Reklama

    Klabing

    Klabing (w wersji spolszczonej) jak większość imprezowych nowinek przywędrował do nas zza granicy. Słowem tym określa się weekendowe, wielogodzinne imprezy w klubach. Miejsca zabaw dobrze jest zmieniać przynajmniej kilkakrotnie w ciągu wieczoru.

    Gwarantuje to roszady w towarzystwie oraz nowe emocje. Klubowicza nie obowiązuje określony strój, ani zachowanie. Najważniejsze w tym wszystkim jest dobre samopoczucie. 

    Gwarantuje je dobry klub, który na swoją markę musi sobie ciężko zapracować. W dużej mierze zależy to od jego właściciela, który dba o odpowiednią atmosferę, muzykę oraz oryginalność. Ale przede wszystkim gwarantuje dobrych didżejów. Najlepsi z nich potrafią sprawić, że parkiet (DANCE FLOOR) jest zapełniony ludźmi do białego świtu.

    Najlepsze kluby? Większości zapytanych przeze mnie osób marzy się wypad na wyspy brytyjskie... Nie dziwię się zbytnio, bo to kolebka muzyki klubowej. Pamiętacie taki film „Human Traffic”? Jeśli tak, to macie pełny obraz zjawiska klabingu. Najgoręcej jest jednak na Ibizie. To tropikalne miejsce aż tętni od muzyki. Gabaryty klubów przewyższają pod względem wielkości swoich europejskich odpowiedników. Ich właściciele oferują nieziemskie atrakcje i świetna muzykę. Nie mówiąc o jakości sprzętu oświetleniowego i nagłośnieniowego. To tak jakby karnawał trwał tam cały rok. Obowiązkowo do zaliczenia! Niestety kosztowne dla polskiej kieszeni. Wróćmy więc do polskich realiów...

    Klabing – klub – klubowicz (alias klaber)

    A jak jest w Polsce? Zainteresowanie muzyką klubową rozpoczęło się na początku lat ’90. Dość nieporadne były to początki. Muzykę puszczano z odtwarzaczy CD, potem dopiero zaczęto sprowadzać płyty winylowe. Wtedy zaczęła się zabawa... Początkowo szło się na łatwiznę, myśląc, że wystarczy wynająć lokal, puścić kilka utworów, a publika zabawi się sama. I na początku tak było. Potem bywalcy zaczęli być coraz bardziej wymagający. Kluby wyrastały jak grzyby po deszczu. Konkurencja była coraz większa. Media zaczęły traktować klaberów jak nową subkulturę. Wykreowano modę na klabing snobistyczny. Szczerze się przyznaję, że zrobiłam krótkie śledztwo przed napisaniem artykułu. Jedni przytakiwali, że klaberzy to krąg zamknięty, a przez to i snobistyczny, inni, że wręcz przeciwnie – bawić się mogą wszyscy i robienie z tego sekty jest czysta głupotą. Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Ze jednej strony wolałabym oczywiście, aby głównym celem klabingu była po prostu zabawa, bez żadnych dziwnych segregacji. Ale biorąc pod uwagę niektóre warszawskie, bardzo ekskluzywne kluby, do których trudno wejść, a w środku trzeba płacić za wszystkie atrakcje bajeczne sumy – przyznaję, że coś w tym jest. Zwłaszcza, że stworzenie środowiska klabingowego było górą złota dla niektórych firm w ich strategiach marketingowych. Przypatrzcie się akcjom, których celem jest przyciągnięcie klubowiczów – jako potencjalnych klientów. W połowie stycznia w Zakopanem ERA GSM i NOKIA były współorganizatorami SNOW PARTY. Dzięki ich pomocy zaproszono rezydenta brytyjskiego klubu ALI B (Fabric Resident/ Kiss FM / UK). Magnum organizowało prezentacje didżejskie. A to tylko dwa przykłady.

    W ten sposób stworzono obraz młodego, nastoletniego, zblazowanego człowieka, który swój czas spędza w klubie. I ma 15 lat. Albo pracownika managmentu, który po długim tygodniu pracy próbuje zabić swoją samotność i wyżyć się po frustrującej pracy. W stereotyp wpisano narkotyki, seks w przerwie i dużo alkoholu. Z używkami różnie bywa (w niektórych klubach dostępność narkotyków jest duża), ale można gwarantować, że na imprezach bywają ludzie w różnym wieku od 20 (przynajmniej teoretycznie) do 40 lat.

    Weekendowo – clubbingowo...

