, sprzed dwóch lat, nosi tytuł… "Black Velvet" i zawiera między innymi nową wersję słynnego utworu. Trochę bez sensu taki recykling, ale mimo wszystko trudno nazwać panią Myles gwiazdą jednego hitu! Zobacz i usłysz na YouTube.

    SABRINA – "Boys (Summertime Love)" (1987)

    Wielka gwiazda italo disco drugiej połowy lat 80.. Wkład Sabriny Salerno w europejską kulturę od początku był bardzo obfity – jej piersi stały się jednym z fenomenów pop-kultury, robiąc także furorę w Polsce doby schyłkowego socjalizmu. Gwiazdkę pamiętamy ją faktycznie głównie za sprawą utworu "Boys (Summertime Love)". Grano go w całej Europie, ale największe wrażenie zrobił we Włoszech i Francji, gdzie spędził na 1. miejscu odpowiednio osiem i pięć tygodni. Towarzyszący mu teledysk był tak frywolny, że w Wielkiej Brytanii został zakazany. Warto jednak pamiętać, że i inne utwory Sabriny sporo ugrały na listach – zwłaszcza "Sexy Girl", "Hot Girl" i "All of me (Boy Oh Boy)". Dziś gwiazda nadal koncertuje i trochę nagrywa, a kiedy trzeba, potrafi mimochodem co nieco odsłonić, o czym przekonali się kilka lat temu widzowie Sopot Festivalu. Jest też całkiem wziętą aktorką i producentką. Zobacz i usłysz na YouTube.

    VANILLA ICE – "Ice Ice Baby" (1990)

    Pierwszy biały raper z sukcesami na koncie, choć zdaniem wielu z zaledwie jednym sukcesem – "Ice Ice Baby", singlem pochodzącym z pokrytego siedmiokrotną platyną w USA debiutanckiego albumu "To the Extreme" (1990). Piosenka dotarła na sam szczyt notowań w USA i Wielkiej Brytanii, choć nie obyło się be zgrzytu – linia basu została zsamplowana z piosenki Queen i Davida Bowiego "Under Pressure", oczywiście bez zgody jej autorów. Vanilla Ice mimo wszystko również się nie kwalifikuje do roli One Hit Wonder – w końcu inny wykrojony z debiutu singiel "Play That Funky Music" dotarł w Stanach do miejsca czwartego. A Ice? Zmienił później swój wizerunek – nie tylko przestał być chłopakiem z wylakierowaną fryzurką i szerokich spodniach, takim przesłodzonym odbiciem gustów małolatów z początku lat 90., ale nawet wziął się za śpiewanie ostrego rocka. Głównie do pustych sal. Zobacz i usłysz na YouTube.

     

    by Paweł Piotrowicz (Onet)

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4132411
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.