Śmierć disco polo

    Śmierć disco polo. Wyśmiewana, pogardzana, ale jednocześnie budząca dziwne emocje i masowo słuchana muzyka disco polo właśnie odeszła w niebyt.

    Gwiazdy zgasły, a wielkie dyskoteki grające kiedyś disco polo przerzuciły się na techno i hip-hop

    Upadek disco polo przypominała śmierć jego potężnego praprzodka - amerykańskiej muzyki disco, rozsławionej filmem "Gorączka sobotniej nocy" (1977). Wystarczyły trzy lata, żeby zespół Bee Gees, którego przeboje rozbrzmiewały w pewnym momencie z każdego radioodbiornika, stał się nagle symbolem przebrzmiałej mody, nieobecnym w mediach. To samo, co w roku 1980 spotkało Bee Gees, w roku 2004 spotkało disco polo.

    Upadek trzech filarów

    Disco polo zawdzięczało swoją popularność trzem głównym grupom odbiorców. Pierwszą byli bywalcy wiejskich dyskotek urządzanych w remizach lub wielkich stodołach. Drugą byli młodzi ludzie w dresach, którzy chociaż mieszkali w miastach lub na ich obrzeżach, raczej nie identyfikowali się z mieszczańską kulturą masową w rodzaju zespołu Varius Manx. Trzecią wreszcie stanowili goście tradycyjnych polskich przyjęć weselnych, na których obowiązkowo musiała pojawić się orkiestra grająca "Majteczki w kropeczki".

    Całkiem niedawno wszystkie te trzy filary disco polo się załamały. Wiejskie dyskoteki zawsze próbowały imitować miejski klimat, co w przypadku disco polo sprowadzało się do zabiegów komicznych w swojej powierzchowności - w rodzaju nadużywania pseudoangielskiej pisowni czy też szukania nazw kojarzących się z wielkim światem czy też nowoczesną techniką (Milano, Skaner). Bywalcy wiejskich dyskotek takich jak słynna Ponderoza w Janowie czy Manhattan w Mońkach zauważyli w końcu, że ten styl rozrywki wcale ich nie przybliża do wielkiego świata, przeciwnie, naznacza ich jako prowincjuszy.

    Rezultat? Dziś w wiejskich klubach tanecznych (nazwa "dyskoteka" odeszła w zapomnienie) gra się miejską muzykę, najczęściej lokalne odmiany brytyjskiego house i niemieckiego techno. W języku potocznym już zresztą pojawiło się słowo "manieczki" na określenie tego rodzaju muzyki (od nazwy wsi pod Poznaniem, w której mieści się jeden z najsłynniejszych klubów tego typu - Ekwador). Przy okazji padła też bariera miasto - wieś. Do takich klubów goście dojeżdżają z centrum miasta specjalnymi autokarami.

    Od majteczek do suczek

    W miastach też zresztą disco polo od dawna było w zaniku. Młodzi ludzie w dresach słuchali jej nie dlatego, że jakoś szczególnie im odpowiadała, tylko dlatego, że oferowała im upragniony klimat seksistowskiego kultu macho, praktycznie nieobecny w "normalnej" kulturze masowej. Odnaleźli go w końcu w polskim hip-hopie, którego wielkie przeboje ostatniego roku wyparły disco polo z jego miejskiej bazy. Aż dziwne, że ten proces trwał tak długo - w końcu od piosenki "Majteczki w kropeczki" zespołu Bayer Full naturalnie przechodzi się do piosenki "Hej suczki, znamy wasze sztuczki" zespołu Ascetoholix z Oborników Wielkopolskich. Dlatego z 15-letnich volkswagenów golfów z przyciemnianymi szybami przestały już dobiegać skoczne przyśpiewki Shazzy, zastąpione miłosnymi żalami zespołu Jeden Osiem L.

