• Home
  • Prawo
  • Pierwszy w Polsce pozew o kradzież głosu przy użyciu AI.

Pierwszy w Polsce pozew o kradzież głosu przy użyciu AI.

1Shares
kradzież głosu

Przełomowa sprawa w warszawskim sądzie

W branży medialnej od miesięcy mówiło się, że taki moment nadejdzie. I w końcu nadszedł. Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił pierwszy w Polsce pozew dotyczący nielegalnego wykorzystania głosu lektora wygenerowanego za pomocą sztucznej inteligencji. Sprawa może stać się precedensem nie tylko dla środowiska lektorskiego, ale też dla całego rynku produkcji audio i reklam w Polsce. To pierwszy przypadek, który dotyczy kradzież głosu w kontekście technologii AI.

Znany głos bez zgody. Lektor reaguje

Sprawa dotyczy Jarosława Łukomskiego — jednego z najbardziej rozpoznawalnych głosów w kraju, znanego z setek filmów, reklam i produkcji kultowych. Według pozwu jego głos miał zostać skopiowany i syntetycznie odtworzony na potrzeby kampanii reklamowej dużej spółki z branży wodno-kanalizacyjnej. Bez zgody, bez wiedzy, bez wynagrodzenia.

W związku z tym rośnie świadomość o zagrożeniach związanych z kradzież głosu i nielegalnym wykorzystaniem tożsamości głosowej.

Sam lektor nie ukrywa, że jest poruszony sytuacją:

„Wszyscy wiedzieliśmy, że to może kiedyś spotkać któregoś z nas. Ale kiedy to dzieje się naprawdę, to uderza podwójnie. To mój głos, moje narzędzie pracy i część mojej tożsamości.”

Łukomski ma za sobą kilkadziesiąt lat kariery – od legendarnej „szeptanki” VHS po współczesne kampanie reklamowe. Tym bardziej dotkliwe okazuje się dla niego odkrycie, że jego głos został odtworzony bez jakiejkolwiek współpracy.

„To kradzież” – mówi pełnomocnik

Lektora reprezentuje Mikrofonika – duży internetowy bank głosów oraz operator projektu VO+AI, który zajmuje się ochroną cyfrowych głosowych wizerunków lektorów.

Tomasz Bartos z Mikrofoniki komentuje sprawę wprost:

„Firma z milionowymi przychodami zamiast zamówić nagranie, wygenerowała sobie głos jednego z najbardziej rozpoznawalnych lektorów w Polsce. Nie informując go o tym. Dla mnie to po prostu kradzież. I zamierzamy to udowodnić.”

Według pozwu reklamy z syntetycznym głosem były emitowane publicznie, a lektor i jego pełnomocnicy dowiedzieli się o nich dzięki monitoringowi internetu.

Długa droga do pozwu. Ugody nie będzie

Jak twierdzą przedstawiciele Mikrofoniki, rozmowy trwały od maja. Próbowano polubownie zakończyć spór — m.in. poprzez negocjacje między kancelariami oraz propozycję edukacyjnego programu dla pracowników pozwanej spółki dotyczącego etyki AI i bezpieczeństwa danych.

Mecenas Martyna Majewska, reprezentująca firmę na rynku polskim i kanadyjskim, podkreśla:

„Proponowaliśmy rozwiązania racjonalne i merytoryczne. Nigdy nie widziałam, by strona pozywająca wychodziła z tak konstruktywną propozycją ugody. Odpowiedź drugiej strony była jednak odmowna.”

Dopiero brak chęci współpracy skłonił Mikrofonikę do złożenia pozwu.

Eksperci: naruszenie nie tylko dóbr osobistych, ale i danych biometrycznych

Sprawa budzi ogromne emocje w środowisku lektorskim i wśród prawników zajmujących się AI. Według mecenas Wiktorii Stasiewicz z kancelarii Meritum doszło tu do szeregu naruszeń:

  • dóbr osobistych – głos jest chronionym elementem wizerunku,
  • praw majątkowych – wykorzystanie bez wynagrodzenia,
  • przepisów RODO – bo głos jest daną biometryczną pozwalającą na jednoznaczną identyfikację osoby.

Paweł Bukrewicz, prezes Stowarzyszenia Lektorów RP, podkreśla, że prawo jednoznacznie traktuje głos jako daną osobową:

„Głos człowieka, dzięki dzisiejszym technologiom, pozwala z łatwością zidentyfikować konkretną osobę. To więc także kwestia bezpieczeństwa danych.”

„Głos poznaje się w sekundę”. Jak udowodnić naruszenie?

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pytań jest to, czy syntetyczny głos rzeczywiście był kopią Jarosława Łukomskiego. Według ekspertów – nie ma co do tego wątpliwości.

  • doświadczeni realizatorzy ocenili nagrania jako jednoznacznie imitujące Łukomskiego,
  • narzędzia do rozpoznawania syntetycznego głosu wskazały 98–99% prawdopodobieństwa.

Jak mówi Bartos:

„Pracuję w tej branży ćwierć wieku. Ten głos rozpoznaję po sekundzie. A jeśli trzeba, dysponujemy ekspertyzami i potwierdzeniami algorytmów.”

Środowisko lektorskie: „Jeśli to zostanie bez reakcji, stracimy kontrolę nad własnymi głosami”

Wielu lektorów otwarcie popiera Łukomskiego, wskazując, że sprawa ma charakter symboliczny. Jacek Brzostyński, również jeden z najbardziej znanych głosów w Polsce, komentuje ostro:

„Nie można udawać, że głos lektora jest niczyj. Jeśli nie postawimy granicy teraz, będzie to początek masowej kradzieży głosów.”

W branży rośnie obawa, że syntetyczne kopie zastąpią żywych lektorów, nie tylko bez wynagrodzenia, ale też bez jakiejkolwiek zgody.

Pierwszy taki pozew – i zapewne nie ostatni

Sprawa ma potencjał stać się precedensem. Po raz pierwszy w Polsce sąd będzie musiał jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie:

Czy wygenerowanie czyjegoś głosu w AI bez zgody jest naruszeniem prawa?

Jeśli odpowiedź będzie twierdząca, może to wyznaczyć standard postępowania na lata, a może nawet wpłynąć na rynek europejski.

Co dalej?

Pozwana spółka została poproszona o komentarz, jednak jak dotąd nie odpowiedziała na pytania. Tymczasem lektor i jego pełnomocnicy zapowiadają, że sprawy nie odpuszczą:

„To nie tylko mój głos – to symbol walki o tożsamość wszystkich ludzi pracujących z głosem. Jeśli nie zareagujemy, nikt z nas nie będzie bezpieczny” – podkreśla Łukomski.

Środowisko lektorskie już uznało tę sprawę za przełomową, a jej wynik może na długo zdefiniować zasady korzystania z AI w polskiej branży audio.

1Shares