Reklama

    Śmierć brzydkim


    Wpuszczą – nie wpuszczą to dylemat wielu klubowiczów. To być albo nie być na topie. Chcemy czy nie, wygląd ma znaczenie.

    Brzydcy i starzy nie mają szans Dawniej wystarczyło mieć dobrze wyposażony portfel, schludny ubiór i trzeźwy wyraz twarzy, by wejść do każdej knajpy. Teraz przed modnymi klubami stolicy – Cinnamonem, Piekarnią czy ZOO – kłębią się tłumy, które przestępując z nogi na nogę zastanawiają się, czy uda im się wejść do środka. Wejdą nieliczni. Głównie ci ładniejsi i młodsi. 

    Panem nocy i najważniejszym decydentem jest teraz selekcjoner. Właściciele klubów obdarzyli go władzą niemal absolutną. Jego kaprys czy zły nastrój mogą oznaczać koniec marzeń o tym, by pobawić się w modnym miejscu. Nie pomogą tłumaczenia, że amator rozrywek klubowych zajmuje kierownicze stanowisko w poważnej firmie czy jest prawą ręką ministra. Selekcjoner powie, że impreza zamknięta i koniec dyskusji. Trzeba szukać szczęścia gdzie indziej.

    – Oceniam wygląd, zachowanie, to coś – mówi Jarek, pracujący w Le Madamme i Apsters. Patrzę na to, czy ten, kto chce wejść, ma przyjazne nastawienie do zabawy, życia – dodaje. Selekcjonerzy to najczęściej młodzi ludzie, dobrze wyglądający. Nikt nie uczył ich, jak dobierać gości. Oczywiście, otrzymują wskazówki od właścicieli lokali, ale nie mają najczęściej żadnego przygotowania psychologicznego. Oceniają tylko zewnętrzne atrybuty człowieka, czyli głównie twarz, fryzurę, figurę i wiek.

    Może być łysy, byle od stylisty
    Co zrobić, by zwiększyć swoje szanse na wejście do lokalu? ładni mają łatwiej. Oni nie muszą nadmiernie przejmować się ubiorem, mogą wkładać ciuchy z second handu, oby z gustem i smakiem dobrane. Gorzej z tymi, którzy nie mają wyglądu modeli i modelek. Ci raczej niech śledzą najnowsze trendy w modzie, fryzjerstwie. Jeżeli nie są w stanie, to chociaż niech patrzą, w co ubierani są bohaterowie serialu Kasia i Tomek czy uczestnicy kolejnych edycji Idola. Zara, Puma, Diesel to dobre marki na takie okazje.

    Nie ma rygorystycznych zasad, wedle których do pubów nie byliby wpuszczani np. ludzie w dresach czy kurtkach punkowych albo łysi. Wszystko zależy od tego, czy poszczególne części garderoby dobrane są zgodnie z aktualną modą. Nie zaszkodzi skropić się dobrymi, markowymi perfumami– co najmniej za 200 złotych. Gdy nowi bywalcy nie wiedzą, jaką fryzurę zrobić sobie na głowie, niech udadzą się do jednego ze znanych z mediów stylistów fryzur. To oni narzucają, kierując się oczywiście modą światową, najczęściej londyńską, trendy obowiązujące w danym sezonie.

    Targ niewolników
    Wprowadzanie zasady selekcji i nagłaśnianie tego faktu w mediach wywołuje wśród potencjalnych klientów wrażenie, że dany lokal jest lepszy od innych. – To skuteczna forma marketingu – uważa Marcin Brzeziński, bywalec Utopii, dj, grafik freelancer. – Im klub bardziej niedostępny, tym większe jest pragnienie zobaczenia go i gości w nim przebywających – dodaje.

    Z drugiej strony jednak – istnieje grupa ludzi, którzy słysząc o selekcji rezygnują z odwiedzania niektórych knajp, bojąc się, że nie zostaną wpuszczeni. – Mam wielu znajomych, którzy zdają sobie sprawę, że dobre ciuchy nie wystarczą – mówi Agnieszka Kępińska z agencji public relations BCA. – Ale jak zdołają dostać się do takiego miejsca, to później kilka dni opowiadają, co się tam działo.

    Marzeniem bywalców jest zdobycie stałych kart członkowskich. Mają one różnorodną formę – w jednym miejscu jest to breloczek z nazwą klubu, w innym – plastikowa karta przypominająca bankomatową. Gdy ją zdobędą – zazwyczaj dzięki znajomości z pracownikami klubu – czują się ważniejsi w hierarchii towarzyskiej. Wydaje im się, że są elitą, creme de la creme śmietanki towarzyskiej. Jednak nie mają racji.

    – To są pseudoelity – uważa profesor socjologii Ireneusz Krzemiński. – O przynależności do tej grupy nie decyduje to, co ma się w głowie. Niby te osoby chcą być traktowane jako otoczone specjalnym nimbem społecznym, a w gruncie rzeczy ich rzekoma elitarność jest płytka. Oni nie potrzebują wśród siebie przedstawicieli elity intelektualnej. Sam byłem świadkiem – dodaje Krzemiński – jak bardzo szanowany były minister nie został wpuszczony do modnego lokalu. Jego wygląd nie spodobał się selekcjonerowi.

    Zasady selekcji nie podobają się również Emilii Stankiewicz, dziennikarce TVN. – W wydaniu warszawskim to źle wyreżyserowany targ niewolników. Jest coś upokarzającego w takim traktowaniu klienta, który chce miło spędzić czas i wydać pieniądze. Mecenas Hanna Staniszewska-Hecht przyznaje, że słyszała już o groźbach pod adresem selekcjonerów. – Są tacy, którzy straszą policją, by dostać się do klubu. W Polsce nie ma jednak skutecznych środków prawnych pozwalających zmusić właściceli lokali do wpuszczania wszystkich gości. I dobrze – dodaje mecenas. – Ja jestem za selekcją. Dzięki niej czuję się bezpieczniejsza.

    Do domu, brzydalu
    Mirosław Pęczak z tygodnika Polityka zauważa, że segregacja stała się już stałym elementem życia społecznego. – Zapewnia klientom poczucie ekskluzywności w świecie kultury masowej. Kultura ta obejmuje w posiadanie wszystkie sfery życia i aktywności ludzkiej, więc także clubbing. Narzuca nam wzorce, wskazuje kierunki i głośno krzyczy, że ładni i młodzi są górą. Reszta nie ma prawa głosu. Musi zostać w domach.

    Piotr Ostrach

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3971037
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.