Reklama

    Gawędy Pradziadka - A może tak RETRO?

    Gawędy Pradziadka - A może tak RETRO? Wpadł do mnie wnuczek z propozycją:


    - Dziadziu! Pójdziem z Cizią na piwko do disko, chcem Ciebie zabrać.
    Od razu zorientowałem się że nie chęć zbliżenia pokoleń a brak pieniędzy był przyczyną zaproszenia.

    - Dobrze, pod warunkiem że poprosisz, jak przystało na inteligentnego chłopca, ładną polszczyzną.

    Stało się, nie głupi wnuczek, kobyłka u płotu... znalazłem się w oku tajfunu dyskotekowego. Należało robić dobrą minę do złej gry. Nic to że milion decybeli rąbało z lewa, tyle samo z prawa a podniecona młodzież w drgawkach przytupywała pląsając w rytm diablo głośnej muzyki. Zadziwiające dla mnie było to że rytuał tańca odbywał się osobno. Panny sobie, chłopcy sobie a podniesione w górę ręce jakby prosiły niebiosa o szybsze tempo, głośniejsze dźwięki. Posadzony w kącie z kufelkiem tego bezalkoholowego szybko zapadłem w stan marzeń i wspomnień.

    Mój pierwszy bal – maturalny w roku 1937. Jakże odległe to czasy. Dla mnie inicjacja, poznawanie nowego typu rozrywki. W domu nerwowe przygotowanie. Biała koszula bo „Radion sam pierze”, guzik prawda, nie było w tym czasie pralki, elektrycznego żelazka ale była kochana Mama również zdenerwowana nerwami syna. „Żyletki Polo idealnie golą”, zarost jeszcze słaby, a jednak... Następnie „cukier krzepi”, kostka dla kurażu. Potem, przed wyjściem filiżanka herbaty, podkreślam filiżanka bo powszechnie wiadomo że kubek zabija smak a ty „jeśliś znawcą nie laikiem pij herbatę z „Kopernikiem”.” Ostatnie spojrzenie do lustra, jeszcze przypominanie sobie wersetów z podręcznika dobrego wychowania, niezbędna książka młodzieńcowi po maturze któremu już nie wszystko się wybacza. Książka, zapytacie zapewne gdzie ją można kupić? A no właśnie: „jeśli dobra książka, to li tylko od Szelążka”. Już za drzwiami, pędzącego w dół po schodach zatrzymał głos Matki. Stefan, rękawiczki, zapomniałeś białych rękawiczek!! Zapomniałem, od tragedii uratowała jak zwykle o wszystkim myśląca Mama. W tamtych latach na szkolnych potańcówkach obowiązywały dziewczęta białe bluzki, a chłopców białe rękawiczki. Dziw ten był bardzo praktyczny i wynikał z trudności prania białych rzeczy. Spocone łapska chłopaków zostawiały brudne ślady. Zapadając coraz bardziej w głębie dziejów zobaczyłem pierwszą „moją damę” poproszoną do tanga. Najpierw wstępna konwersacja:

    - Pani po raz pierwszy w naszej szkole? (Dawniej przejście w rozmowie na ty było wyróżnieniem lub zaszczytem)
    - Nie, byłam tutaj w zeszłym roku z Mietkiem (to ten ryży z klasy B. Teraz należy rozpocząć atak.)
    - Przypominam sobie, Pani uroda tak mnie onieśmieliła że tylko trzy razy tańczyliśmy ze sobą.......... Itd. Itd. Itd....
    Narastał czar balu, coraz śmielsze zbliżenia w tańcu, coraz bardziej upajał zapach włosów kąpanych w rumianku, pierwsze muśnięcie ustami włosów, potem policzka i gdy już tuż tuż usta przy ustach... stop! Całuję rączki dziękując za taniec.
    - Wpiszę Pana do karnecika! - Jestem szczęśliwy, bardzo szczęśliwy...

    Przewijały się przez tę noc czarowne walce, namiętne tanga, żywiołowe fokstroty. Przeważnie wszyscy znali teksty tańczonych piosenek to dawało duże możliwości w „Manewrach miłosnych” a orkiestra mądrze tym kierowała. Na początek były tytuły w rodzaju „Już taki jestem zimny drań”, „Jak Pani się ten Pan podoba”, „Nic o Tobie nie wiem”, czy wreszcie „Ach jak przyjemnie” kończyło wstępne przymiarki par na sali balowej. W drugiej fazie gdy rosła temperatura uczuć i zaczęły zawiązywać się przyjaźnie orkiestra zmieniała repertuar grając: „Na pierwszy znak”, „Szczęście raz się uśmiecha”, „Tyle miłości”, „Tak cudnie mi”, „Już nie mogę dłużej kryć”, aby zakończyć piosenką „Na cześć młodości”. Gdy po przerwie, ale już bliżej zakończenia balu, młodzieńcy ze zdwojoną werwą zapraszali swoje wybranki do tańca usłyszeli jakże znane melodie: „Kocha, lubi, szanuje”, „Maleńka Jenny”, „Szczęście się uśmiecha”, „Miłość ci wszystko wybaczy”, i nieśmiertelne „Tango Milonga” Nie wszyscy jednak przeżywali szczęście pierwszej czy drugiej miłości. Byli i tacy którym los nie sprzyjał, mieli pecha lub zabrakło odwagi. Dla nich „On nie powróci już”, „Zapomnisz o mnie”, „Jak dym z papierosa”, czy wreszcie tragiczna w skutkach „To ostatnia niedziela”. W trakcie podziękowań Krysi za niezapomniany wieczór brutalnie zostałem wyrwany z moich marzeń przez Wnuka:

    - Upił się Dziadzio czy co? Wyjąłem zatyczki z uszu.
    - Co mówisz? Koniec zabawy?
    - Tak, idziem do domu, tylko Cizia ma pragnienie, Dziadzio kupi w barze butelke wina, może być tanie, bełt polski.

    ...do domu szlim szlakiem z sikaczem...

    Gdy opadły wrażenia nastąpiły refleksje. Czy tej dzisiejszej młodzieży utkwi za kilkadziesiąt lat w pamięci Jej pierwsza w życiu dyskoteka? Czy romantyzm Dziadków nie jest urokliwy? A może warto urządzić od czasu do czasu bale retro z ich elegancją, wdziękiem, czarem, melodyjnością i romantyzmem. Warto spróbować, gwarantuję że nie pożałujecie a zakochani radośniej spojrzycie w przyszłość.

    Stefan Zawadzki

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4045776
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.