• Home
  • Life
  • YouTube cofa bany. Polityka czy wolność słowa?

YouTube cofa bany. Polityka czy wolność słowa?

0Shares
YouTube

Jeszcze niedawno YouTube chwalił się żelazną konsekwencją: kto złamał zasady dotyczące dezinformacji o pandemii czy wyborach – wypadał z gry na zawsze. Dziś gigant technologiczny nagle zmienia front i zapowiada przywracanie kont, które wcześniej zostały usunięte. Co się wydarzyło?

Cofanie banów – oficjalna wersja

Według oświadczeń przedstawicieli Alphabetu (właściciela YouTube), przywracane mają być konta usunięte z powodu naruszeń polityk dotyczących COVID-19 i wyborów. Jak podkreślono, zasady te obowiązywały „w szczególnych okolicznościach” i obecnie zostały już zniesione.

W liście do komisji sądowej Kongresu firma napisała, że zmiana to efekt „przejścia z okresu wyjątkowego do stabilniejszej rzeczywistości”, a teraz YouTube chce dać drugą szansę twórcom, którzy „w tamtym czasie zostali dotknięci ostrzejszą moderacją”.

Polityczna presja – niewygodna prawda?

Nie sposób jednak nie zauważyć, że decyzja ta pojawia się w kontekście narastającej presji politycznej w USA. Alphabet przyznał bowiem, że wcześniejsze blokady treści były podejmowane także w odpowiedzi na sygnały ze strony administracji Bidena. Jak donosi AP, „spółka twierdzi, że to rządowe naciski odegrały kluczową rolę w kształtowaniu polityk moderacyjnych”.

Czyli: nie chodziło tylko o bezpieczeństwo użytkowników czy walkę z fałszywymi informacjami, lecz także o polityczne kalkulacje.

Powrót niewygodnych głosów

Dziennik „The Verge” zauważa, że cofnięcie banów oznacza realny powrót do gry twórców, którzy wcześniej byli oskarżani o szerzenie dezinformacji. „To znaczący krok w stronę otwarcia platformy na głosy, które przez ostatnie lata były skutecznie eliminowane” – komentuje serwis.

Z kolei Business Insider podkreśla, że nowa polityka YouTube „to próba naprawy wizerunku w obliczu krytyki, że firma stała się narzędziem politycznej cenzury”.

Wolność słowa czy strategia PR?

Na papierze wygląda to jak triumf wolności słowa. Ale czy faktycznie chodzi o prawa użytkowników? Możliwe, że to raczej ruch PR-owy, który ma uspokoić polityków i opinię publiczną, a przy okazji przywrócić na platformę część widowni i przychody z reklam.

Jedno jest pewne: cofając bany, YouTube sam pokazuje, że granica między ochroną przed szkodliwymi treściami a ingerencją polityczną jest cienka i płynna.

YouTube oficjalnie mówi o „drugiej szansie dla twórców”. Ale za kulisami czuć zapach polityki, presji i chłodnej kalkulacji biznesowej. Pytanie, które dziś powinniśmy sobie zadać, brzmi: czy cofanie banów to rzeczywiście obrona wolności słowa, czy raczej dowód na to, że internetowe giganty grają według reguł polityków, a nie użytkowników?

https://www.youtube.com/@playmusicfe

0Shares