    Jeśli planujecie szczegółowo wasz weekend – radzę zapoznać się wcześniej z programem klubów. Większość z nich posiada swoje strony www, internet jest więc kopalnią informacji. Przed klabingowym wieczorem w zwyczaju jest organizowanie BEFORKA (ang. before) czyli lekkiej rozgrzewki. Polega ona na zebraniu towarzystwa albo w domu, albo w najbliższej knajpce. Atmosfera szybko się udziela, trochę alkoholu i jesteśmy przygotowani na ciąg dalszy imprezy. Wtedy szukamy klubu. Często przy wejściu przechodzimy wstępną selekcję. Od niej zależy czy wpuszczą nas do środka. Przeprowadza ją nie bramkarz – a SELEKCJONER. Nie każdy klub może się pochwalić takim wynalazkiem. Niektóre poprzestają na opłacie wstępu. Jeszcze inne wymagają posiadania karty klubowej. Warszawska Piekarnia – zwana popularnie Pieksą – proponuje dwustopniowe członkostwo. Na początku dostajesz kartę czarną (wstępową).Po dwudziestej wizycie w klubie wymieniasz ją na kartę srebrną (klubową).Aby stać się klubowiczem, trzeba wcześniej złożyć wniosek (formalnie poparty przez dwie osoby, które maja już srebrna kartę) i wpłacić 50 zł przy wydaniu tejże karty. Karta srebrna upoważnia was na przykład do bezpłatnego wstępu w piątki i soboty w godzinach 22.00-23.00 oraz zniżki w opłacie za wstęp.

    Jesteście w środku? Większe kluby dają wam większe możliwości – to oczywiste. Nierzadko macie do dyspozycji trzy sale. Warszawski klub CDQ nie jest wcale wielki, ale ma się czym pochwalić: dwa piętra po 150 m2.
    Jeśli chcecie wczuć się w klimaty klubu, to usiądźcie przy barze. Sącząc dobrego drinka można spokojnie poobserwować towarzystwo, oraz wypatrzyć znajomych. A przy okazji sprawdzić umiejętności ... barmana. Ostatnio na internetowym forum oberwało się barmanowi z warszawskiego klubu Organza, który kombinował przy robieniu drinków. Większość knajp posiada lunch bar lub restaurację. Tam można zjeść coś dobrego, niewykluczone kulinarne specjalności klubowe... Fajnie, gdy obsługa jest anglojęzyczna w stopniu komunikatywnym. Wtedy możecie polecić to miejsce waszym znajomym obcokrajowcom.
    Około 23.00 ruszmy na parkiet. Gwiazdą klubu jest didżej, to on jest odpowiedzialny za utrzymanie odpowiedniej temperatury na parkiecie. Czasami kluby zapraszają gości zagranicznych, wtedy ranga imprezy wzrasta. Co do muzyki, należy obalić następny stereotyp: klabing to nie tylko techno – jak się powszechnie myśli. Serwowana muzyka jest bardzo różnorodna: old school, house, acid jazz itd. Znajdziecie to, co lubicie. Chyba, że klub specjalizuje się w jakimś szczególnym rodzaju muzy.
    Ważny jest oryginalny wystrój wnętrz. Wrocławski WAGON (autentyczny wagon na dworcu kolejowym) czy LA FETE (hangar samolotowy) są niepowtarzalne dzięki swojej historii i ciekawym wnętrzom. Często kluby są także małymi galeriami. Krakowska PAUZA często urządza przeglądy filmów, wystawy zdjęć, trochę rzadziej – obrazów.
    Kolejna sprawa to obsługa. No i dobry barman.

    Impreza się kończy i co dalej? Wprawiony klubowicz organizuje sobie AFTEREK (ang. after). To spokojne doczekanie do rana, bardzo często już w innym klubie. Polecam AFTER PARTY w krakowskim Antykvariacie (od 04.00, wjazd z kartą klubową) . Nie najgorszą opcją jest spędzenie czasu w mieszkaniu ze znajomymi, by podzielić się wrażeniami z imprezy. Czasami coś się zje, a czasami jeszcze bawi przy spokojnej, chilloutowej muzyce.



    Podsumowując – klabing w Polsce to coś, co ciągle się rozwija. Jak twierdzą obcokrajowcy u nas ma on całkiem inny wymiar. Przede wszystkim poprzez improwizację. Czy to komplement? Spokojnie z tymi zachwytami. Improwizacja tez musi mieć swoje granice. Inaczej popełnia się sporo błędów. Często ludki zabierają się za tworzenie klubu, udaje im się nawet zyskać sporo klientów, ludzie doceniają klimat miejsca i nagle właścicielom zaczyna brakować fantazji czy Bóg wie jeszcze czego i klub pada (wystarczy poobserwować jakie zmiany nastąpiły w ciągu ostatnich kilku lat w klabingowym zagłębiu w Warszawie). Wynika to z dziwnego przekonania, że spirala fortuny będzie się sama kręcić. Taka bezmyślność zniszczy nawet dobrze prosperujący klub. Tak jak w każdej rzeczy trzeba starać się, aby być najlepszym.

    Ale to nie nasze – klubowiczów - zmartwienie. Weekend zaczyna się w piątek. Zobaczymy czym tym razem zaskoczą nas kluby...

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    3971028
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.