Reklama

    So(ul) what? Kilka słów o muzyce soul

    MiniaturkaO gatunku soul można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że jest popularny w Polsce. Istnieje jakiś powód, dla którego większość z nas nie jest w stanie wymienić żadnego rodzimego wykonawcy reprezentującego właśnie ten stylem. Mijają lata, za Oceanem prężnie rozwija się neo-soul, a większość z nas, gdyby nie „I Need a Dollar”, nie wiedziałaby nawet jak brzmi.

    Jeśli chodzi o artystów soulowych, nie jest jeszcze tak źle. Co bystrzejsi wymieniają nawet więcej niż trzech znanych sobie muzyków wykonujących ten gatunek – od legend, takich jak Aretha Franklin, przez spadkobierców jej geniuszu – Marvina Gaye’a czy Erykę Badu, aż po współczesnych interpretatorów „muzyki-duszy” – Amy Winehouse i Adele. Jedno szczęście, że te dwie ostatnie zawładnęły sercami Europejczyków – jednak nie jesteśmy takimi strasznymi ignorantami. Ba! Udowodniliśmy, że nie trzeba mieć czarnej skóry, by znać się na rzeczy. To jednak dopiero kropla w morzu.

    Większość z nas nie ma pojęcia, czym właściwie charakteryzuje się rodzaj muzyki, który chciałabym przybliżyć. Neo-soul, bo o nim mowa, to w ogromnym skrócie połączenie tradycyjnego soulu z r’n’b, ale także – co wiele o nim mówi – jazzem, funkiem i popem. Nie znamy? Pewnie, że znamy. Wspomniany na początku hit Aloe Blacca opanował minionego roku listy przebojów w całej Europie. Nucili go prawie wszyscy. Żyję nadzieją, że choć co dwudziesty z nas zrewolucjonizował swoje spojrzenie na muzykę i poszedł o krok dalej – przesłuchał reszty albumu tego fenomenalnego Amerykanina. Jego nazwa, „Good Things”, mówi o nim bardzo dużo. „Green Lights” czy „You Make Me Smile” to utwory wręcz ociekające pozytywną mocą.

    Idąc dalej tym samym tropem, nie mogłabym nie wspomnieć o Anthonym Hamiltonie. Od Blacca różni się nieznacznie. W jego muzyce r’n’b słyszalne jest nieco wyraźniej. Paradoksalnie to u Hamiltona można się doszukiwać typowo amerykańskich utworów komercyjnych, a jednak to kawałek „I Need a Dollar” był tym, który „puszczały” radiostacje tak długo, aż wszystkim skutecznie zbrzydł. Nie zmienia to jednak faktu, że Hamilton to, mimo znacznie większego doświadczenia i dorobku płytowego, absolutnie niedoceniany w Europie artysta. O ile jego pierwsze albumy nawiązywały do soulu w czystej postaci, o tyle dwa ostatnie – „The Point of It All” i „Back to Love” – to już klasyczny neo-soul. W Stanach Zjednoczonych Hamilton jest prawdziwym mistrzem gatunku – i nie tylko. Współpracował z wieloma fantastycznymi artystami, prywatnie przyjaźnił się również z 2Pac'iem.

    Najlepsze – a konkretniej – najlepszego zostawiłam sobie na koniec. Nie wiem, ilu kobietom złamał serce, biorąc pod uwagę, że na każdym koncercie zaprasza jedną z fanek do tańca na scenie, nie wiem, ilu dzieciaków uratowała przed głodem jego fundacja charytatywna, nie wiem, czy są jeszcze wielcy tego świata, dla których nie śpiewał – bo śpiewał nawet dla Obamy. Wiem za to, że ma głos jak dzwon, a i resztę niczego sobie. Zdradzę również imię, choć nazwisko mówi wszystko: John Legend. W Polsce niewiele jest dróg, które prowadzą do tego artysty, toteż tylko nieliczni kojarzą jego utwory. Być może niektórym z Was mówi coś kawałek „Someday”. Jeśli nie, może zabrzmi komuś w uszach, gdy napomnę, że nagrał go na potrzeby filmu „Cudowne dziecko” („August Rush”). Jeśli nadal nic wam to nie mówi, to zagłębię się w tajemne czeluści polskich programów rozrywkowych. „Someday” to utwór, którym jury oczarował Dawid Podsiadło – zwycięzca X-Factora – gdy stawiał w programie swoje pierwsze kroki, konkretniej w pierwszej edycji, bodajże przed dwoma laty. Wystarczy uruchomić przeglądarkę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o „słyszalność” tego artysty w naszym kraju. Legend, urodzony w Springfield, to również genialny pianista, autor tekstów i twórca jednych z najbardziej chwytliwych melodii, jakie kiedykolwiek dane Wam było usłyszeć w neo-soulu.

    Artystów podobnych wyżej wymienionym jest naprawdę mnóstwo. Większość z nich to czarnoskórzy Amerykanie, którzy ten gatunek opanowali tak, że ani Słowianie, ani reszta Europejczyków prawdopodobnie nigdy im nie dorówna. Jednym z nielicznych białych neo-soulowych piosenkarzy jest Mayer Hawthorne, również Amerykanin. Mistrzostwo w muzyce ocenia się jednak nie tylko na podstawie tego, co słyszymy na płycie, ale również tego, co słyszymy i widzimy na scenie. Oszczędzając zbędnych komentarzy nawiążę ostatni raz do współczesnej legendy i jego wspomnianych scenicznych podrygów z fankami. A w ramach podsumowania posłużę się jakże wymownym cytatem z utworu poniżej: „let the music soothe your soul”. Nie zapominajcie o soulu!

    Autor: Hanna Kucharczyk
    Źródło: popmag.pl

    Statystyka

    Odsłon artykułów:
    4044939
    © 1999-2018 DJ WORLD. All Rights Reserved.