    Najciekawszym zjawiskiem jest chyba wyeliminowanie ostatniego filaru popularności disco polo, jakim była muzyka biesiadna (pod tym eleganckim określeniem zwykle kryje się po prostu muzyka grana na wiejskich weselach). Od lat królem polskich wesel jest zespół Budka Suflera, którego piosenki, takie jak "Piąty bieg", "Bo do tanga trzeba dwojga" czy "Bal wszystkich świętych", doskonale zaspokajają to samo zapotrzebowanie, które kiedyś zaspokajało disco polo - są na tyle proste od strony muzycznej, że orkiestrze może wtórować nawet mocno wstawiony weselnik.

    Ten punkt jest ciekawy dlatego, że jako jedyny wynika nie z tego, że zmienili się odbiorcy disco polo - tylko ze zmiany postawy twórców głównonurtowej kultury masowej. Pierwszą reakcją na disco polo z ich strony był, jak wiadomo, bojkot i szyderstwo. Chociaż gwiazdy disco polo sprzedawały swoje płyty i kasety w nakładach kilkudziesięciotysięcznych, były praktycznie nieobecne w mediach, które jednocześnie lansowały jako najpopularniejszych polskich piosenkarzy wykonawców uważających sprzedanie pięciu tysięcy egzemplarzy za sukces.

    Gwóźdź do trumny

    Z punktu widzenia tych wykonawców była to polityka samobójcza - odwracali się plecami do potencjalnie ogromnej grupy nabywców. Był to fascynujący przykład głębokości kulturowych podziałów między inteligencją a resztą społeczeństwa. Przez ostatnie dziesięć lat ta przepaść jednak uległa zasypaniu, a może pokusa była zbyt silna? Dziś w każdym razie o dawnych słuchaczy disco polo walczy nie tylko Budka Suflera; to atrakcyjny rynek nawet dla weteranów alternatywnego rocka, o czym świadczy ich niedawny wspólny występ z Krzysztofem Krawczykiem. I właśnie ta wolta była ostatnim gwoździem do trumny disco polo.

    Nie ma sensu płakać na jego pogrzebie. Od początku nurt ten miał charakter desperacko imitatorski, o czym świadczyła choćby już sama nazwa, nieudolnie nawiązująca do "italo disco". Poza tym zjawiska kulturowe zawsze mają bogate życie pozagrobowe. Disco polo umarło, ale jego estetyka przetrwała m.in. w polskim hip-hopie oraz w głównym nurcie kultury masowej. Kto wie, może jeszcze zatęsknimy za Shazzą?

    Prawdziwa historia disco polo

    Jak wiele gatunków kultury masowej disco polo przybyło do nas z Ameryki, gdzie zawsze istniał prężny ruch polonijnych kapel grających skoczne melodie taneczne. W latach 80. w Chicago pojawił się zespół Polskie Orły, którego przeboje takie jak "Cztery razy po dwa razy" czy "Biały miś" uczyniły go sławnym również w Polsce, gdzie znano go wyłącznie z pirackich kaset sprzedawanych na bazarach. Po 1989 r. w Polsce zaroiło się od rodzimych grup, które chciały grać tak samo - były to m.in. Top One, Bayer Full i Fanatic. Popularność disco polo związana była z okresem ogromnej popularności chodnikowego handlu na ulicach polskich miast. Kaset z disco polo próżno było szukać w księgarniach czy empikach, ale oferowali je uliczni sprzedawcy. Zjawisko nobilitowała w 1992 r. wielka gala piosenki chodnikowej w warszawskiej Sali Kongresowej, ale wielkomiejska inteligencja dalej nie chciała mieć z nim nic wspólnego. Potencjał tego zjawiska najwcześniej dostrzegli politycy - Aleksander Kwaśniewski zaprosił grupę Top One do swojej kampanii wyborczej. Bastionem disco polo przez długie lata pozostawała telewizja Polsat, która wylansowała Shazzę - prawdziwą diwę tego gatunku. Obecnie jeśli komuś marzy się zobaczenie Shazzy na żywo, musi w tym celu polecieć do Chicago - symboliczny znak tego, że historia zatoczyła koło i disco polo wróciło do swoich korzeni, polonijnych klubów w USA.

    by Wojciech Orliński

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4293424
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.